Wieczerzak sypie!

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-10-27 00:00

Czy pierwszy milion, rzeczywiście, koniecznie trzeba ukraść? Zdania na ten temat są podzielone i zarówno zwolennicy odpowiedzi „tak”, jak i „nie”, mają na dowód swojego przekonania liczne dowody. Korzenie większości prawdziwych fortun nikną w mrokach historii, stąd i łatwiej, z jednej strony uwierzyć, że coś w tej kradzieży może być prawdziwego, z drugiej łatwiej o takie obiegowe opinie — bo ci, którym mogłyby one zaszkodzić już dawno odeszli z tego świata, a podkoloryzowanie rzeczywistości dodaje jej pieprzyku.

Zwolennikom czystych reguł zdobycia pierwszego miliona polecam wspaniałą historię rosyjskiego kierowcy cysterny, który — wykazując ogromny zmysł, ale absolutnie uczciwie — wykorzystując specyficzny sposób prywatyzacji Gazpromu stał się, z dnia na dzień, dolarowym milionerem (całość opisał, niestety już bardzo dawno, Jacek Hugo Bader w Magazynie „GW”). Z drugiej strony, jeżeli lekarz w Polsce, gdzie jak wiadomo lekarzy się nie rozpieszcza pensjami, staje się nagle państwowym menedżerem, a po kilku latach nie może zliczyć swoich mieszkań, nieruchomości i stadnin oraz kont w rajach podatkowych — to z pewnością coś tu jest nie tak. Podobnie jak np. trudno mi uwierzyć w aż taki geniusz zięcia prezydenta Kuczmy, by w kilka lat zgromadził majątek wart niemalże miliard dolarów.

Ale czy to oznacza, że wszystkich tych, którzy odnieśli finansowe sukcesy należy zamknąć do więzienia? Jeden z „lekarzy bez granic”, Grzegorz Wieczerzak, już siedzi. I oskarża, na prawo i lewo. Swego czasu pisaliśmy o nim, że przebywając w więzieniu przypomina odbezpieczony granat. Teraz granat zaczyna razić. Ostatnią jego ofiarą jest Janusz Szlanta, do marca prezes Stoczni Gdynia, kilka lat temu uważany za zbawcę polskiego przemysłu stoczniowego. Rozmiary afery, którą z doniesienia Wieczerzaka tropi ABW, a w którą zamieszany jest Janusz Szlanta (o ile jest jakakolwiek afera), mogą być większe niż tej, w której odpowiada sam Wieczerzak. Ale dotyczy, pośrednio i bezpośrednio, tej samej instytucji — PZU.

I zapewne nawet rozstrzygnięcie tej sprawy, o ile kiedykolwiek nastąpi, nie przybliży nas jednoznacznie do odpowiedzi na pytanie zawarte w pierwszym zdaniu tekstu, ale samo poszukiwanie zapewne będzie interesujące i dostarczy nowych argumentów zarówno zwolennikom teorii spiskowej, jak i czystych rąk. No i aktualne pozostaje pytanie: kto następny?

Możesz zainteresować się również: