Wiem, z kim iść przez pustynię

Karol Jedliński, Tomasz Siemieniec
opublikowano: 29-05-2010, 13:49

Prawie 60-latek sprawdza się w pływaniu na  obcych wodach. Nowy biznes, nowe salony. Stara arytmetyka: umiejętnie mnożyć, a  potem dzielić. Obsługiwać laptop? W życiu.

Pierwszy raz spotykamy się na kilka dni przed końcem zapisów na akcje Kulczyk Oil Ventures (KOV). Jan Kulczyk zrelaksowany. Popija herbatę w odcieniu żywej czerwieni. Zerka czasem w bok, na XVI-wieczne płótno przedstawiające wnętrze Aachener Münster, katedry w Akwizgranie. Inwestor bawi się słowami i gra skojarzeniami. Chyba czuje, że oferta się sprzeda i KOV dostanie kapitał, który pozwoli spokojnie szukać ropy w Brunei.

Zobacz także
MW

Gdy rozmawiamy, Grecja kojarzy się jeszcze głównie z tzatzikami, wysepkami i filozofią.

Feta w szklance
Kolejne nasze spotkanie wypada już po zatwierdzeniu planu ratunkowego dla Hellady. Zanim go zaklepano, na światową finansjerę padł blady strach. Przez to połowa oferty KOV nie znalazła chętnych. Na rynku huczy, że analitycy zagranicznego banku HSBC, którzy przekonywali, że inwestorzy z Azji na hasło "ropa w Brunei" pokochają akcje polskiej spółki, grubo się pomylili. Szósty zmysł zawiódł?

— Pierwszy raz się zdarzyło, że szczęście nam nie pomogło — przyznaje Dariusz Mioduski, przyjaciel i generał w armii najbogatszego Polaka, prezes Kulczyk Investments.

Sam zainteresowany widzi drugą stronę medalu.

— Nie uważam, że szczęście mnie opuściło. Oczywiście lepiej, gdy zarząd ma więcej pieniędzy na starcie niż mniej. Ale z drugiej strony, wyszło na moje, bo będę miał prawie 50 proc. udziałów w KOV, psychiczny komfort. Przecież sygnuję ten projekt własnym nazwiskiem, więc dobrze mieć nad nim kontrolę. A nazwiska zmieniać nie zamierzam. Jestem tu inwestorem strategicznym na dobre i na złe — kwituje najbogatszy Polak.

Wieść gminna niesie jednak, że po tym, jak konstrukcja oferty kruszyła się niczym ser feta, Kulczyk pojawił się w Warszawie. Przy Kruczej 24/26 było gorąco. Cieplej niż w Brunei. Pytany o to Kulczyk cytuje: "Wierzę, ale sprawdzam". Czasem.

I podsumowuje:

— To sukces. Szklanka z logo KOV jest do połowy pełna, a nie pusta, dopełnimy resztę. Inwestorzy, którzy kupili akcje KOV, zarobią, nie dopuszczę do skazy na mojej reputacji — mówi i energicznie dopija kolorową zawartość porcelanowej filiżanki.

Jak oceniany jest przez biznesowych rywali Jan Kulczyk, jaką filozofię działania wyznaje i jakie strategie stosuje w inwestowaniu najbogatszy Polak, jak czuje się na salonach i czy "ropa" to największe jego wyzwanie czytaj w ostatnim dodatku Pulsu Biznesu "Business Class"

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński, Tomasz Siemieniec

Polecane