Wiedźmy odleciały, przyszła korekta

Roman Przasnyski
opublikowano: 23-03-2010, 00:00

Po piątkowych szaleństwach nasz rynek powrócił do szarej codzienności. Tęsknota do niedawno przeżywanych emocji jest jednak raczej niewielka. Większość inwestorów doszła pewnie do wniosku, że lepszy w miarę przewidywalny marazm niż zaskakujące ekscesy. Została nam po nich jedynie korekta, która i tak się nam należała.

Na warszawskiej giełdzie główne indeksy zaczęły tydzień w okolicach wartości

z piątkowego fixingu. Po krótkich wahaniach sytuacja jednak szybko zaczęła się pogarszać. Tuż przed południem WIG20 tracił już 1 proc., a wskaźnik szerokiego rynku niewiele mu ustępował. Najsłabiej zachowywał się indeks małych spółek, który zniżkował o 1,3 proc. W gronie największych firm liderem spadków były debiutujące w składzie indeksu WIG20 akcje Polskiej Grupy Energetycznej, zniżkujące o około 2 proc. Dorównać

mu starały się jedynie walory PKO BP i PKN Orlen. O 1,5 proc. spadały papiery Telekomunikacji Polskiej. Wszystko to działo się przy bardzo niskich obrotach, których wartość w południe nie przekraczała 380 mln zł.

Naszym inwestorom nie sprzyjała sytuacja na parkietach europejskich oraz spadki na amerykańskich kontraktach. Europejscy inwestorzy zaczęli tydzień

od sporych zniżek. Na otwarciu CAC40 tracił 0,5 proc., indeks we Frankfurcie spadał o 0,3 proc., a londyński FTSE zniżkował o 0,2 proc. Jeszcze przed południem skala strat wyraźnie się powiększyła. Gdy tylko okazało się, że inwestorzy za oceanem do kontynuacji korekty się nie kwapią, nastroje się poprawiły. Ostatecznie indeks największych spółek stracił 0,16 proc., WIG zniżkował o 0,13 proc., a sWIG80 o 0,4 proc. Jedynie wskaźnik średnich firm wzrósł o 0,21 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły nieco ponad miliard złotych. Przypomnijmy, że w piątek wartość handlu akcjami była rekordowa i wyniosła 4,4 mld zł.

Po zawirowaniach związanych z dniem trzech wiedźm (w piątek kończyły się serie marcowych kontraktów terminowych) w poniedziałek na warszawskim parkiecie było już znacznie spokojniej. Porównując zaś dzisiejsze obroty z piątkowymi, można wręcz powiedzieć, że nie działo się nic. Mamy więc powrót do normalności i niesmak z powodu świadomości, że jeden lub góra kilku inwestorów może zrobić z naszym rynkiem jeśli nie wszystko, to przynajmniej bardzo wiele. Korekta spadkowa trwa. Widać jednak, że jej losy rozstrzygają się nie u nas, lecz za oceanem. Nasze główne indeksy podążały ścieżką wyznaczaną przez Wall Street. Do tego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Na niezależność wybijają się jedynie wskaźniki małych i średnich firm.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu