Wizyta przyjaźni w oparach gazów

Jacek Zalewski
05-06-2007, 00:00

Prezydent George W. Bush zjechał wczoraj do Europy. Jego udział w dwudniowym szczycie G-8 w NRD-owskim uzdrowisku Heiligendamm koło Rostocku to odrębny temat, który dzisiaj odnotowujemy zdjęciem. Na początku pobytu prezydenta USA trudno uciec od refleksji, że na naszym kontynencie poziom akceptacji jego polityki jest proporcjonalny odwrotnie do poziomu rozwoju cywilizacyjnego. Ostro protestują społeczeństwa twardego jądra Unii Europejskiej, czyli Niemiec i Włoch, wizyta obojętna jest Czechom i Polakom (mimo ważnego wątku tarczy antyrakietowej), zainteresowanie budzi w Bułgarii, a entuzjazm w Albanii, liczącej na poparcie przez Busha niepodległości Kosowa.

W piątek 8 czerwca gospodarz Białego Domu na kilka godzin zawita również do Polski — a dokładniej na sam jej północny kraniec, czyli na Mierzeję Helską. Państwo Kaczyńscy podejmą państwa Bushów obiadem w prezydenckim ośrodku Mewa, położonym w granicach Helu, a mylnie lokalizowanym w pobliskiej Juracie. To nasze „zapasowe stanowisko kierowania” zostało urządzone niczym Camp David przez Aleksandra Kwaśniewskiego, a z lubością przejęte przez Lecha Kaczyńskiego. W takich razach można docenić jego walory obronne — polscy alterglobaliści umówili się w piątek 8 czerwca w południe na przystanku PKP w Juracie na anty-Bushowską manifestację. O święta naiwności — przecież na mierzeję w tych dniach nie zostanie wpuszczony żaden podejrzany element.

Ale cóż tu mówić o alterglobalistach, skoro do prezydenta USA nie zostanie dopuszczony także Lech Wałęsa, z którym bardzo związany był stary prezydent George Bush i z którym chciałby wypić herbatkę także jego syn. W Czechach obecna głowa państwa Vaclav Klaus nie jest zazdrosna i z szacunkiem odnosi się do pozycji Vaclava Havla, który dzisiaj będzie konferował z Bushem. U nas zupełnie inaczej — żywy symbol III RP nie mieści się w dyplomatycznych formułach IV RP. Tak oto historia zatoczyła koło i Lech Wałęsa znowu stał się osobą prywatną. Dwadzieścia lat temu przemożna chęć odwiedzających Polskę polityków z całego świata, aby koniecznie spotkać się z wąsatym elektrykiem z Gdańska, była dla władców PRL przekleństwem. Nie rozumieli również, czemu Wałęsę dwa razy przyjął podczas swoich pielgrzymek Jan Paweł II — w 1983 r. w Dolinie Chochołowskiej oraz w 1987 r. w biskupstwie w Oliwie. Dzisiaj widmo legendarnego szefa Solidarności straszy w snach władców IV RP. Ale i tak przed nim nie uciekną — wszak spotkanie prezydenta Busha z mediami po rozmowach na Helu odbędzie się w... Lech Walesa Airport.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wizyta przyjaźni w oparach gazów