Wierzę w siłę rynku

Paweł Zielewski,Paweł Kubisiak
opublikowano: 2005-03-30 00:00

Zdaniem Marii Dobrowolskiej, prezes IDM, brokerzy powinni teraz skupić się na rozsądnym wykorzystaniu profitów, które przyniosła koniunktura.

„PB”: Dobra koniunktura tchnęła nowe życie w polską giełdę i ponownie przyciągnęła prywatnych inwestorów do rynku akcji. Jednak lata bessy, nierzetelne rekomendacje i głośne afery księgowe sprzed paru lat wciąż skłaniają graczy do ostrożności. Czy obecne regulacje i praktyki stosowane przez domy maklerskie są wystarczające dla zapewnienia bezpiecznego obrotu?

Maria Dobrowolska, prezes Izby Domów Maklerskich: W listopadzie 2004 roku uchwaliliśmy kodeks dobrej praktyki domów maklerskich, który obowiązuje od 1 stycznia 2005 roku. Trzeba jednak pamiętać, że domy maklerskie stosują już od dawna większość reguł zapisanych w kodeksie, a teraz zebraliśmy je wszystkie w jednym miejscu. W kodeksie wykorzystane zostały również wskazania CESR, czyli europejskiego komitetu regulatorów i nadzorców rynków papierów wartościowych.

Teraz klient czy partner domu maklerskiego ma w końcu jasno, w jednym akcie wyłożone wszystkie reguły, które powinny być stosowane w firmie inwestycyjnej, a od których zależy m.in. bezpieczeństwo jego inwestycji.

Mam jednak pełną świadomość, że nie wszyscy zaczną od razu stosować wszystkie reguły ujęte w naszym kodeksie. I nie o to chodzi. Celem jest, aby kodeks działał mobilizująco, by coraz więcej podmiotów przystępowało do stosowania tych reguł, by i klienci, i domy maklerskie uzmysłowili sobie, jakie mają prawa, a jakie obowiązki.

Podobnie przecież było na giełdzie, w przypadku zasad corporate governance. Cały czas do grona spółek, które zobowiązują się do stosowania tych zasad, dołączają kolejni emitenci. Na GPW został stworzony segment Plus, gdzie znaleźli się ci, którzy zobowiązali się stosować wszystkie zasady. Chcemy też wydawać odpowiednie certyfikaty dla domów maklerskich. My również będziemy mobilizować naszych członków do tego, by nasz rynek był coraz bardziej transparentny, by klient czuł się bezpiecznie.

A nie czuje się?

Cały czas mamy do czynienia z taką sytuacją — z jednej strony jest przedsiębiorstwo maklerskie, które dysponuje pracownikami, środkami, wiedzą, a z drugiej osoba fizyczna — inwestor, który nie posiada naszego instrumentarium. Tylko już z tego powodu jest pewna nierównowaga pozycji i my tę nierównowagę staramy się niwelować. W kodeksie dobrej praktyki podkreślamy zasadę „poznaj swojego klienta”. Dom maklerski tylko wtedy może dobrze świadczyć usługę, jeśli będzie potrafił ocenić poziom wiedzy klienta, poziom możliwości finansowych, odporność na ryzyko. To wszystko wygląda tak prosto, jest teoretycznie takie oczywiste, ale na polskim rynku nadal wymaga wdrożenia.

Uważam też, że niezwykle istotnym problemem, wymagającym regulacji, jest sposób prowadzenia działań marketingowych i reklamowych. O tym u nas sporo się mówi, sporo było też zarzutów pod adresem np. banków, gdzie reklamowana oferta drastycznie odbiegała od tego, co klient otrzymywał w rzeczywistości. Domy maklerskie działają również w segmencie usług finansowych, w którym klient musi mieć wiarygodnego pośrednika. Posiadanie rachunku inwestycyjnego w domu maklerskim musi wiązać się z poczuciem bezpieczeństwa, klient musi czuć, że jest traktowany poważnie, nawet wtedy, gdy makler nie ma dla niego dobrych wiadomości.

Jakie klient domu maklerskiego ma dzisiaj możliwości walki o swoje interesy w przypadku ewentualnego konfliktu z domem maklerskim?

W naszych regulacjach mamy nie tylko kodeks dobrej praktyki, jest również Regulamin Sądu Izby Domów Maklerskich. W sprawach etyki każdy, kto udokumentuje swój interes prawny, może wystąpić do rzecznika sądu. W naszym przypadku rzecznik jest swego rodzaju prokuratorem. Po zbadaniu argumentów stron, rzecznik podejmuje decyzje o wszczęciu postępowania przed Komisją Etyki, która wydaje orzeczenie. Z doświadczenia wiem, że sytuacje zdarzają się różne. Przykro tylko, że jeśli dom maklerski zawinił, a następnie zaspokoił roszczenia klienta, to nie jest to atrakcyjny temat dla mediów. W naszej działalności wycena szkody jest prosta, jeśli jest odpowiednio udokumentowana. Dom maklerski odpowiada swoim majątkiem. Tu nie ma dyskusji — dom zawinił, dom płaci.

Wśród inwestorów najwięcej emocji budzą rekomendacje analityków, które niekiedy odpowiadają wyłącznie ich interesom.

Osobiście uważam, że takie działania należy piętnować. W naszym kodeksie jest ustęp dotyczący tej kwestii. Według mnie, rekomendacje skierowane do nieoznaczonego adresata muszą spełniać odpowiednie standardy. Jednak stanowczo protestuję przeciwko opiniom, że analiza sporządzona przez oferującego nie może być obiektywna, gdyż jest to konflikt interesów. To nie jest konflikt interesów! Powinniśmy w końcu zrozumieć, że interes sprzedawcy nie polega na naciągnięciu kupującego. Dom maklerski działałby wbrew sobie. Jeżeli dom maklerski zrobi wycenę spółki oferowanej i okaże się, że ta wycena była niewiarygodna i można to udowodnić, wówczas trzeba to napiętnować i absolutnie potępić.

Za to naturalny konflikt interesów istnieje między emitentem a inwestorem. Ten pierwszy chce sprzedać jak najdrożej, ten drugi kupić jak najtaniej. I właśnie pomiędzy nimi jest dom maklerski po to, by emitentowi uzmysłowić realną wycenę emisji, a inwestora przekonać, że po określonej cenie akcje są warte nabycia. Pośrednik musi tu pełnić rolę buforu i nie może sobie pozwolić na brak profesjonalizmu. Oczywiście, negatywne sytuacje mogą się zdarzać, ale to są przypadki, od których nie jest wolny żaden rynek na świecie.

Czy dobra koniunktura pozwoli domom maklerskim na obniżenie cen usług?

Ceny usług to autonomiczna decyzja pośrednika. W okresie dekoniunktury domy maklerskie miały kiepskie wyniki i by utrzymać się na rynku przeprowadziły bardzo poważne restrukturyzacje. Przez kilka lat cięły wszystkie koszty, które tylko można było ciąć. Z drugiej strony, trzeba było inwestować, by podwyższyć standardy świadczonych usług. I uważam, że w interesie inwestorów domy maklerskie nie powinny obniżać prowizji, ponieważ na polskim rynku marża domu maklerskiego nie jest wysoka. Powinniśmy raczej pracować nad obniżeniem kosztów dostępu do rynku, tak byśmy mogli być konkurencyjni. Bardzo bym chciała, żeby domy maklerskie zyski, które osiągnęły podczas znaczącego ożywienia w drugiej połowie 2004 roku, przeznaczyły nie na obniżki opłat, nie na dywidendy, ale na inwestycje np. w systemy informatyczne, w pracowników i na akumulację kapitału.

Domy maklerskie miały stać się bankami inwestycyjnymi. Moim zdaniem, byłby to krok w dobrym kierunku. Ale tak się nie stało, bo kapitał, który generował się na rynku, generował się głównie na GPW i KDPW. Czyli dwie spółki non-profit miały wysokie zyski, a ci, którzy powinni byli zarabiać, zysków nie mieli. Z tego też względu cieszę się, że nastąpiło ożywienie. Problem w tym, w jaki sposób domy maklerskie to wykorzystają.

