Czytasz dzięki

Władcy państwa zdradzili budżet

opublikowano: 16-08-2020, 22:00

W obecnym Sejmie rzadko trafiają się ustawy przyjmowane stosunkiem 386:33, przy 15 posłach wstrzymujących się i 26 niegłosujących.

Projekt PiS z 12 sierpnia nagle objawił się 13 sierpnia wieczorem w komisji, na posiedzeniu Sejmu zaś w piątek 14 sierpnia o godz. 10.20 i już o 17.20 został przegłosowany. W siedem godzin przepędzono trzy czytania, ale tym razem bez krzyku opozycji o gwałcie na zasadach dobrej legislacji. Jakaż ustawa mogła doczekać się takiej zgodności? Nie, nie żadna techniczna, potrzebna od zaraz do walki z jakimś zagrożeniem. Polityczna wierchuszka w ponadpartyjnym uścisku — wyłamała się tylko Konfederacja — wyszarpnęła do własnych kieszeni znacznie więcej kasy.

Zobacz więcej

Fot. AdobeStock

Trzeba pamiętać, że na rozkaz Jarosława Kaczyńskiego wybrańcy narodu w 2018 r. stracili. O 20 proc. obniżone zostały uposażenia posłów i senatorów oraz najwyższych samorządowców. Wtedy prezes miał po prostu taki kaprys, a teraz postanowił nie tylko się z niego wycofać, lecz pozwolił na odbicie się z dawnego poziomu. Dwa lata temu słyszeliśmy puste słowa o skromności i pełnieniu służby publicznej nie dla pieniędzy — no chyba, że się trafi do wyrzutni w finansowy kosmos, czyli spółki skarbu państwa. Generalnie to straszny dramat Polski, że widzimisię jednego człowieka ma aż tak ogromny wpływ na stanowienie prawa.

Jako ratio legis projektu wpisano „urealnienie wynagrodzeń” władców. Niestety, nastąpiło ich odrealnienie w czasie kryzysu ogarniającego rynek pracy. Podwyżki dostanie niemal cała wierchuszka, od prezydenta (około 6 tys. zł brutto) po szeregowego posła/senatora (także 6 tys. zł licząc z dietą). Na dobry początek prezydenckiej kadencji odgrzano także pomysł uposażenia dla małżonki — Agata Kornhauser-Duda ma dostać brutto około 18 tys. zł. Sytuacja żony prezydenta faktycznie jest dosyć pogmatwana. Z jednej strony — obowiązki wykluczają pracę czy własną działalność, uniemożliwiając opłacanie składek emerytalnych; z drugiej jednak — pierwsza para przez niemałą część miesiąca realnie funkcjonuje na koszt państwa czy podmiotów zapraszających.

PiS zdaje sobie sprawę, że temat podwyżek dla politycznej wierchuszki jest cuchnący. Potwierdził to utajniony tryb podrzucenia i przepchnięcia ustawy. Wykorzystano środek kanikuły i zajęcie uwagi społeczeństwa podwójnymi obchodami — Święta Wojska Polskiego oraz Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Bardziej żenująca jest jednak radykalna zmiana sposobu naliczania wynagrodzeń. Obecnie każde stanowisko ma swój mnożnik, zaś mnożną jest kwota bazowa określana coroczną ustawą budżetową. Na przykład prezydent ma 10, czyli 7 plus 3 dodatku funkcyjnego. Nowa ustawa odnosi się natomiast do… uposażenia sędziego Sądu Najwyższego. Prezydent ma dostać 1,3, marszałkowie parlamentu i premier po 1,1, etc. Ale wynagrodzenie sędziowskie już wynika z mnożnika, obecnie 4,13, zaś mnożna to przeciętne wynagrodzenie ogłaszane przez GUS. Prymitywny chwyt polega na pozornym obniżeniu zapisanego mnożnika — zwyczajnie prezydent musiałby mieć 5,37, marszałkowie i premier po 4,54 etc. Ważniejsza jest jednak mnożna — otóż kwota bazowa z ustawy bardzo odbiega od przeciętnej płacy, wypracowywanej głównie w przedsiębiorstwach. A zatem wierchuszka państwa w procedurze wyliczenia swoich uposażeń zdradziła budżet, pozostawiając marną kwotę ustawową masom zwyczajnych pracowników sektora publicznego. Większe pieniądze będzie jednak pobierała oczywiście z uchwalonego budżetu...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane