Wielki Brat zobaczy cię wszędzie

Jak prowadzisz służbowe auto, co zechcesz kupić po drodze, gdzie i kiedy wysłać ci ofertę — aplikacje geolokalizacyjne i biznesowe wiedzą o tobie wszystko.

Monitoring GPS — na to hasło pracodawcy chętnie rozluźniają budżetowe gorsety. Kontrolowani przez technologie pracownicy z większą odpowiedzialnością eksploatują samochody firmy i rzadziej przekraczają przepisy drogowe. Wynika z tego wiele korzyści: mniejsze zużycie paliwa, rzadsze wizyty w serwisach, mniej wypadków, stłuczek i awarii. Dzielenie się wiedzą o stylu jazdy z ubezpieczycielem mogłoby też skutkować zniżką na polisę OC. Zawodowi kierowcy, przedstawiciele handlowi, serwisanci nie chcą jednak Wielkiego Brata. Marek Krygier z firmy Coyote uważa, że sprowadzanie analiz geoprzestrzennych do inwigilacji to spłycenie sprawy. Widzi w nich ważne wsparcie dla osób, które bez auta nie mogłyby wykonywać obowiązków służbowych lub prowadzić działalności biznesowej.

— Właściciele małych firm handlowych najlepiej zdają sobie sprawę z konsekwencji kontroli drogowych i egzekwowania restrykcyjnych przepisów. Odebranie choćby na krótki czas pracownikowi prawa jazdy, bo jechał za szybko, oznacza dla nich straty trudne do odrobienia — podkreśla Marek Krygier.

Wróg czy przyjaciel

Traktowanie monitoringu GPS w kategoriach cyfrowej smyczy jest typowe dla Polaków. W innych państwach UE nie ma takiej nieufności wobec tej technologii. Przeciwnie: jest postrzegana głównie jako czynnik eliminujący piratów drogowych i coś, co motywuje do poprawiania umiejętności prowadzenia samochodu. LeasePlan w ubiegłym roku przeprowadził badania wśród 4 tys. użytkowników pojazdów służbowych w 17 krajach Europy. Połowa oświadczyła, że czułaby się pewniej, prowadząc samochód wyposażony w urządzenia telematyczne. Czterech na dziesięciu ankietowanych mówiło, że rozwiązania te zmieniłyby ich styl jazdy, poczynając od ostrożniejszego zachowania (15 proc.), przez zwracanie większej uwagi na oszczędności paliwa, po ograniczenie prędkości (9 proc.).

Warunek. Inwestycje w analitykę przyniosą spodziewane korzyści tylko wtedy, gdy rozwiązania big data zostaną wpisane w DNA firmy — mówi Sławomir Lubak, dyrektor zarządzający Accenture Communications, Media and Technology w Polsce.

Jak zmienić nastawienie polskich kierowców? Rozwiązaniem wydaje się pozytywne motywowanie, stosowanie języka korzyści.

— Może przedsiębiorcy powinni chwalić i nagradzać pracowników za ostrożną jazdę? Nigdy też dość powtarzania, że chodzi o ich życie, zdrowie i zwykłą pomoc w ominięciu korków, robót drogowych, miejsc wypadków — podpowiada Kamil Jakacki, dyrektor sprzedaży w firmie Cartrack. Jeszcze większe kontrowersje budzi śledzenie klientów. Jeśli ktoś przechodzi lub przejeżdża obok sklepu, salonu fryzjerskiego, restauracji i ma odpowiednią aplikację mobilną, może dostać informację o ofercie, promocjach i kupony rabatowe na produkty, o których właśnie myśli. Skąd nadawca wie — po pierwsze — gdzie się znajdujemy, a po drugie — czego akurat najbardziej potrzebujemy? Odpowiedź jest prosta: żyjemy w świecie connected, łączenia wszystkiego ze wszystkim — smartfonów, nawigacji, mediów społecznościowych, bankowości internetowej, portali e-commerce, narzędzi ERP, CRM, BI, internetu rzeczy. Systemy analityczne klasy big data doskonale sobie radzą ze złożeniem w sensowną całość naszych danych geolokalizacyjnych, historii zakupów i transakcji, profilu konsumenta (m.in. zarobki, sytuacja rodzinna, styl życia). A stąd już tylko krok do stworzenia spersonalizowanej oferty handlowej.

Chmura wiadomości

Dostawcy big data twierdzą, że technologia ta rozpowszechnia się wolniej niż powinna, ponieważ wdrożenia nie idą w parze z właściwą motywacją i kompetencjami użytkowników.

— Najlepsze rezultaty osiągają firmy, dla których podejmowanie decyzji z wykorzystaniem analityki jest częścią ich biznesowego DNA. Nie wystarczą inwestycje w oprogramowanie. Potrzeba zaangażowanych i przekonanych pracowników — mówi Sławomir Lubak, dyrektor zarządzający Accenture Communications, Media and Technology w Polsce.

A Kamil Jakacki potwierdza: nic po wdrożeniach, jeśli brakuje umiejętności analizowania danych. Tymczasem fachowców w tej dziedzinie jest jak na lekarstwo.

— Jak wyciągać wnioski z danych, statystyk, raportów? Jak informacje z systemu przekładać na język biznesu? Jak od zrozumienia danych przejść do oszczędności, wzrostu przychodów? Tego wszystkiego uczymy naszych klientów, by inwestycja w telematykę im się opłaciła — wyjaśnia Kamil Jakacki. Lekarstwem na deficyt wiedzy i zaangażowania jest — według ekspertów — powierzenie analityki operatorom centrów danych i innym podmiotom, które się w tym specjalizują. Ten model dostępu do zasobów i kompetencji IT zwykło się nazywać chmurą obliczeniową (cloud computing). Według IDC, w zeszłym roku zwiększył się odsetek danych faktycznie wykorzystywanych przez przedsiębiorstwa — do około 30 proc. Przodują w tym duże firmy, z których około 70 proc. sięga po informacje o użytkownikach gromadzone i przetwarzane w modelu cloud computingu. Do końca 2019 r. wszystkie większe instytucje będą robiły użytek z danych zewnętrznych hurtowni big data. Witamy w świecie inwigilacji 2.0! &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MIROSŁAW KONKEL

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wielki Brat zobaczy cię wszędzie