Władcy zdobędą niektóre twierdze

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-08-23 20:00

Dualizm wyborczo-referendalny głosowania 15 października 2023 r. wywołuje pewne problemy prawno-proceduralne nieuregulowane w ustawach, a wcześniej zupełnie nieznane.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Dość nietypowe skutki uboczne ma również przedłużenie przez PiS kadencji samorządowej i przesunięcie terminu tych wyborów. Planowo powinny odbyć się pod koniec września 2023 r. i poprzedzić o trzy, cztery tygodnie parlamentarne. Byłby to jednak trzeci grzybek w politycznym barszczu, już dwa wrzucone – wybory i referendum – konsumowane jednocześnie mogą się elektoratowi zwrócić. Kadencja samorządów została przedłużona do 30 kwietnia 2024 r., zaś wybory odbędą się zapewne w niedzielę 7 kwietnia, pierwszą po Wielkanocy. Dogrywkowa druga tura w części gmin odbyłaby się wtedy 21 kwietnia.

Nietypowa sytuacja związana jest ze startem niektórych prezydentów miast do Sejmu lub Senatu w końcówce ich kadencji. Najbardziej znani wywodzą się z 66 miast na prawach powiatu, ale startuje także sporo włodarzy jednostek znacznie mniejszych. Bardzo reprezentatywny jest przykład Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu od 1998 r., najpierw na czele kolegialnego zarządu, a od 2002 r. wybieranego pięć razy bezpośrednio. Notabene letnia stolica Polski zachowuje prawa grodzkiego powiatu wyłącznie ze względów aglomeracyjnych, jako wciśnięta między Gdańsk i Gdynię. Ze swoją topniejącą stałą ludnością, już poniżej 35 tys., Sopot nie powinien być ani powiatem, ani miastem z prezydentem, bo dla tego tytułu ustalono ustawowo próg 50 tys. mieszkańców. Całą masą znacznie większych miast w przedziale 40-50 tys. kierują bez zadęcia burmistrzowie.

Wybrałem przykład akurat Sopotu, bo to jedna z najsilniejszych w kraju twierdz anty-PiS. Jeżeli Jacek Karnowski 15 października z listy KO się do Sejmu dostanie – co wydaje się wielce prawdopodobne – to około 1 listopada zastąpi go w urzędzie miasta osoba wyznaczona przez premiera, czyli oczywiście jeszcze przez Mateusza Morawieckiego. To dla PiS fantastyczna okazja, by dokonać chociażby na pół roku skoku na twierdzę Sopot – urząd miasta, spółki etc. Ważna jest okoliczność, że rada miasta (i zarazem grodzkiego powiatu) normalnie będzie funkcjonowała, ale organ wykonawczy ma naprawdę wielkie uprawnienia – wszyscy zastępcy prezydenta z automatu na aut, sekretarz także, ostanie się co najwyżej skarbnik, bo nowy wymaga akceptacji rady. W Gdańsku po zabójstwie Pawła Adamowicza osobą czasowo obsadzoną przez premiera została naturalnie Aleksandra Dulkiewicz, potem pełnoprawna prezydent, ale był to związany z tamtą sytuacją gest – kąska takiego jako Sopot władza centralna nie przepuści. Aż strach pomyśleć, co się będzie również działo np. w Inowrocławiu… Notabene jeśli w listopadzie czy grudniu zmieniłby się rząd, to samorządowe karuzele w miastach, gdzie zostali na pół roku obsadzeni rządowi komisarze (termin na wyrost, ale zrozumiały) szybko wykonałyby kolejny obrót. Całe szczęście, że dzięki stabilności rad przynajmniej budżety na 2024 r. zostaną w grudniu mniej więcej normalnie uchwalone.

Koniecznie trzeba przypomnieć bardzo ważną okoliczność prawną. Kodeks wyborczy ustalił stałą, jednolitą i logiczną zasadę, że w razie kandydowania gdzieś osoby już sprawującej z wyboru jakiś mandat – ten nowo zdobyty z automatu nakrywa i anuluje poprzedni. Wszystko jedno, czy dotychczasowy radny zostaje posłem, europoseł senatorem, poseł europosłem etc. Nieco tylko zróżnicowane są terminy wygaszenia starego mandatu, ale sama zasada jest nieodwracalna. Wykluczona została zatem taka kalkulacja popularnego samorządowca, by 15 października pociągnąć okręgową listę, a potem szybko zrezygnować z obejmowania mandatu i pozostać silną jednoosobową władzą w swoim ratuszu. Taki taktyczny odwrót jest już niemożliwy.