Wina polityka, a zwrot na 56 proc.

Zamieszany jest kler, hrabina i parlamentarzysta — doprowadzili do powstania inwestycyjnego wina, ale nie każdy o nim usłyszał

Piotra Żyłę zapytano, czy ma jakiegoś faworyta w konkursie drużynowym — odpowiedział, że Kazachstan. Wino Beychevelle też bez wątpienia nadawałoby się do takich żartów, bo nazwę kojarzy niekoniecznie każdy, a roczna stopa zwrotu dla względnie młodego rocznika wyniosła ponad 50 proc. Jak się okazuje, jest w nim właściwie wszystko, co w skrócie nakreśla inwestorowi czynniki decydujące o wartości na rynku wina: długa historia zaczęta obowiązkowo przez jakiegoś biskupa, kilka znaczących przejęć, noty krytyków, a nawet dziwaczny gryf na etykiecie, którego spekulanci z Azji niezmiennie biorą za smoka.

W WINIE PRAWDA:
Zobacz więcej

W WINIE PRAWDA:

Starsze roczniki są droższe, ale dają też mniej zarobić. Skrzynką Beychevelle z 2005 handluje się po 960 GBP (4,8 tys. zł) — to 23 proc. więcej niż przed rokiem. ARC

Szybkie i młode

Zanim w ogóle będzie można mówić o stopie zwrotu, warto się zorientować, o które wino dokładnie chodzi — nieznajome Château Beychevelle z kiedyś zasłyszanej apelacji Saint-Julien, z podregionu Médoc i słynnego regionu Bordeaux. W związku z tym, że region jest podzielony rzeką, w powszechnym użyciu są takie określenia, jak lewy i prawy brzeg, dlatego na przykład ceny różnych win z Saint- Julien da się zestawić z indeksem Left Bank 200, publikowanym przez londyńską giełdę Liv-ex.

Jeśli w takim porównaniu weźmie udział żartobliwie niedoceniane Beychevelle, okaże się, że jest znacznie lepsze, bo chociaż ceny win z lewego brzegu w rok wzrosły prawie 24 proc., wynik dziesięciu ostatnichroczników Beychevelle to 31,4 proc. — a to i tak nic, gdy do gry włączą się poszczególne roczniki. Jak wynika z analiz Liv-ex, najmocniej drożały te najtańsze — 2014 z osławionym wzrostem 56,3 proc. jeszcze w grudniu 2015 r. kosztował 400 GBP (2 tys. zł) za skrzynkę, podobnie jak 2013 czy 2011.

Skrzynki z 2004 natomiast, wyceniane początkowo na 902 GBP (4,5 tys. zł), zwiększyły stawkę niecałe 11 proc., wpisując się przy okazji w tendencję: im starsze, tym i tak droższe. Jako pierwszy z czynników, które mogły zdecydować o takich zwyżkach, nasuwa się zachwyt krytyków, najlepiej wyrażony w liczbach. Byłoby przejrzyście, a inwestor miałby poczucie, że nie porusza się we mgle, ale nie jest, bo ceny Beychevelle i noty ekspertów przedstawia taki wykres, że najkrócej można go podsumować: jedno w jedną, drugie w drugą.

Noty w nosie

Analitycy winiarskiej giełdy tłumaczą tę niezależność od ocen krytyków zjawiskiem „brand-based buying”, jak nazywają decyzje nabywców sugerujących się wyłącznie marką. O takie zachowania, szczególnie na rynkach dóbr alternatywnych, zwykle podejrzewa się Azjatów, więc i tym razem intuicja nie zawodzi, chociaż poza samą nazwą winnicy tamtejszych inwestorów wyjątkowo wabi również samo logo.

Żeby je właściwie odczytać, trzeba jednak zacząć od 1565 r., kiedy château zostało zbudowane przez francuskiego biskupa, po którym posiadłość odziedziczyła żona wpływowego arystokraty — a przez szacunek dla tej pary przepływające obok stoków statki opuszczały żagle. Płynęły wspomnianą rzeką, która dzieli Bordeaux, natomiast rodzaj ukłonu zachował się w nazwie château, bo Beychevelle pochodzi od „baisse voile”, co po francusku oznacza właśnie opuszczanie żagli.

Po serii przejęć, w latach 70. winnica stała się własnością francuskiego parlamentarzysty, po jego śmierci udziałami podzieliły się wielkie instytucje, a na etykietę wkradł się element, który ewidentnie podbił azjatyckie serca. Pod koniec lat 80. symbolem wina stał się okręt z obniżonym żaglem i galionem w formie gryfa — czyli wielką rzeźbą na dziobie, która przedstawia mitycznego lwa z głową i skrzydłami orła.

Mimo że w założeniu stoi za tym jakaś historia z czysto europejskim Dionizosem, chińscy inwestorzy w pierwszej kolejności stawiają na nazwę, a w drugiej na widzianego na butelce smoka. W takim momencie warto wrócić do podstawowego opisu wina, bo poza regionem, brzegiem rzeki i apelacją trzeba jeszcze wspomnieć o słynnej Oficjalnej Klasyfikacji Win z Bordeaux z 1855 r.

Na zlecenie Napoleona III zaczęto kategoryzować najlepsze bordoskie wina, wśród których znalazło się m.in. Beychevelle — na podstawie jakiejś średniej mnóstwa czynników? Nie — na postawie ogólnej reputacji winnicy i ceny, bo w tamtych czasach była po prostu jednoznaczna z jakością. Na powrót tych czasów lepiej jednak nie czekać, w końcu — jak zaobserwował Piotr Żyła — koniec sezonu jest raz: na koniec sezonu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Alternatywne / Wina polityka, a zwrot na 56 proc.