WIG20 daleko nie zajdzie

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2014-06-10 00:00

Inwestorzy bez przekonania mocują się z barierą 2500 pkt. Nic dziwnego, bo argumentów za jej sforsowaniem nie ma wiele

Przez połowę wczorajszej sesji WIG20 walczył o utrzymanie się powyżej symbolicznej bariery 2500 pkt. Bezskutecznie, ale gdyby się to udało, byłoby to pierwsze tak wysokie zamknięcie indeksu od 28 lutego i sygnał do być może odważniejszego ataku i pożegnania się z przedziałem 2300-2500 pkt. Wskaźnik, poza krótkimi epizodami, tkwi w nim od początku 2013 r. Eksperci są jednak sceptyczni i nie wierzą, by rychło doszło do wybicia z męczącej konsolidacji i początku nowego trendu.

— Przebicie 2500 pkt jest przede wszystkim efektem bardzo dobrych piątkowych sesji na rynkach rozwiniętych i rozwijających się, takich jak Rosja czy Turcja, a nie nowych danych fundamentalnych. Wyniki spółek z GPW w pierwszym kwartale były rozczarowujące. Te za drugi kwartał zaczną napływać dopiero pod koniec lipca. Dopóki ożywienie gospodarcze nie znajdzie adekwatnego odzwierciedlenia w wynikach spółek, raczej nie będziemy świadkami zwyżek. Zakładam, że przez najbliższe dwa miesiące WIG20 będzie się wahał w przedziale 2400-2550 pkt — komentuje Zbigniew Obara, analityk BM Alior Banku.

— Do funduszy inwestujących na rynkach wschodzących płyną pieniądze. Bardzo dobrze zachowuje się rynek turecki, który od dołka wzrósł już o 30 proc. Nasza giełda nadrabia zaległości. Jest szansa przebicia się przez opory na WIG20 i WIG30, ale czy zwyżki będą trwałe — tego nie jestem pewien. By tak się stało, spółki muszą zacząć publikować wyniki lepsze niż przewidywania analityków, a tego w pierwszym kwartale nie było. Pokazywały wyniki zgodne z oczekiwaniami albo gorsze — wtóruje mu Andrzej Knigawka, dyrektor biura analiz ING Securities.

Zagranica szuka lokat

Nasi rozmówcy zgodnie wiążą testowanie poziomu 2500 pkt przez WIG20 z decyzją Europejskiego Banku Centralnego o obniżeniu stóp procentowych i wprowadzeniu ujemnej stopy depozytowej. Pociągnęło to za sobą umocnienie złotego i spadek rentowności polskich obligacji poniżej 3,7 proc. Na pewno część pieniędzy inwestorów zagranicznych trafiła też na rynek akcji. To zaś inwestorzy zagraniczni odpowiadają zazwyczaj za nadawanie kierunku indeksowi blue chipów. Wczoraj, choć obroty znów były mizerne, to koncentrowały się na ulubieńcach zagranicy, czyli m.in. KGHM i Pekao.

— Rynek akcji jest obecnie tylko dodatkiem do rynku długu. Napływ kapitału z zagranicy nie jest na tyle duży, aby kursy akcji w sposób nieskrępowany kontynuowały zwyżkę — przestrzega Zbigniew Obara.

Eksperci przypominają też, że wchodzimy w okres wypłaty dywidend.

— Patrząc na różne klasy aktywów, widać, że inwestorzy zagraniczni przechodzą na nasz rynek, ale odnosząc się do rynku akcji, należy pamiętać, że niedługo zaczyna się sezon wypłat dywidend i w tym kontekście wzrost może nie być trwały — mówi Sobiesław Kozłowski z Raiffeisen Bank Polska.

— Nasz poziom docelowy WIG20 na koniec roku to 2500 pkt, ale już po odliczeniu dywidend. W krótkim okresie można spodziewać się dalszych zwyżek kursów tych banków i spółek dywidendowych, które korzystają na obniżce stóp w strefie euro. Końcówka roku może być jednak słabsza, zarówno ze względu na czynniki globalne, czyli zacieśnianie polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, jak i obawy związane z OFE w Polsce — mówi Tomasz Bardziłowski, wiceprezes DI Investors.

Specjalista nie jest jedynym, który wskazuje na problem z OFE. Już nawet nie chodzi o to, że będą dysponowały mniejszymi pieniędzmi, ale o trudność z oszacowaniem, jakimi pieniędzmi w ogóle będą dysponowały po 2014 r.

— Kwestia rozmontowania OFE nie jest jeszcze w pełni odzwierciedlona w cenach akcji. Trudna do oszacowania skala rzeczywistej skali przepływów do OFE w latach następnych jest istotnym czynnikiem niepewności i będzie ciążyć rynkowi do końca lipca — uważa Zbigniew Obara.

Małym będzie trudniej

Wyrwanie się ze stagnacji przez małe spółki może trwać jeszcze dłużej. Trochę przez długie oczekiwanie na wyniki, trochę przez to, że nie interesuje się nimi kapitał zagraniczny.

— W segmencie małych i średnich spółek jest duża nierównowaga. Nie ma zagranicy po stronie popytowej, a OFE będą wykorzystywać każdą możliwość do sprzedaży akcji. Bardzo symptomatyczna jest zmiana proporcji raportowanych zwiększeń i zmniejszeń zaangażowania przez OFE. OFE, dążąc do maksymalizacji dywidend, mogą dać impuls do zwyżek na wybranych akcjach, ale w dłuższym terminie nie widzę dla tego segmentu czynników wzrostowych — wyjaśnia Andrzej Knigawka.

— Dla małych spółek bardzo istotne są napływy do TFI. Na te można zaś liczyć dopiero wtedy, gdy zwyżki na głównym indeksie będą kontynuowane przynajmniej przez kilka tygodni — zaznacza Tomasz Bardziłowski.

Według Analiz Online, saldo wpłat i wypłat do TFI w maju sięgnęło blisko 1 mld zł. Tyle że pieniądze płynęły głównie do funduszy dłużnych. Na dodatek nadchodzą wakacje, a zdaniem wielu ekspertów, w tym okresie trudno o wzmożoną aktywność inwestycyjną potencjalnych klientów TFI.