Więcej zer niż jedynek

Paweł Zielewski
opublikowano: 1999-10-04 00:00

Więcej zer niż jedynek

Od kilku lat chodzę sobie po Internecie. Mam swoje ulubione strony, do których często wracam. Niewiele z nich to strony banków. Jeszcze mniej — banków polskich. Niestety.

PRZEGLĄDANIE sieciowych wizytówek rodzimych instytucji finansowych bardzo często budzi uczucia ambiwalentne. Z jednej strony należy cieszyć się, że są i to w dodatku jest ich wiele. Z drugiej — większość pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Internet przypomina żywy twór. Taki, który rozrasta się w niesłychanym tempie. Tłumaczenia, że to dopiero początek, że będzie lepiej, że pierwsze koty za płoty — w ogóle nie powinny być przyjmowane do wiadomości. Wydaje się, że nasi bankowcy nie za bardzo zdali sobie sprawę z tego, że obecność w ogólnoświatowej sieci to nie widzimisię i tymczasowa moda naszych czasów, ale konieczność, która w ogóle nie podlega dyskusji.

MOJE wyobrażenie o banku w Internecie tchnie optymizmem. Tak przynajmniej twierdzą znajomi bankowcy. Wizja, która prześladuje mnie od lat, to dostęp do moich własnych pieniędzy bez żadnych ograniczeń czasowych. To możliwość składania zleceń, ich zmiany, sprawdzenie stanu konta, złożenie wniosku o przyznanie kredytu, zwiększenie limitu karty itd. Wszystko to chciałbym robić siedząc w domu i stukając w klawisze komputera. Każdą zapowiedź zmiany w tym kierunku traktowałem kiedyś jak wyrocznię. Teraz podchodzę do podobnych deklaracji z ogromną rezerwą. Bankowość internetowa jeszcze długo będzie polegała na oglądaniu sieciowych wizytówek banków i — czasami — oddawaniu głosu w ogólnopolskim konkursie na najgorszą stronę domową.

IDEA, która towarzyszyła opracowywaniu rankingu najlepszych bankowych stron w polskim Internecie, była jedna — postanowiliśmy nie tylko przyklasnąć tym, którzy — naszym zdaniem — stworzyli najlepsze elektroniczne wizytówki swoich instytucji, ale przede wszystkim spróbować namówić tych, którzy nie załapali się w jakiejkolwiek kategorii, by spojrzeli i spróbowali zmienić swoje strony.

JESZCZE jednym, ważnym powodem, dla którego ten ranking powstał, to konieczność skrytykowania „nowoczesnych” banków, dla których „nowoczesność” kończy się na aparacie telefonicznym z tonowym wybieraniem numerów. Handlobank i Millennium nie mają nawet własnych wizytówek w sieci (a co dopiero wspominać o próbach bankowości elektronicznej). Nie ma się co oszukiwać — oba banki zakpiły ze swoich klientów, nie umożliwiając nawet zapoznania się z aktualną ofertą. Moim zdaniem — dodatkowo nadużywają słowa „nowoczesny”.

KOLEJNY truizm, który będzie się na łamach „Pulsu Biznesu” pojawiał jeszcze wiele razy: jeżeli bank detaliczny, któremu zależeć powinno na przyciągnięciu jak największej liczby klientów, nie zamierza wykorzystać Internetu jako nośnika reklamy, informacji, a w końcu do bezpośredniego kontaktu, stawia się na pozycji przegranej. Ilość oddziałów i okienek już wkrótce nie będzie miała większego znaczenia dla zdobycia nowych klientów. Zamiast tego konieczne będzie liczenie przyłączonych do sieci komputerów.

JEST I BĘDZIE: Pekao SA ma własny oddział internetowy. Mimo zapowiedzi jego rozwoju, oddział jest, jaki był. Patrząc optymistycznie, trzeba powiedzieć: przynajmniej zrobiono pierwszy krok.