Nie ma chętnych do obrony rynku. Podaż robi z głównym indeksem co chce
Wystarczyło niecałe 30 mln zł, by na starcie handlu zepchnąć WIG20 w dół o 3 proc. Wskaźnik blue chipów i WIG znów są na dnie.
Płytki rynek sprzyjał wczoraj niedźwiedziom. Indeks blue chipów stracił 3,9 proc., spadając poniżej listopadowego minimum (1547,15 pkt.). O ponad 3,2 proc. obniżył wartość WIG. Tym samym indeks szerokiego rynku także spadł poniżej jesiennych dołków (24 852,95 pkt.) do 23 908,36 pkt.
Na nowe minima bessy czekaliśmy 46 sesji. Jednak styl, w jakim to się stało, i wyraźna przecena na zagranicznych giełdach mogą niepokoić.
— Są obawy, że globalne ożywienie w gospodarce nie przyjdzie w drugiej połowie roku, ale trochę później. Silna presja podaży może doprowadzić do pogłębiania tych dołków — uważa Marek Świetoń, wiceprezes Ipopema TFI.
— Jeśli ktoś myśli o kupowaniu akcji, to jeszcze nie teraz. Możliwe, że w tym tygodniu zobaczymy nowe dołki — przyznaje Przemysław Kwiecień, główny analityk XTB.
Stojąc z boku
Strach i niepewność paraliżują inwestorów. Obroty są znikome. Ostatnio niemal normą jest, że handel na poszczególnych sesjach wynosi zaledwie kilkaset milionów złotych.
— Nie ma komu handlować. TFI już się wystrzelały, zagranica się wycofała, a inwestorzy indywidualni dawno skapitulowali. Same fundusze emerytalne to za mało, by rozruszać naszą giełdę — ocenia Przemysław Kwiecień.
W styczniu łączne obroty na rynku akcji ledwie przekroczyły 18 mld zł. Podobnie było też w grudniu. Ale jeszcze na przykład w październiku wartość handlu przekroczyła 35 mld zł. Większy spadek widać, jeśli spojrzymy na dane ze stycznia ubiegłego roku. Wówczas obroty przekraczały 42 mld zł.
Na szczęście na rynku nie jest aż tak źle, jak chociażby w 2005 r., gdy zdarzały się miesiące, w których nie było ani jednej sesji z obrotami powyżej 1 mld zł. Jednak marne to pocieszenie.
— Przeżywamy kryzys zaufania i płynności, co odbija się na obrotach na giełdzie. Chęć do sprzedaży jest mała. Z kolei po stronie kupujących dominuje przekonanie, że to jeszcze nie czas na akumulację akcji. Tak może dziać się przez kilka miesięcy — mówi Jacek Radziwilski, dyrektor zarządzający Unicredit CA IB Poland.
Teraz przed sezonem publikacji wyników z IV kwartału inwestorów powstrzymują obawy o jakość raportów.
— Na rynku panuje duża ostrożność. Zbliża się okres publikacji wyników. Inwestorzy czekają na nie z niepokojem — dodaje Piotr Wiśniewski, analityk PTE Bankowy.
Obserwuj złotego
Co dalej? Co może pobudzić rynek akcji?
— Katalizatorem dla wzrostu obrotów mogłoby być ustanowienie przez WIG20 nowych dołków. Wtedy rynek powinien się ożywić. Może tak być, gdy pojawią się nowi sprzedający i kupujący, którzy grają krótkoterminowo — uważa Przemysław Kwiecień.
A może zagranica przyjdzie nam z odsieczą?
— Giełda potrzebuje świeżej krwi. W takiej roli mógłby objawić się duży zagraniczny fundusz, którego aktywność mogłaby doprowadzić do kilku z rzędu wzrostowych sesji. To mogłoby rozruszać polskich inwestorów — ocenia Marek Rogalski, analityk FIT.
Licząc na zwyżkę na GPW, bacznie powinniśmy obserwować zachowanie złotego.
— Trzeba obserwować rynek walutowy, który zresztą też robi się coraz płytszy. Jeśli złoty umocni się w ciągu 2-3 dni o 10 groszy lub więcej, to giełda ma szanse na lekką zwyżkę cen i obrotów — twierdzi Marek Rogalski.
Jest jeszcze jeden czynnik, który może powodować wzrosty. To efekt płytkiego rynku. Specjaliści DI BRE uważają, że gasnące obroty na GPW dają szansę na to, że nawet niewielki kapitał (jego dostarczycielem mogą być OFE, mające historycznie bardzo niski poziom zaangażowania w akcje, czyli 22 proc.) może spowodować silny wzrost cen.