WIRR: wartość i obroty regularnie idą w dół

Tomasz Furman
19-04-2002, 00:00

Zainteresowanie inwestorów walorami spółek z rynku równoległego i wolnego systematycznie maleje. To głównie wina samych spółek. Słabe wyniki i brak dywidendy zniechęcają do inwestycji.

Jeszcze przed dwoma laty wartość indeksu WIRR przekraczała 3 tys. punktów. Od sierpnia 2000 r. wskaźnik reprezentujący obecnie 58 spółek z rynku równoległego znajduje się w trendzie spadkowym. Na ostatnich sesjach jego wartość zbliża się do poziomu 1,5 tys. punktów.

Wartość WIRR spadała nawet pod koniec 2001 i na początku 2002 roku, kiedy główne indeksy GPW mocno rosły.

— Od dłuższego czasu obroty na warszawskiej GPW koncentrują się jedynie na dużych spółkach. Bessa pogłębia te tendencje. W efekcie maleje zainteresowanie nie tylko spółkami z rynku równoległego czy wolnego, ale również z indeksu MIDWIG — uważa Sebastian Słomka, naczelnik wydziału doradztwa BDM PKO BP.

Powodów malejącego zainteresowania akcjami małych i średnich spółek jest wiele. Jeden z nich to brak gotówki na rynku.

— Pieniędzy, jakie inwestują polskie i zagraniczne instytucje finansowe będące niemal jedynym źródłem nowego kapitału na GPW, wystarcza zaledwie na zakupy akcji kilkunastu spółek. W okresach wzrostu rynku drożeją więc papiery wąskiej grupy największych spółek. W tej sytuacji pozostałe akcje najczęściej tracą na wartości — twierdzi Piotr Bogusz, makler papierów wartościowych DI BRE Banku.

Jego zdaniem, strumień inwestowanych pieniędzy kierowany jest głównie na akcje gigantów GPW. Inwestorzy finansowi ostatnio nie są zainteresowani nabywaniem innych akcji niż te, które już posiadają w portfelu. Ze względu na słabą koniunkturę na giełdzie zazwyczaj wolą oni bronić już otwartych pozycji. Sytuacja ta oznacza brak popytu na papiery małych i średnich przedsiębiorstw ze strony dwóch największych grup inwestorów. W konsekwencji na rynku równoległym i wolnym panuje zastój. Rynek powoli, ale systematycznie osuwa się w dół ze względu na ubożenie graczy indywidualnych. Część z nich wyprzedaje posiadane akcje, co przy braku popytu zazwyczaj powoduje istotne zniżki.

— Koncentracja obrotów na wąskiej grupie spółek to problem większości rynków akcji. Giełdy na razie nie dysponują jednak instrumentami, które mogłyby przyczynić się do natychmiastowej zmiany tego stanu. Szukamy jednak różnych rozwiązań — mówi Ryszard Czerniawski, wiceprezes GPW.

W ocenie specjalistów, winnymi braku zainteresowania akcjami notowanymi na rynku równoległym i wolnym są przede wszystkim same spółki. Przedsiębiorstwa źle zarządzane, borykające się z problemami finansowymi i nie posiadające odpowiednich relacji z akcjonariuszami po prostu muszą tracić na wartości. Do zakupów, zwłaszcza inwestorów instytucjonalnych, nie zachęca również uprzywilejowanie akcji oraz brak odpowiedniej płynności.

— Małe spółki, by utrzymać kursy swoich akcji na odpowiednim poziomie, muszą aktywniej niż dotychczas działać w zakresie pozyskiwania nowych akcjonariuszy. Jedną z najlepszych zachęt dla inwestorów takich jak OFE czy TFI jest przeznaczanie na wypłatę dywidendy przynajmniej części wypracowywanych zysków — mówi Sebastian Słomka.

Podobnego zdania są i inni specjaliści. Problem jednak w tym, że obecnie nie ma z czego wypłacać dywidendy. Wyniki spółek zaliczanych do indeksu WIRR systematycznie się pogarszają. Wiele z nich ma problemy z wypracowaniem jakiegokolwiek zysku.

— Spowolnienie gospodarcze wpływa głównie na kondycję finansową mniejszych podmiotów. Dlatego pod względem fundamentalnym są one zdecydowanie gorzej oceniane niż większość blue chipów — uważa Piotr Bogusz.

Inwestycje w akcje małych i średnich spółek są mniej atrakcyjne również z powodu ograniczeń prawnych.

— W spółce publicznej OFE i TFI mogą dziś nabywać jedynie do 10 procent akcji jednej emisji dającej te same prawa. Ze względu na rozmiar przedsiębiorstw z rynku równoległego i wolnego często wartość takiego pakietu jest jednak zbyt mała, by fundusze były zainteresowane dokonywaniem inwestycji innych niż w blue chipy — twierdzi Sebastian Słomka.

Jego zdaniem, o atrakcyjności notowanych spółek świadczy również system notowań, w jakim znajdują się akcje. Podział na notowania ciągłe i podwójny fixing jest zdecydowanie mniej korzystny dla przedsiębiorstw, których walory znalazły się w notowaniach jednolitych. Z tego powodu dziś właściwe wydaje się wprowadzenie dla wszystkich akcji systemu notowań ciągłych.

Sama możliwość obrotu papierami wszystkim giełdowych spó- łek przez sześć godzin dziennie nie rozwiąże jednak problemu płynności i wyceny małych spółek.

— Jedną z możliwości ożywienia handlu jest wprowadzenie akcji znajdujących się w fixingu do notowań ciągłych. Są jednak przykłady, że tego typu operacje zamiast poprawić płynność papierów notowanych w fixingu mogą ją pogorszyć. Nie ma tu niestety jednego dobrego środka. Duże nadzieje wiążemy również z funkcją animatora. To dzięki niemu powinna rosnąć płynność średnich i małych spółek. Emitenci nie zawsze jednak chcą ponosić koszty związane z jego działalnością — uważa Ryszard Czerniawski, wiceprezes GPW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Furman

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / WIRR: wartość i obroty regularnie idą w dół