Prawie dekadę temu pojawiła się opinia na Wall Street, że pasywne inwestowanie jest gorsze od marksizmu. Tezę ukuł niejaki Inigo Fraser Jenkins, jeden z szefów firmy inwestycyjnej AllianceBernstein. Na scenie amerykańskiej jest to gracz średniej wielkości zarządzający aktywami o wartości 785 mld USD – prawie siedem razy więcej niż cała polska branża TFI. Jego opinia odbiła się szerokim echem i często powraca na inwestycyjne salony. Warto się z nią zmierzyć.
Inwestowanie w indeksy faworyzuje giełdowe behemoty
Pasywne inwestowanie jest bez wątpienia czymś więcej niż trendem. To rewolucja. Pierwszy amerykański ETF zadebiutował na giełdzie w 1993 r. Półtorej dekady później branża amerykańska miała już 538 mld USD pod zarządzaniem. W 2025 r. ponad 13 bln USD, wynika z danych JPMorgana. To niemal połowa kapitalizacji nowojorskiej giełdy (28,8 bln USD). Nie zapominajmy, że pasywne inwestowanie to nie tylko ETF-y, ale też fundusze indeksowe.
Inigo Fraser Jenkins twierdzi, że inwestowanie w fundusze indeksowe bądź ETF-y nie polega już na wiernym śledzeniu rynku, tylko jego zniekształcaniu.
„Dominacja gigantów technologicznych została wzmocniona przez pasywne przepływy kapitału, które nagradzają wielkość, a nie merytoryczną wartość. Inwestorzy domyślnie finansują zasiedziałych liderów, kierując więcej kapitału do największych graczy tylko dlatego, że już teraz dominują oni w benchmarkach” – twierdzi ekspert AllianceBernstein.
Nieefektywna alokacja
Zdaniem Inigo Frasera Jenkinsa jest to książkowy przykład nieefektywnej alokacji kapitału – większość ETF-owych pieniędzy płynie do dziesięciu największych spółek technologicznych odpowiadających za ponad jedną trzecią kapitalizacji całego indeksu. Cierpią na tym pozostałe 493 spółki, które dostają resztki. Dlatego rynek jest zniekształcony, ponieważ pasywne strategie często polegają na regularnych wpłatach bez względu na rynkową koniunkturę. A to faworyzuje spółki, które są na szczycie.
„Upowszechnienie ETF-ów promuje obecnie podejście odgórne, oderwane od poszczególnych przedsiębiorstw. Płynne rynki pozwalają na obrót licznymi funduszami i stosowanie różnych strategii, przy czym handel nimi często napędza ruchy cen spółek bazowych — a nie na odwrót” – pisze John Authers, znany dziennikarz Bloomberga.
Inwestowanie pasywne gryzie się też z hipotezą efektywnych rynków, która głosi, że ceny akcji odzwierciedlają wszystkie dostępne informacje na temat spółek. Skoro fundusze indeksowe lub ETF-y kupują akcje tylko dlatego, że są one w indeksie (a nie dlatego, że spółka ma świetne wyniki), cena przestaje być świadectwem kondycji firmy. Powoduje to napływ pieniędzy do firm niezależnie od istotnych czynników, takich jak rentowność czy perspektywy wzrostu. A przecież fundamentem giełdy jest konkurencyjność, czyli to, kto potrafi wypracować lepsze zyski bez względu na to, czy mamy hossę czy bessę.
Pasywne inwestowanie – antyteza czy esencja kapitalizmu?
Bez wątpienia dynamiczny rozwój pasywnego inwestowania może irytować zarządzających funduszami próbujących pobić rynek. Tylko 14 proc. z nich się to udaje, wynika z danych Morningstara. Ale nie sądzę, by pasywne inwestowanie było zwiastunem upadku systemu kapitalistycznego. Dlatego skłaniam się ku tezie Burtona G. Malkiela, autora książki „Spacer po Wall Street”.
„Oczywiście, inwestorzy indeksowi jadą na gapę. Korzystają z dobrodziejstw wynikających z aktywnego handlu, nie ponosząc przy tym wysokich kosztów. Jednak jazdę na gapę na sygnałach cenowych dostarczanych przez innych trudno uznać za wadę systemu kapitalistycznego; jest to jego istotna cecha. W gospodarce wolnorynkowej wszyscy czerpiemy korzyści z polegania na zestawie cen rynkowych ustalanych przez innych.” – argumentuje amerykański ekonomista.
Jak dodaje, dzięki funduszom indeksowym i ETF-om inwestowanie na emeryturę lub inne cele stało się efektywniejsze, tańsze i po prostu łatwiejsze. A im jest łatwiejsze, tym większa szansa na przyciągnięcie oszczędności na giełdę, co dla naszej gospodarki jest wręcz kluczowe.
Cześć, jestem Inwestor Wojtek, postać, za którą stoją doświadczeni dziennikarze giełdowi i analitycy PB. Chcę za 24 lata mieć w portfelu 1 mln zł. Inwestuję prawdziwe pieniądze (zacząłem od 50 tys. zł) w akcje, obligacje i inne instrumenty finansowe. Chcę edukować i promować inwestowanie na rynku kapitałowym. Jestem transparentny: z odpowiednim wyprzedzeniem napiszę, że zamierzam kupić lub sprzedać dane walory.
Skład mojego portfela i stopę zwrotu można obserwować na notowania.pb.pl/inwestor-wojtek.
Zachęcam też do zapisania się na mój newsletter>> oraz wysłuchania podcastów>>
