Wipasz nie odpuszcza aktywistom

To straszenie ludzi — grzmi czołowy producent mięsa, którego inwestycję zablokowała interwencja Otwartych Klatek.

W poniedziałek pisaliśmy o instytucie szczęśliwego prosiaka — projekcie Wipaszu, mięsnego giganta, który zapowiadał przełom w polskiej branży produkcji wieprzowiny, a właściwie pracę nad przełamaniem importu warchlaków na rzecz krajowej ich produkcji. Bazować miał na wiedzy o tym, co im zapewnić, by „się nie stresowały”. Inwestycja miała być ulokowana pod Kętrzynem we wsi Warnikajmy, a została zablokowana — przynajmniej czasowo — m.in. przez protest Otwartych Klatek. W rozmowie z „PB” Ilona Rabizo, aktywistka Otwartych Klatek i Kolacji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym,podkreślała, że sprawa trafiła do SKO do ponownego rozpatrzenia.

— To inwestycja w potężną chlewnię na 10 tys. świń, a z informacji pozyskanych od inwestora wcale nie wynika, żeby miały żyć w szczególnym dobrostanie — przekonywała na łamach „PB” Ilona Rabizo.

Teraz Józef Wiśniewski, prezes Wipaszu, uważa, że to „straszenie ludzi”.

— To nie będzie ogromna ferma, bo z 1,6 tys. dorosłych zwierząt, a nie 10 tys. — odpowiada szef Wipaszu.

— Zgodnie z informacjami zawartymi w decyzji środowiskowej burmistrza będzie ponad 10 tys. sztuk zwierząt, wliczając lochy, warchlaki, knury i prosięta. Jest to inwestycja, która wymaga specjalnej procedury, bo istnieje ryzyko uciążliwego oddziaływania na środowisko. Więc to nie straszenie — twierdzi Ilona Rabizo.

Józef Wiśniewski przyznaje, że łącznie z małymi prosiętami może być rzeczywiście około 10 tys. zwierząt na fermie.

— Jednak to ogromna różnica, niż gdyby było to 10 tys. dorosłych osobników. I to jest właśnie jedna z wyrafinowanych form tego ekoterroryzmu — bazowanie na emocjach ludzi — dodaje Józef Wiśniewski.

Apeluje, żeby aktywiści i inne osoby, które mają wątpliwości co do dobrostanu zwierząt, obejrzeli dostępne w internecie materiały o warunkach hodowli na fermie Sanglas w Hiszpanii, na której Wipasz się wzoruje. Jego instytut szczęśliwego prosiaka ma być o połowę mniejszy.

— Instytut szczęśliwego prosiaka to projekt, nad którym od czterech lat pracują ludzie z całego świata. Naszymi partnerami są Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Instytut Albesa Ramadera firmy OPP wspieranej przez hiszpańskie Ministerstwo Rolnictwa, a dotację na realizację przedsięwzięcia przyznało nam polskie Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju. Tu zwierzęta będą miały zapewnioną dużo większą powierzchnię chowu oraz lepsze warunki utrzymania, niż przewidują to aktualnie obowiązujące w Polsce normy — dodaje Józef Wiśniewski.

Wylicza, że obiekt będzie miał m.in. oddzielną strefę, w której w pierwszym etapie życia na fermie zwierzęta mają czas na aklimatyzację i naukę korzystania z urządzeń.

— W tym okresie będzie towarzyszył im wykwalifikowany w tym kierunku pracownik. W celu zminimalizowania stresu i zagospodarowania wolnego czasu lochy mogą korzystać z różnych zabawek oraz grać w piłkę. W strefie legowiskowej dla ich wygody zastosowano wyściółkę z trocin. Nowoczesny system wentylacji, optymalne doświetlenie obiektu światłem dziennym, swoboda w poruszaniu się, całodobowa opieka, swobodny dostęp do pokarmu i wody to podstawowe działania zwiększające komfort funkcjonowania zwierząt — przekonuje szef Wipaszu.

Dla instytutu pracować mają naukowcy, behawioryści zwierzęcy, weterynarze, żywieniowcy, hodowcy, studenci.

— Połączenie wiedzy merytorycznej i praktycznej wszystkich tych grup pozwoli na stworzenie pilotażowej fermy będącej dowodem na to, że duża ferma może opierać się na najwyższych standardach dobrostanu zwierząt, których przestrzegania wymagają obecnie również coraz bardziej świadomi konsumenci — podsumowuje Józef Wiśniewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy