Branża ubezpieczeniowa może odetchnąć. Pogoda stabilizuje się, a szkody, jakie mogłaby wyrządzić w Polsce wielka woda, są minimalne. Tym samym ubezpieczycieli ominął koszmar powodzi, który pogrążyłby ich wyniki finansowe. — W tym roku powódź praktycznie nie wyrządziła szkód — mówi Agnieszka Rosa z biura prasowego PZU. Wyjaśnia, że najwięcej masowych szkód zostało spowodowanych przez grad oraz lokalne podtopienia i zalania. Doszło do nich w wyniku intensywnych opadów deszczu, a nie na skutek wystąpienia wody z rzek. Widać to w statystykach największego ubezpieczyciela. W ciągu ostatnich dwóch tygodni do PZU zgłoszono prawie 3,7 tys. szkód spowodowanych przez powódź — mniej niż szkód, które wpłynęły z powodu nawalnego deszczu (prawie 4 tys.) czy zalania na skutek opadów atmosferycznych (ponad 6 tys. zgłoszeń). Podobnie jest u innych dużych ubezpieczycieli majątkowych.
W ostatnich dniach do Allianza zgłoszono ponad 2 tys. szkód majątkowych i ponad 1,2 tys. komunikacyjnych, spowodowanych ulewami. Opady spowodowały najwięcej zniszczeń w woj. mazowieckim, łódzkim, śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim i małopolskim. Słowo „szkoda” może sugerować wypłatę gigantycznych odszkodowań. Ale w rzeczywistości tegoroczna wielka woda ma skromne, finansowe oblicze. Jest ono tak niewielkie, że Komisja Nadzoru Finansowego, która ma w zwyczaju monitorowanie obciążeń powodowanych przez tego typu zjawiska, tym razem nie wystąpiła do ubezpieczycieli o dane.
— Ponad 70 proc. zgłoszeń szkód likwidujemy w procedurze uproszczonej. Są drobne, więc wystarczy rozmowa telefoniczna, a odszkodowanie jest wypłacane od razu, bez konieczności dokonywania oględzin — mówi Sylwia Świech, wicedyrektor ds. likwidacji szkód typowych w Ergo Hestii. Na przykład w Allianzie uproszczoną ścieżkę likwidacji stosuje się do szkód poniżej 5 tys. zł. Choć żaden z ubezpieczycieli na razie nie chce szacować, ile będą kosztować odszkodowania, wiadomo, że będą to kwoty bardzo niskie w porównaniuz 2010 r. Wówczas powódź kosztowała branżę 1,2 mld zł. Konieczność wypłaty takiej kwoty oraz dodatkowy miliard, który poszedł na pokrycie strat ze sprzedaży polis komunikacyjnych, spowodowały zmianę polityki cenowej. W efekcie od 2010 do połowy 2012 r. ceny ubezpieczeń drożały. Tegoroczna powódź będzie miała jednak wpływ na finanse ubezpieczycieli. Spowodowała ona gigantyczne straty u naszych zachodnich i południowych sąsiadów. Agencja Fitch szacuje, że wielka woda będzie kosztować Niemców 12 mld EUR, z czego ok. 4 mld EUR będą musieli wpłacić ubezpieczyciele.Może to wpłynąć na wzrost kosztów reasekuracji, czyli zakupu przez polskie towarzystwa dużych polis dla sprzedawanych przez nie ubezpieczeń.
— Trudno ocenić wpływ powodzi na stawki. Szkody w dorzeczu Łaby i Dunaju są duże, co może wpłynąć na wzrost cen. Ale mamy też do czynienia z nadpodażą tzw. pojemności reasekuracyjnej, co może łagodzić wpływ powodzi — uważa Rafał Tokarz, dyrektor departamentu ubezpieczeń majątkowych i technicznych w Warcie.