WISŁA SZUKA CHĘTNYCH NA 100 HEKTARÓW
Władze miasta zmieniły plan zagospodarowania terenu
Wisła — jak większość polskich miast — potrzebuje inwestorów. Jej władze — w przeciwieństwie do zarządów wielu miejscowości — mają w zanadrzu kilka atutów. Jednym z nich może być teren o powierzchni 100 hektarów, na którym mogłyby powstać obiekty turystyczne.
Z infrastrukturą turystyczną w Wiśle nie jest źle. Turyści mają do dyspozycji około 100 km szlaków. Zimą mogą korzystać z 13 wyposażonych w wyciągi nartostrad (niektóre są nawet oświetlone) i skoczni narciarskich. Latem czekają na nich baseny, korty i boiska. Pojawia się jednak szansa na rozbudowę infrastruktury. Władze zmieniły plany zagospodarowania przestrzennego i nie zdecydowały się na budowę zbiornika retencyjnego w części miasta zwanej Rówień Podmalinki. W efekcie pojawiła się szansa na zagospodarowanie 100 ha terenu w tej atrakcyjnej — z turystycznego punktu widzenia — miejscowości.
— Doskonale wiemy, że na samą wieść o planach odstąpienia od budowy zbiornika retencyjnego w Malince, pojawiły się zapytania o to, kiedy będzie można kupić ten teren. Niestety, trzeba będzie jeszcze na to poczekać — mówi Jan Cieślar, zastępca burmistrza.
Ten olbrzymi teren ma dwóch właścicieli. Część należy do gminy, a reszta do nadleśnictwa. Gmina przystąpiła co prawda do opracowania nowego planu zagospodarowania przestrzennego, ale na razie skoncentrowała się na centrum miasta. Zdaniem specjalistów od obrotu nieruchomościami, najkorzystniejsze byłoby pozyskanie jednego poważnego inwestora dla Równi Podmalinki.
Migracja za ciszą
— Chcielibyśmy mieć na tym terenie dwa rodzaje inwestycji — z jednej strony kompleks sportowy, z drugiej zaś hotelarsko-gastronomiczny. Nie wiem, czy znajdziemy dla obu tego samego inwestora — zastanawia się Jan Cieślar.
— To już ostatnie takie miejsce w Wiśle. Od kilku lat obserwujemy wzrastające zainteresowanie mieszkańców aglomeracji katowickiej działkami i mieszkaniami w Ustroniu i Wiśle — dodaje Rafał Rypulak, projektant budownictwa lądowego.
— Można już nawet mówić o zjawisku, które nazywamy „migracją za ciszą”. Inwestorzy ze Śląska, którzy decydują się na kupno działki, a następnie budowę domu w okolicach Wisły, Goleszowa czy też Ustronia, często szukają spokojnego miejsca na spędzenie emerytury — uważa Kazimierz Pochaba, rzeczoznawca i właściciel biura nieruchomości Best w Cieszynie.
Zresztą z przyciągnięciem inwestorów miasto nie powinno mieć większych kłopotów. Wisła od lat jest bowiem mekką konferencyjną. Nie ma tygodnia, by nie zjeżdżali tu przedstawiciele różnych branż i zawodów.
— Prowadzimy w tej materii regularny lobbying, który przynosi już pierwsze efekty — dodaje Jacek Kisielewski, przewodniczący rady miasta.
Zachęta dla biznesu
— Chcemy wykorzystać szansę i wypromować miasto. To nie tylko sposób na przyciągnięcie turystów, ale i inwestorów. Wierzymy, że uda nam się namówić firmy do tego, żeby na początek organizowały w Wiśle swoje akcje promocyjne. Każdego wolnego dnia może przecież w nich uczestniczyć ponad 40 tys. wczasowiczów — podkreśla Jacek Kisielewski.
W 1999 roku rynek raz po raz zapełniał się kolorowymi scenami i transparentami. Mieszkańcy liczą, że w ślad za tymi promocjami przyjdzie i kapitał. Nie wszystkie plany można bowiem zrealizować w oparciu o własne środki.
— Musimy szybko odrobić stracone lata, kiedy to nikt poza mieszkańcami nie dbał o promowanie miasta. Uważaliśmy wręcz, że władze byłego województwa bielskiego wzięły sobie za punkt honoru wymazanie miasta z map turystycznych. Lansowano przekonanie, że my sobie poradzimy, więc nam pomagać nie trzeba. Co za tym idzie z rzadka docierały do nas budżetowe pieniądze — twierdzi Henryk Król, dyrektor Studia Nagrań DeoRecordings w Wiśle, zaangażowany w promocję miasta.
TO CO NAJLEPSZE: Rówień Podmalinki jest jedną z najbardziej atrakcyjnych części miasta, dlatego liczymy, że spotka się ona z dużym zainteresowaniem inwestorów — mówi Jan Cieślar, zastępca burmistrza Wisły. fot. ARC
JAK PRZEDSIĘBIORSTWO: W dzisiejszych czasach zarządzanie miastem przypomina kierowanie firmą, rajcy muszą na własną rękę szukać kapitału — tłumaczy Jacek Kisielewski, przewodniczący Rady Miasta. fot. ARC