Wielkie Jeziora na szali

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-08-06 20:00

Konwencja wyborcza Partii Demokratycznej odbędzie się 19-22 sierpnia w Chicago, ale decyzje kadrowe zostały sfinalizowane z dwutygodniowym wyprzedzeniem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Prawie 60-letnia Kamala Harris już zebrała głosy zdecydowanej większości delegatów i niemal przez aklamację zostanie oficjalną kandydatką partii na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki (wobec tego urzędu feminatyw jeszcze nie uchodzi). 6 sierpnia oznajmiła nie tylko delegatom i elektoratowi demokratycznemu, lecz praktycznie całemu światu dokonanie strategicznego wyboru personalnego. We wtorek, 5 listopada 2024 r., jej przybocznym kandydatem na wiceprezydenta USA będzie niemal rówieśnik, 60-letni (starszy o pół roku) Tim Walz, od 2019 r. gubernator stanu Minnesota. Rozpatrywanym na ostatniej prostej kandydatem alternatywnym był 51-letni Josh Shapiro, gubernator Pensylwanii od 2023 r.

W dotychczasowej karierze politycznej Kamala Harris i Tim Walz mieli tylko luźne związki. Senatorkę z Kalifornii oraz gubernatora znad Jeziora Górnego dzieliła ogromna odległość zarówno geograficzna, jak też funkcjonalna. W Kongresie USA spędzili wspólnie dwa lata, ale w różnych izbach. Najsilniejszym ich związkiem było naturalnie w 2020 r. pragnienie wyprowadzenia 45. prezydenta Donalda Trumpa z Białego Domu. Obecnie zjednoczy ich podobnie silna determinacja niewpuszczenia republikańskiego kandydata jako 47. prezydenta ponownie do Owalnego Gabinetu. Zgodnie z taktycznymi wymogami kampanii demokratyczny kandydat na wiceprezydenta USA jest oczywiście białym mężczyzną o poglądach zdecydowanie bardziej konserwatywnych od prezentowanych przez Kamalę Harris. Stawiając na Tima Walza, byłego nauczyciela i weterana Gwardii Narodowej, kandydatka na prezydenta zakłada wzmocnienie poparcia wśród białych wyborców nie tylko z klasy średniej, lecz także robotniczej z tzw. pasa rdzy (poprzemysłowej) w stanach Środkowego Zachodu. Tim Walz ma korzenie w społecznościach, w których Demokraci tracą od pewnego czasu poparcie. Notabene urodził się w Nebrasce, czyli w tzw. czerwonym stanie republikańskim, ale pod jego rządami akurat Minnesota stała się dosyć pewnym wynikowo – przynajmniej w latach 2016 i 2020 – niebieskim stanem demokratycznym, a 10 głosów elektorskich piechotą nie chodzi.

Postawienie na Minnesotę jako na bastion demokratyczny ma jeszcze jeden ważny kontekst. Otóż kilka sąsiednich stanów z szeroko rozumianego regionu Wielkich Jezior należy do tzw. swingersów, w których wynik prezydencki się często zmienia. Należą do nich: Wisconsin z 10 głosami elektorskimi, Michigan z 16 oraz Pensylwania z 20 – wszędzie w 2016 r. wygrał Donald Trump, a w 2020 r. Joseph Biden. Gdyby teraz ten ostatni wynik powtórzył, dzięki regionalnemu promieniowaniu z Minnesoty, duet Harris/Walz, to region Wielkich Jezior – z silnie demokratycznymi ludnymi stanami Illinois (20 głosów elektorskich) i Nowy Jork (29 głosów) – rozstrzygnąłby wynik wyborów 5 listopada.