Byłym zarządzającym odzieżowej firmy grozi do 10 lat pozbawienia wolności
Czy władze spółki wprowadziły w błąd obligatariuszy? Takiego zdania są biegli.
Czarne chmury zbierają się nad byłym zarządem Semaksu, spółki odzieżowej z Poznania, która znajduje się od czerwca ubiegłego roku w upadłości układowej. W poniedziałek poznańska prokuratura nakazała doprowadzenie na przesłuchanie byłego prezesa, wiceprezesa, członka zarządu oraz głównej księgowej, po czym postawiła im zarzuty.
— Dotyczą one wprowadzenia w błąd i oszustwa poprzez zamieszczenie fałszywych informacji w memorandum załączonym do emisji obligacji — mówi Magdalena Prus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Menedżerowie mają zakaz opuszczania kraju oraz dodatkowo musieli wpłacić kaucje od 30 do 80 tys. zł. Magdalena Prus wyjaśnia, że grozi im do 10 lat więzienia.
Sprawa Semaksu stała się głośna za sprawą obligacji, jakie spółka wyemitowała na początku 2009 r. o wartości 10 mln zł. Kupili je klienci Raiffeisen Banku (20 osób fizycznych i prawnych), który był agentem emisji. W marcu 2009 r. spółka straciła płynność i wkrótce potem wystąpiła z wnioskiem o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej, zamienionej na upadłość układową. Semax został przejęty za symboliczną kwotę przez fundusz inwestycyjny. Nowy właściciel zaproponował obligatariuszom wypłatę tylko części zainwestowanych pieniędzy. Ci nie przystali na układ i złożyli doniesienie do prokuratury, która zajęła się badaniem sytuacji finansowej spółki przed i w trakcie emisji. Biegli stwierdzili, że kondycja Semaksu była zła, a mimo to firma nie powiadomiła o tym potencjalnych nabywców obligacji w memorandum załączonym do emisji.
"Pominięcie informacji istotnych dla oceny sytuacji ekonomicznej spółki, takich jak narastanie wartości należności nieściągalnych, czy też zaleganie towarów trudno zbywalnych, prowadziły do zafałszowania rzeczywistej sytuacji spółki" — stwierdzili biegli.
— Pracujemy nad oświadczeniem w tej sprawie. Po konsultacjach z nowym inwestorem zostanie ono ogłoszone. Sądzę, że stanie się to w najbliższych dniach — komentuje jeden z byłych menedżerów Semaksu.