Włodarzewska, znany stołeczny deweloper, który ugiął się pod garbem ponad 200 mln zł długów, jako jeden z pierwszych korzysta z trybu przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego. Mówienie o jakimkolwiek przyspieszeniu jest jednak nie na miejscu. Ostateczny plan restrukturyzacyjny Włodarzewska powinna złożyć w ciągu dwóch tygodni od wszczęcia postępowania, a choć minęły prawie cztery miesiące, planu jak nie było, tak nie ma. Ta opieszałość doczekała się reakcji nadzorcy sądowego, którym jest spółka Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja (ZFR). Bartosz Sierakowski z ZFR złożył w sądzie wniosek o umorzenie postępowania.

Układ niewykonalny
W piśmie można przeczytać m.in., że „dłużnik nie wykonał żadnego z 6 środków restrukturyzacyjnych (…), których realizacja wprost przekłada się na wykonalność układu” oraz że „osiągnięcie możliwego do wykonania porozumienia z wierzycielami — przyp. aut. wydaje się niemożliwe”, a „dalsze trwanie postępowania (…) może prowadzić wyłącznie do pokrzywdzenia wierzycieli”. Już w listopadzie 2016 r. Bartosz Sierakowski zwracał uwagę, że kluczowe dla zawarcia układu będzie porozumienie z wierzycielami, mającymi hipoteki na dwóch inwestycjach Włodarzewskiej: Zakątku Cybisa na stołecznym Ursynowie oraz Osiedlu Sportowa w podwarszawskim Brwinowie. Mimo upływu kilku miesięcy deweloper nie dogadał się jednak ani z BOŚ Bankiem, ani z Trasko- Inwestem (jeden z byłych podwykonawców Włodarzewskiej). W pismach skierowanych do sądu zarząd spółki prosi o czas do 20 stycznia na sfinalizowanie rozmów. Z naszych informacji wynika jednak, że szanse na porozumienie są mizerne. Szczególnie w przypadku BOŚ Banku, który Włodarzewska chce przekonać do finansowania dokończenia budowy Zakątku Cybisa (potrzeba na to około 40 mln zł). BOŚ co prawda przyznawał, że „skłonny jest rozważyć” taką możliwość, ale podobnie jak nadzorca, warunkował to wydzieleniem inwestycji do spółki celowej, którą przejąłby inny deweloper. Włodarzewska tymczasem chce zachować pełną kontrolę nad taką wydzieloną spółką. Nadzorca w swoim piśmie puentuje, że deweloper „nie przedstawił klarownej i realnej koncepcji kontynuowania przedsięwzięć deweloperskich w Brwinowie i na Ursynowie” i dlatego „układ wydaje się oczywiście niewykonalny”.
Kiedy kolejni wierzyciele zaczęli wnioskować o upadłość Włodarzewskiej, zarząd dewelopera wystąpił o otwarcie przyspieszonej restrukturyzacji. I dostał od sądu szansę. Dziś jednak wygląda ona na zmarnowaną.
Ulga dla właściciela
Pozytywnie nadzorca odbiera natomiast fakt rozliczenia się przez Włodarzewską z kredytu o wartości 8,8 mln zł, wziętego w Warszawskim Banku Spółdzielczym (WBS). Został on spłacony działkami, które przekazałaWBS spółka powiązana z Włodarzewską, czyli Sobienie Królewskie. Wierzyciele nieoficjalnie zwracają jednak uwagę, że na tym ruchu najwięcej zyskał Jerzy Szymański, największy akcjonariusz i były prezes Włodarzewskiej. Kredyt w WBS był bowiem zabezpieczony m.in. na jego prywatnym majątku. Do pisma nadzorcy rada wierzycieli Włodarzewskiej odniesie się na dzisiejszym posiedzeniu. Z ustaleń „PB” wynika, że — o ile nic się nie zmieni — wszyscy jej członkowie poprą wniosek o umorzenie postępowania restrukturyzacyjnego. Jeśli sąd się do niego przychyli, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem stanie się ogłoszenie upadłości dewelopera. Na takie rozwiązanie liczy m.in. część z ponad stu obligatariuszy spółki. Zgodnie z propozycjami restrukturyzacyjnymi Włodarzewskiej najwięksi z nich, z papierami wartymi ponad 600 tys. zł, mieliby bowiem dostać zaledwie 20 proc. zainwestowanych kwot. I to w ratach rozłożonych na lata 2020-25.