Wirtualny nadzór nad agentami

Rynek pośrednictwa ubezpieczeniowego tonie w nieprawidłowościach. Dlatego potrzebuje bezpośredniego nadzoru państwa.

Afera z nieuczciwymi pośrednikami, wyłudzającymi prowizję za sprzedaż polis inwestycyjnych, którą opisaliśmy w ubiegłym tygodniu, pokazuje nie tylko naiwność ubezpieczycieli — jest także dowodem na to, że nadzór państwa nad tą części rynku finansowego jest fikcją. To kamyczek do ogródka Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), która była przez ubezpieczycieli informowana o oszustach, ale — jak twierdzą sami pokrzywdzeni — niewiele zrobiła w tej sprawie.

— Ściganiem przestępstw zajmują się organy ścigania: prokuratura i policja — odpowiedział na nasze pytanie Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF, dodając, że zgodnie z art. 18 ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym, nadzór nad działalnością agenta ubezpieczeniowego sprawuje zakład ubezpieczeń, a KNF nie ma możliwości przeprowadzenia inspekcji u agenta. To prawda, ale nadzór może kontrolować ubezpieczycieli i zmusić ich np. do zakończenia współpracy z pośrednikami. Nie zmienia to jednak faktu, że obecna ustawa nijak ma się do rzeczywistości biznesowej.

W ostatnich latach rynek pośrednictwa szybko ewoluował i olbrzymią rolę odgrywają na nim multiagencje, w rzeczywistości firmy niezależne od ubezpieczycieli. Tymczasem przepisy są dopasowane do agentów, którzy indywidualnie współpracują z jednym towarzystwem. Z tego powodu nadzór ubezpieczycieli nad multiagencjami jest fikcją, co przyznają sami pośrednicy.

— Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby KNF aktywnie przyglądała się naszej działalności — mówi Arkadiusz Świercz, prezes warszawskiej multiagencji Consultia. — Potrzebny jest mechanizm, który weryfikowałby osoby, które wykonują czynności agencyjne. Może to być np. czarna lista nieuczciwych agentów — proponuje Igor Rusinowski, prezes Unilinku. Jego zdaniem, nie ma obecnie żadnego sposobu na to, by agenci,którzy malwersują ze składkami klientów, byli rugowani z rynku.

Jeśli pozbędzie się ich jedna multiagencja, to nawiążą współpracę z drugą. Nikt nie kontroluje także, czy takie osoby nie są skazane prawomocnym wyrokiem lub czy są nadal wpisane na listę agentów prowadzoną przez KNF. Mecenas Piotr Czublun z kancelarii Czublun-Trębicki zwraca uwagę, że takie patologie, jak np. misselling czy handel bazami klientów, które od kilku lat są bolączką rynku ubezpieczeniowego, to efekt działalności pośredników.

— Dlatego przydałby się bezpośredni nadzór nad ich działalnością, który zdjąłby ten ciężar z ramion ubezpieczycieli — uważa Piotr Czublun. Jego zdaniem, to zadanie dla KNF, która obecnie po macoszemu traktuje tę istotną część rynku ubezpieczeniowego. Sami ubezpieczyciele niechętnie wypowiadają się na temat nadzorowania działalności multiagentów. Jeśli już się na to decydują, to ich oceny są mocno wyważone.

— Możemy poszukiwać rozwiązania problemów na zewnątrz w instytucjach państwa. Wydaje się jednak, że wiele kwestii można regulować w ramach polityki pojedynczego zakładu ubezpieczeń lub dobrze pojętej współpracy ubezpieczycieli — uważa Krzysztof Skarbek, dyrektor departamentu sprzedaży sieci agencyjnej w Uniqa TU.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Wirtualny nadzór nad agentami