Witold M. Orłowski: obniżki stóp procentowych mogą nic nie dać
Rada Polityki Pieniężnej podjęła w styczniu odważną decyzję odnośnie znaczącej obniżki stóp procentowych. Decyzja taka była oczekiwana przez rynek (choć pewne zaskoczenie stanowiła skala obniżek) i została przyjęta raczej z zadowoleniem. Nie było bowiem wiele wątpliwości co do celów, jakie stawiała sobie rada, decydując się na obniżenie stóp.
CELE DZIAŁANIA Rady były dwa. Po pierwsze, obniżka stóp procentowych, poprzez potanienie pieniądza na rynku, miała za zadanie podtrzymanie spadającego — głównie skutkiem sytuacji zewnętrznej — tempa wzrostu gospodarczego. Tańszy pieniądz, a więc tańsze kredyty, to zachęta do wzrostu inwestycji i spożycia. Po drugie, obniżka stóp miała również za zadanie osłabienie złotego, a w konsekwencji poprawę salda obrotów bieżących bilansu płatniczego.
RZECZ JASNA, oba te cele nakierowane są w głównej mierze na ochronę tempa wzrostu, pozostają natomiast w sprzeczności z konstytucyjnym celem NBP, jakim jest dbałość o stabilność pieniądza. Podejmując swe decyzje rada wzięła jednak pod uwagę wyjątkowo korzystne kształtowanie się inflacji, której poziom już w grudniu 1998 roku był bliski temu, jaki NBP postawił sobie za cel na cały rok 1999. Istniało więc sporo miejsca na poluzowanie polityki pieniężnej, bez ryzyka niewypełnienia w roku 1999 celu inflacyjnego.
CZY JEDNAK działanie RPP przyniesie zamierzony efekt? Niestety, można mieć co do tego sporo wąpliwości. O ile w odniesieniu do wpływu decyzji na tempo wzrostu gospodarczego wątpliwość dotyczy właściwie głównie okresu oczekiwania na wyniki (są podstawy, by sądzić, że między obniżką stóp o tyle, a wzrostem akcji kredytowej upłynie kilka miesięcy), większe problemy wiążą się z oczekiwanym wpływem na osłabienie waluty, a więc na poprawę salda obrotów bieżących bilansu płatniczego. Szczególne wątpliwości wiążą się z następującymi problemami.
PO PIERWSZE, zagraniczne inwestycje portfelowe stanowią jedynie nieznaczną część napływu kapitału zagranicznego do Polski. Jego zdecydowana większość to inwestycje bezpośrednie, w zasadzie niezależne od dochodowości polskich instrumentów finansowych. Dlatego właśnie trudno oczekiwać, by w wyniku spadku stóp gwałtownie zmniejszył się napływ kapitału.
PO DRUGIE, przyczyną presji aprecjacyjnej związanej z napływem kapitału jest niezbilansowanie inwestycji i oszczędności krajowych (gdy oszczędności jest w kraju zbyt mało, trzeba dopożyczać kapitał z zagranicy). Jeśli skutkiem operacji obcięcia stóp będzie zwiększenie skali inwestycji, wywrze to raczej presję na zwiększenie deficytu obrotów bieżących, a nie jego spadek.
WRESZCIE PO TRZECIE, nadzieje związane z ewentualnym pozytywnym oddziaływaniem obniżek stóp procentowych na kurs i deficyt mogą zostać zrujnowane przez to, co dzieje się w polskich przedsiębiorstwach (głównie państwowych). W samym grudniu płace w polskim przemyśle wzrosły o ponad 9 proc., zaś w całym ubiegłym roku o ponad 16 proc. (realnie o ponad 7 proc.). Dzieje się to w sytuacji, w której produkcja przemysłowa spada, a wydajność pracy w wielu gałęziach przemysłu przestała rosnąć, lub nawet obniża się. Nawet gdyby złotego udało się nieco osłabić, nic na tym nie będą w stanie skorzystać ci, którzy właśnie w tej chwili przejadają swoje szanse przeżycia na konkurencyjnym rynku.
Witold M. Orłowski jest ekonomistą Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych NOBE i dyrektorem Zakładu Badań Statystyczno-Ekonomicznych GUS i PAN.