Wiosna maskuje bezrobocie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-06-27 00:00

Gdyby nie prace sezonowe, osób bez pracy byłoby najwięcej od trzech lat

W maju spadła stopa bezrobocia — podał Główny Urząd Statystyczny. Wyniosła 12,6 proc., wobec 12,9 proc. w kwietniu. Sukces? Tylko pozorny. Grono osób bez płatnego zajęcia skurczyło się tylko z przyczyn sezonowych (na wiosnę zawsze pojawiają się dodatkowe miejsca pracy). Tak naprawdę sytuacja na rynku pracy nie tylko się nie poprawia, ale wręcz robi się coraz gorsza.

None
None

Więcej i więcej

Miara, jaką jest stopa bezrobocia (bezrobotni w stosunku do liczby aktywnych zawodowo), często jest myląca. Lepszym ujęciem jest dynamika roczna. Tak mierzone grono bezrobotnych rośnie nieprzerwanie od lutego 2009 r. Czyli od ponad trzech lat nie było ani jednego miesiąca, w którym bezrobotnych byłoby mniej niż w analogicznym okresie sprzed roku. Kilka miesięcy temu ten wzrost nieco wyhamował — dynamika spowolniła do 0,4 proc. — i wydawało się, że wkrótce zobaczymy wreszcie pierwsze spadki liczby bezrobotnych. Nic z tego. Od dwóch miesięcy przyrost osób bez pracy znowu przyspiesza. Obecnie dynamika rok do roku wynosi już 2,6 proc. i jest najwyższa od listopada 2011 r.

— Stopa bezrobocia aktualnie spada, ale w rzeczywistości na rynku pracy sytuacja jest gorsza niż w 2011 r. Więcej osób rejestruje się jako bezrobotni, a mniej się wyrejestrowuje. W dodatku przedsiębiorcy zgłaszają do urzędów pracy mniej ofert zatrudnienia — zaznacza Mateusz Sutowicz, ekonomista Banku Millennium.

Na bruk

Dane GUS sugerują też, że przedsiębiorcy coraz częściej likwidują miejsca pracy. Na koniec maja w rejestrze urzędów pracy zarejestrowanych było 66 tys. osób, które poszły na bezrobocie, po tym jak ich pracodawca wpadł w kłopoty finansowe i musiał redukować zatrudnienie. Grono to rośnie, i to w coraz szybszym tempie. Jest obecnie o 9,5 proc. wyższe niż przed rokiem, co jest najwyższą dynamiką od kwietnia 2010 r.

— Sytuacja na rynku pracy jest trudna z dwóch powodów. Po pierwsze, spowolnienie gospodarcze w Polsce sprawia, że popyt pracodawców na siłę roboczą słabnie. Po drugie, na rynek pracy napływa coraz więcej osób aktywnych zawodowo [absolwenci czy przedstawiciele grup zawodowych, którym odebrano przywileje emerytalne — red.] — tłumaczy Aleksandra Świątkowska, ekonomistka BOŚ.

Odblokowanie funduszy

W drugiej połowie roku kłopoty rynku pracy mogą się pogłębiać. Ekonomiści spodziewają się, że wzrost gospodarczy spadnie do 2,5-3 proc. — Stopa bezrobocia będzie więc rosła. Na koniec 2012 r. powinno wynieść 13,2 proc., czyli o 0,7 pkt proc. wyżej niż na koniec 2011 r. [obecnie jest o 0,2 pkt proc. wyżej niż przed rokiem — red.] — prognozuje Aleksandra Świątkowska. To uderzy w konsumpcję. Sprzedaż detaliczna już teraz wykazuje pierwsze oznaki spowolnienia. W maju roczna dynamika wyniosła 7,7 proc., czyli była nieznacznie wyższa niż w kwietniu (kiedy wyniosła 5,5 proc.), ale to ciągle znacznie słabszy wynik niż dwucyfrowe dynamiki, do których przyzwyczailiśmy się w ostatnich kilkunastu miesiącach. Pogarszającą się sytuację na rynku pracy widzi też rząd. Ministerstwo Finansów poinformowało wczoraj, że uwolni część pieniędzy z Funduszu Pracy (prawdopodobnie 300-400 mln zł) na walkę z bezrobociem.

9,5 proc. O tyle wyższa niż przed rokiem była w maju liczba bezrobotnych, którzy stracili pracę z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. To najwyższa dynamika od kwietnia 2010 r.

Możesz zainteresować się również: