Wiraż

Dawid Tokarz
14-10-2005, 00:00

Łukasz Komornicki na trasie Rajdu Dakar wychodził z dramatycznych opresji. Teraz też przeżywa trudne chwile. W biznesie.

Krzysztof Komornicki należał do najsławniejszych polskich kierowców rajdowych lat 60. Po zakończeniu sportowej kariery zajął się biznesem, był m.in. znanym dilerem samochodów Opla. Ale jego interesy nie zawsze były czyste. W aferze FOZZ, nazywanej „matką afer” III RP, za przywłaszczenie 1,5 mln USD ze środków funduszu sąd skazał go na 2 lata i 320 tys. zł grzywny (nie poniesie jednak kary — zarzuty przedawniły się kilka miesięcy temu).

Syn Krzysztofa, Łukasz, jest dziś najbardziej znanym polskim kierowcą rajdów terenowych. Trzykrotnie startował w Rajdzie Dakar, do mety dojeżdżając raz, ale za to na wysokim, 14. miejscu. Jak ojciec — zajmuje się biznesem. Jak ojciec — znalazł się pod lupą prokuratury. Twierdzi, że jest niewinny.

Dochodzenie

— Potwierdzam, że wszczęliśmy postępowanie, które prowadzimy w kierunku podejrzenia udaremniania zaspokojenia wierzycieli przez spółkę Budexport, której prezesem i głównym udziałowcem jest Łukasz Komornicki. Sprawa jest bardzo zawiła i dlatego musi potrwać — nie kryje Paweł Nowak, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz.

Budexport zajmuje się generalnym wykonawstwem i podwykonawstwem, głównie na warszawskim rynku budownictwa. Co na koncie? Kilka biurowców, osiedle mieszkaniowe Słoneczny Stok, centrum handlowe Panorama, stacja metra Dworzec Gdański. Ponad 50 proc. udziałów w firmie należy do Łukasza Komornickiego. Sama firma od października 2004 r. znajduje się w upadłości (z możliwością zawarcia układu).

Zawiadomienie do prokuratury złożył — 1,5 miesiąca temu — jeden z wierzycieli Budexportu: Dobra Firma.pl. W doniesieniu czytamy m.in., że Łukasz Komornicki miał doprowadzić do upadłości Bud- exportu. Jest też w nim mowa o „prawdopodobnej próbie wyprowadzenia znacznej części majątku z masy upadłości do spółek, w których jest on udziałowcem”.

Budexport to bowiem nie jedyny biznes Łukasza Komornickiego. Pozostaje on właścicielem i prezesem spółki Rally Sport Team, udziałowcem spółek budowlanych Budner i Ribud oraz firmy inwestycyjnej JFK Development. Zasiada też w zarządzie spółek zależnych Budexportu: Słoneczny Stok i Karowa. Część z tych firm jest wierzycielami Budexportu. Andrzej Kawecki, prezes Dobra Firma.pl, w zawiadomieniu do prokuratury domaga się sprawdzenia, na jakiej podstawie i czy w ogóle te wierzytelności istnieją.

— Nie mogę komentować postępowania prokuratorskiego. Podkreślam jednak, że działania spółki nie były i nie są skierowane przeciwko wierzycielom. Zarzuty formułowane przez pana Kaweckiego są bezpodstawne. Jesteśmy w trakcie przygotowywania stosownych kroków prawnych, mających na celu obronę dobrego imienia, zarówno mojego, jak i zarządu Budexportu — odpiera zarzuty Łukasz Komornicki.

Wątki

Z naszych informacji wynika, że prokuratura będzie badać m.in. umowę-zlecenie, jaką poprzedni zarząd Budexportu podpisał z Łukaszem Komornickim w styczniu 2000 r. Na jej podstawie za marketingowe zarządzanie spółką kierowca biznesmen do końca 2005 r. miał dostawać co miesiąc z kasy Budexportu 67 tys. zł.

— W marcu 2004 r. wynagrodzenie to zostało znacząco obniżone, a niedługo potem przestałem z tytułu tej umowy pobierać jakiekolwiek pieniądze. Wiązało się to ze złą sytuacją finansową spółki — tłumaczy Łukasz Komornicki.

Kłopoty Budexportu zaczęły się w zeszłym roku. Jeszcze w 2003 r. firma zarobiła na czysto 1,2 mln zł (przychody: ponad 70 mln zł). W kolejnym roku było znacznie gorzej. Opóźniła się sprzedaż dwóch biurowców, postawionych przez spółkę w centrum Warszawy: przy Marszałkowskiej i Karowej, co zamroziło dość znaczne środki. Rozpoczęły się również kłopoty ze ściąganiem należności.

