Włochy nad przepaścią

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2011-11-04 00:00

Italia płaci coraz wyższe odsetki. W takich warunkach Grecja, Irlandia i Portugalia wytrzymały tylko kilka miesięcy

Włochy znalazły się na celowniku rynków finansowych. Oprocentowanie włoskich obligacji od początku tygodnia pnie się w górę. Wczoraj w szczytowym momencie odsetki „dziesięciolatek” osiągnęły na rynku wtórnym poziom 6,4 proc. — najwyższy, odkąd Włochy przyjęły euro. Tak wysokie koszty są dla kraju na dłuższą metę nie do udźwignięcia. Grecja w tych warunkach wytrzymała tylko trzy miesiące, Irlandia dwa, a Portugalia siedem. Potem musiały przejść na kroplówkę Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Spirala strachu

— Włochy to na razie kraj wypłacalny. Gdyby jednak obecne oprocentowanie rynkowe utrzymało się na obecnym poziomie przez dłuższy czas, musiałyby emitować nowe obligacje właśnie z takimi odsetkami, czyli koszt obsługi długu mocno by wzrósł — tłumaczy Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Obecnie włoskie obligacje, które zapadają do 2015 r., oprocentowane są średnio na 3,6 proc. Wiadomo, że rząd Włoch nie będzie mógł ich spłacić z nadwyżki budżetowej (bo jej nie ma), więc będzie musiał na spłatę długu zaciągnąć nowy dług. Gdyby obecne oprocentowanie się utrzymało, musiałby zamienić odsetki równe 3,6 proc. na 6,3 proc. Szacuje się, że taka operacja rocznie powiększałaby koszty obsługi długu o około 25-30 mld EUR. Te pieniądze po prostu znikałyby z budżetu, nie przynosząc nic w zamian (np. pensje urzędników przynoszą budżetowi dochody z PIT czy VAT). — W dodatku nakręca się błędne koło. Inwestorzy boją się, że Włochy przez wysokie odsetki stracą płynność, dlatego żądają jeszcze wyższego oprocentowania. Więc jeszcze większe jest ryzyko, że Włochy stracą płynność — wyjaśnia Piotr Kalisz. Przed wzrostem oprocentowania nie chroni Włoch nawet skupowanie przez Europejski Bank Centralny obligacji na rynku wtórnym. Żeby nieco ulżyć gospodarce europejskiej i rządom państw, bank (od wtorku pod przewodnictwem Włocha Mario Draghiego) niespodziewanie obniżył wczoraj stopy procentowe o 0,25 pkt proc. (główna stopa wynosi teraz 1,25 proc.). — Powolny wzrost gospodarczy zmierza w kierunku łagodnej recesji — stwierdził Mario Draghi.

Greckie trzęsienie ziemi

Dlaczego inwestorzy uparli się, by pogrążyć Włochy? Przede wszystkim, w Rzymie zaostrza się konflikt polityczny wywołany sporem o działania antykryzysowe. Premier Silvio Berlusconi traci poparcie w rządzie i parlamencie. W środę wieczorem zyskał poparcie Rady Ministrów tylko dla części zaproponowanych działań antykryzysowych. Pozostałe, np. ograniczenia regulacji i opodatkowania pracy, zostały odrzucone. Inwestorzy tracą więc wiarę, że rząd będzie w stanie zwiększyć konkurencyjność włoskiej gospodarki i wyprowadzić finanse publiczne na prostą. — Posiedzenie rządu pokazało, że jego zdolność reformatorska jest niewielka. Premier Berlusconi może wkrótce zostać zmuszony do rezygnacji — twierdzi Fabio Fois, ekonomista Barclays Capital. Do akcji wkroczył prezydent Włoch Giorgio Napolitano. Od trzech dni prowadzi konsultacje z liderami partii parlamentarnych. Włoska prasa przewiduje, że prezydent wkrótce odwoła premiera i powoła nowy rząd techniczny lub ogłosi wybory. W stronę przepaści pcha Włochów też Grecja. Po decyzji premiera Jeorjosa Papandreu, by o przyjęciu bądź odrzuceniu unijnego pakietu zadecydowali obywatele w referendum, sytuacja polityczna w Grecji wymknęła się spod kontroli. Część polityków koalicji, z ministrem finansów na czele, zbuntowało się przeciwko premierowi. Coraz więcej polityków publicznie wzywa premiera do rezygnacji i powołania rządu jedności narodowej, składającego się ze wszystkich partii parlamentarnych. Na wczorajszym specjalnym posiedzeniu rządu premier odmówił złożenia dymisji, ale zrezygnował z przeprowadzenia feralnego referendum (taka przynajmniej była oficjalna wersja w momencie zamykania gazety). Przyszłość rządu — a więc i reform oszczędnościowych — nadal nie jest jednak jasna. Widmo niekontrolowanego bankructwa nadal straszy rynki. Banki posiadające greckie obligacje tydzień temu zgodziły się na redukcję długu Grecji o połowę. Jeśli kraj w niekontrolowany sposób upadnie, nie zobaczą nawet tego. Ten chaos w systemie bankowym mógłby spowodować taką panikę na rynkach finansowych, że o pomoc zewnętrzną musiałyby poprosić też inne państwa europejskiej. — Włochy straciłyby płynność w pierwszej kolejności, potem pociągnęłyby za sobą Hiszpanię, a może nawet Francję. Sam moment, w którym Włochy poprosiłyby o pomoc, spowodowałby panikę na rynkach i koniec strefy euro. To jest katastroficzna wizja, ale w ostatnich dniach stała się bardziej prawdopodobna niż kiedykolwiek — ostrzega Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Możesz zainteresować się również: