W Łodzi trwa nadzwyczajne walne Sfinksa. Zarząd jest bombardowany pytaniami przez akcjonariuszy spółki. Jest wśród nich Tomasz Morawski, założyciel Sfinksa. Próbował się dowiedzieć od zarządu spółki, ile pieniędzy potrzeba do odzyskania wypłacalności.
- Jest to kwota 12-16 mln zł – ocenił Jacek Trybuchowski, prezes Sfinksa.
Część akcjonariuszy Sfinksa zadaje pytania, dlaczego zarząd przed ogłoszeniem wniosku o upadłość nie dopuścił do możliwości przegłosowania podwyższenia kapitału zakładowego.
- Kwestia ewentualnego dokapitalizowania będzie przedmiotem walnego w marcu. Do tego czasu będziemy prowadzić rozmowy z wierzycielami – odpowiedzieli przedstawiciele zarządu Sfinksa.
Wiadomo, że spółka jest zadłużona w trzech bankach. Są to ING BSK oraz PKO BP. Ten ostatni dziś wypowiedział Sfinksowi umowę kredytową.
Tomasz Morawski nie ustaje w próbach odbicia Sfinksa z rąk Amrestu. Publicznie zaproponował, że obejmie stanowisko prezesa i dofinansuje spółkę. Co więcej, jego zdaniem umowa między Sfinksem i Amrestem o świadczeniu usług zarządzania jest „szkodliwa” dla restauracyjnej spółki. Dlatego zaproponował jej rozwiązanie i zadeklarował, że może kierować spółką za pół stawki Amrestu.
Zarząd Sfinksa upiera się, że umowa jest korzystna. Po pierwsze dlatego, że operator restauracji może korzystać z know-how Amrestu, po drugie – główny akcjonariusz nie pobiera na razie wogóle wynagrodzenia.
Na walnym uaktywnili się inwestorzy finansowi. Na wniosek CU OFE został powołany biegły ds. szczególnych, który ma ocenić sytuację spółki. Zajmie się tym firma BDO. Na tym jednak nie koniec. Przeszedł też wniosek Polsatu, by rozszerzyć jego zakres działania. Biegły zajmie się też zasadnością złożenia wniosku o upadłość spółki.
Przed podjęciem decyzji o przsunięciu obrad na 4 marca, na WZA trwała
przerwa. Doszło do niej po wniosku CU OFE, który zaproponował odroczenie obrad
do wtorku, bo chce się zapoznać z kandydaturami zgłoszonymi przez Tomasza
Morawskiego.