Tylko do połowy października 2004 r. Budexport wykazał stratę netto sięgającą blisko 11 mln zł. Nie był w stanie terminowo regulować zobowiązań. Wierzyciele wytoczyli spółce ponad 30 postępowań sądowych i egzekucyjnych. Aby się uchronić m.in. przed zajęciami kont bankowych, zarząd firmy (jeszcze bez Łukasza Komornickiego) złożył w sądzie wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu. 19 października 2004 r. sąd pozwolił zarządowi spółki na dalsze nią zarządzanie, wyznaczając jedynie do nadzoru nadzorcę sądowego Jana Hińcza.

Wraz z wnioskiem o układ zarząd złożył w sądzie propozycje układowe: odsetki od długów Budexportu umorzyć, a wierzytelności główne — zredukować o 15 proc.

Kolejny zarząd (już z Łukaszem Komornickim jako prezesem) w porozumieniu z nadzorcą złożył nowe propozycje, tym razem zakładające 50-proc. redukcję zarówno wierzytelności głównych, jak i odsetek i rozłożenie spłaty na trzy raty, z których ostatnia przypadać miała na 15 kwietnia 2006 r.

Nadzorca

Z około 29 mln zł wszystkich długów Budexportu do układu weszło 18,7 mln zł (największą wierzytelność poza układem miał Bank Millennium — ponad 3,5 mln zł). 14 września 2005 r. za propozycjami układowymi władz Budexportu głosowało 134 wierzycieli, a przeciw — jedynie 43. Układ przyjęto. Nie wszyscy wierzyciele jednak się z tym zgodzili. Powód? Rzekome nieprawidłowości w postępowaniu zarządu i nadzorcy.

— Zgodnie z prawem nadzorca powinien składać sprawozdanie ze swoich czynności co najmniej co trzy miesiące. Tymczasem pierwszy taki dokument od pana Hińcza trafił do sądu w lipcu 2005 r., czyli po 10 miesiącach! Przy tym jego sprawozdania są niejasne i niepełne. Wygląda, jakby nadzorca celowo zaciemniał rzeczywisty obraz spółki. Co gorsza: zdarzają się przypadki, że kwoty pojawiające się w bilansie, są rozbieżne z przedstawianymi w sprawozdaniach. A kiedy zaczęłam odkrywać te dziwne różnice, nadzorca najzwyczajniej w świecie przestał składać do sądu sprawozdania rachunkowe, choć taki obowiązek nakłada na niego prawo — piekli się Bogumiła Kowalska, radca prawny reprezentujący kilku wierzycieli Budexportu.

— Opóźnienia w działaniach nadzorcy doprowadziły do zawarcia niekorzystnego układu. Niedopuszczalne jest przecież, że dopiero na zgromadzeniu wierzycieli, w dniu głosowania nad układem, zarząd Budexportu przedstawił opinię biegłych. Gdyby wierzyciele głosujący korespondencyjnie (a była ich większość), zapoznali się z tym dokumentem, z pewnością nie głosowaliby za 50-procentową redukcją — ocenia radca prawny Andrzej Dramiński, pełnomocnik kolejnego wierzyciela.

Jan Hińcz nie chciał rozmawiać z „PB”. Dotarliśmy jednak do pisma, adresowanego do sądu: odpiera w nim wszystkie zarzuty, nazywając je nieprawdziwymi. Rację swoim oponentom przyznaje jedynie co do pewnych nieprawidłowości w rachunkowości. I tłumaczy je tak: „31 sierpnia 2004 r. odeszła ze stanowiska wieloletnia główna księgowa i jednocześnie członek zarządu Budexport pani E. Pasieka. Przez okres dwóch i pół miesiąca (wrzesień-listopad 2004 r.) jakość pracy działu księgowego była bardzo słaba. Zmiana zarządu 15 listopada 2004 r. doprowadziła do systematyzowania i porządkowania spraw, co jednak ze względu na ogrom dokumentów wymaga czasu”. Dokładnie tak samo tłumaczą sprawę obecni członkowie zarządu Budexportu: Łukasz Komornicki i Dariusz Dziuba. Zwracają uwagę, że — by uporządkować księgowość — zlecili zbadanie bilansu firmie audytorskiej Taksa-AB.

Biegli

Według naszych informacji opinia tych biegłych, sporządzona we wrześniu 2005 r., trafiła już do prokuratury. Czytamy w niej m.in., że: „dowody księgowe nie zawsze spełniają wymogi ustawy o rachunkowości” oraz iż „istniało duże ryzyko niepełnej ewidencji kosztów”. Biegli piszą także, że spółka, mimo istnienia takiego obowiązku, nie sporządza skonsolidowanego sprawozdania finansowego oraz że nie przeprowadziła, również obowiązkowej, inwentaryzacji składników majątkowych poza środkami trwałymi. W dokumencie tym biegli piszą też, że przeciętne zatrudnienie od 1 stycznia do 18 października 2004 r. (a więc dnia ogłoszenia układu) wynosiło 60 osób. Nadzorca sądowy w jednym ze sprawozdań napisał, że już po 19 października spółka poniosła duże koszty odpraw z tytułu zwolnienia... 292 pracowników.

Zdaniem niezadowolonych z układu wierzycieli — nieprawidłowości wymienione w opinii biegłych nie są przypadkowe.

— Nie udostępniając wszystkich danych o stanie majątkowym spółki, zarząd Budexportu działał na niekorzyść wierzycieli, chcąc spłacić ich w stopniu mniejszym niż to możliwe. Wszystkie długi firmy stanowią około 29 mln zł, a jej „składniki majątkowe” (zgodnie z wyceną biegłych po cenach likwidacyjnych) to 46 mln zł. Majątek pozwala więc na zaspokojenie nie 50 proc., a 100 proc. długów! — twierdzi Bogumiła Kowalska.

Wersja spłat

Zgodnie z propozycją władz Budexportu raty układowe mają być finansowane głównie przez spłatę pożyczek, jakich budowlana spółka udzieliła firmom Marszałkowska 76 Office Center i JFK Development (łącznie dziś to około 9,5 mln zł).

Marszałkowska 76 to spółka celowa z kapitałem 10,4 mln zł, założona w 2000 r. dla zrealizowania biurowca, położonego w samym centrum Warszawy. Teraz jej udziałowcami są Budexport (37 proc. udziałów) i JFK Development (63 proc.). JFK Development zaś to firma, której współwłaścicielami są Budexport (0,07 proc. udziałów), Łukasz Komornicki (6,93 proc.) oraz mająca siedzibę w Amsterdamie Notper BV. Ta holenderska spółka jest też dużym udziałowcem samego Budexportu (prawie 50 proc. udziałów). Co ciekawe Dariusz Dziuba, członek zarządu Budexportu, na rozprawie w sądzie upadłościowym powiedział, że zarząd nie ma wiedzy o udziałowcach Notper BV.

— Pożyczka dla Marszałkowskiej 76 została udzielona w celu spłacenia przez tę spółkę części kredytu (notabene środki na tę pożyczkę wyłożył pan Komornicki). Bank groził postawieniem kredytu w stan natychmiastowej wymagalności, co wiązałoby się z utratą budynku z uwagi na zabezpieczenie hipoteczne — tłumaczy Dariusz Dziuba.

W marcu 2005 r. sprzedano biurowiec, który postawiła Marszałkowska 76 Office Center. Pieniądze mają posłużyć na spłatę rat układowych. Ale co do tego dręczą wierzycieli wątpliwości. Powód? Aneksy do umów pożyczek, podpisane przez władze Budexportu w 2004 r. Pierwotnie pożyczki dla JFK i Marszałkowska 76 winny być zwrócone w 2005 r., ale aneksy zmieniły termin ich spłaty na lata 2009-10. Władze Budexportu przekonują jednak, że jeśli układ zatwierdzi sąd, JFK i Marszałkowska 76, jako wypłacalne, oddadzą pożyczki przed terminem, zgodnie z warunkami układu.

Decyzja w sprawie zatwierdzenia układu miała zapaść 11 października. Nic z tego. Niezadowoleni wierzyciele najpierw wnieśli o wyłączenie ze składu orzekającego Joanny Troc, czyli sędziego-komisarza w tej sprawie (wniosek uwzględniono), a następnie zwrócili się do nowo wyznaczonego sędziego o powołanie biegłego, mającego dokonać wyceny majątku na okoliczność zaspokojenia wierzycieli. I sąd się do tego wniosku przychylił. Biegły na przygotowanie opinii ma 30 dni. Wierzyciele (a przynajmniej niektórzy z nich) liczą na opinię, która pozwoli na zaspokojenie ich w 100 proc. Władze Budexportu są zaś przekonane, że biegły potwierdzi prawidłowość działania obecnego zarządu i złożonych przez niego propozycji układowych.

— Nieliczna grupa wierzycieli zmierza do przedłużenia procedury sądowej, a co za tym idzie działa na niekorzyść innych wierzycieli. Szybkie zatwierdzenie i zrealizowanie układu pozwoli na pozyskiwanie nowych kontraktów budowlanych i realizację planu przekształcenia spółki w firmę deweloperską — przekonuje Dariusz Dziuba.

Majątek

Dziś największym majątkiem spółki jest trwająca budowa osiedla mieszkaniowego Słoneczny Stok na warszawskiej Pradze. Realizuje ją spółka o tej samej nazwie, której większościowym udziałowcem jest Budexport (84,4 proc.). Planuje się, że inwestycja (250 mieszkań i 100 miejsc postojowych) zakończy się w drugim kwartale 2006 r. Zarówno losy tej nieruchomości Budexportu, jak i innych (najwartościowsza z nich — budynek przy ul. Karowej, wart ok. 4 mln zł) w dużej mierze zależą od dalszego biegu postępowania sądowego. I prokuratorskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wiraż