A nie obawia się Pani konkurencji ze strony zachodnich biur?

Zawsze się obawiałam. Dlatego ten fakt powinien działać mobilizująco na domy maklerskie w kwestii poprawienia jakości usług, a nie obniżania cen.

A jeśli zagraniczni konkurenci rozpoczną wojnę cenową?

Polskie domy maklerskie przeżyły już kilka wojen cenowych. W efekcie, obecnie na rynku funkcjonuje około 20 domów maklerskich, podczas gdy w pewnym momencie było ich ponad 50.

Czy właśnie tyle domów maklerskich powinno działać na polskim rynku?

Nie można tego wskazać. Wierzę w prawa rynku i uważam, że nie ma przepisów na jego funkcjonowanie. Rynek sam wszystko ureguluje. Wierzę też w domy maklerskie, bo to przedsiębiorcy wyczuleni na zmiany koniunktury, wyczuleni na potrzeby zarówno inwestorów, jak i emitentów.

A czy internet jest zagrożeniem dla istnienia domów maklerskich?

To po prostu kanał dystrybucji, zdolny obsłużyć większość transakcji konkretnej grupy klientów. Są jednak klienci, którzy nie chcą być obsługiwani przez internet, przekonani, że nic nie może zastąpić bezpośredniego kontaktu z maklerem. Dostęp do oferty przez internet powinien być częścią propozycji domu maklerskiego, ale internet nie stanowi zagrożenia dla tradycyjnej oferty. Inwestorzy podczas bezpośredniego kontaktu korzystają z różnych serwisów informacyjnych, żądają rekomendacji, chcą przedyskutować swoje przemyślenia o rynku. A jeśli chodzi o rynek ofert publicznych, to w obecnym systemie prawnym nie ma możliwości, żeby emitent współpracował z domem maklerskim przez internet.

Ubiegłoroczne obroty na GPW pokazały, że podatek giełdowy wbrew obawom nie powstrzymał rozwoju rynku. Jednak czy nie uczynią tego wymogi Unii Europejskiej, takie jak np. ujednolicone przepisy o prospekcie, które powinny wkrótce wejść w życie?

Jeśli chodzi o prawo, nie możemy narzekać, żeby Unia skąpiła nam przepisów, do których powinniśmy się szybko dostosować. Jednak wszelkie zmiany czynimy na bieżąco, a przy zmianach niekorzystnych powinniśmy wykorzystać możliwie długie okresy dostosowawcze. Co więcej, wiele rozwiązań proponowanych w dyrektywach, takie jak możliwość tworzenia alternatywnych platform, dokonywania transakcji wewnętrznych czy wdrożenie zasady best execution, jest dla rynku dobra, więc powinniśmy je jak najszybciej implementować.

Jaka, Pani zdaniem, powinna być rola domów maklerskich w prywatyzacji giełdy?

Moim zdaniem, skarb państwa powinien zrobić wszystko, by umożliwić uczestnikom rynku kupno akcji GPW po rozsądnej cenie. Ich udział bowiem jest nieodzowny, by skupić obrót na naszym rynku.

Giełda, przez lata akumulując zyski, zgromadziła aktywa o bardzo dużej wartości, które nie są konieczne do prowadzenia działalności operacyjnej. Giełdzie nie są potrzebne tak ogromne kapitały własne, a domy maklerskie wcale nie chcą, by budżet robił im prezenty. Trzeba jednak zrozumieć, że nie da się prywatyzować i budować silnej giełdy, stojąc tyłem do pośredników. Teraz powinniśmy się zastanowić, w jaki sposób skonstruować ofertę, by była ona najlepsza dla wszystkich uczestników rynku. Dla nas wszystkich powinno być najważniejsze, by rynek w Warszawie rzeczywiście był ważnym węzłem na mapie Europy.

Możesz zainteresować się również: