Włosi i Hiszpanie przechodzą test

Marek Wierciszewski
opublikowano: 2011-07-20 00:00

Gwałtowne pogorszenie nastrojów na rynkach podbiło koszt obsługi długu Włoch i Hiszpanii najwyżej od 14 lat.

Koszt finansowania deficytów przez Rzym i Madryt zbliża się do granicy 7 proc. Jeśli trwale ją przekroczy, kraje będą zmuszone poprosić o pomoc

Gwałtowne pogorszenie nastrojów na rynkach podbiło koszt obsługi długu Włoch i Hiszpanii najwyżej od 14 lat.

Dochodowość 10-letnich papierów włoskich skoczyła do 5,97 proc. Rynkowe oprocentowanie obligacji hiszpańskich o tym samym horyzoncie wynosi 6,32 proc. To poważny sygnał ostrzegawczy dla tych krajów i władz europejskich.

— To ostatni dzwonek dla europejskich polityków. Czasu na znalezienie rozwiązania kryzysu jest coraz mniej — ostrzega Michiel de Bruin, szef działu obligacji w firmie inwestycyjnej FC Netherlands.

Granica blisko

Od początku miesiąca dochodowość papierów włoskich wzrosła już o 92 punkty bazowe, a papiery hiszpańskie oferują o 75 punktów więcej niż 30 czerwca.

Przykład Irlandii i Portugalii pokazał, że granicą bezpieczeństwa jest 7 proc. Jeśli rentowności długu wzrosną i utrzymają się powyżej niej przez pewien czas, koszt finansowania staje się zbyt duży do udźwignięcia.

W przypadku Włoch konieczność rolowania sięgającego 120 proc. PKB długu przy koszcie 7 proc. oznaczałaby, że koszt spłaty odsetek zmierzałby w stronę 8,5 proc. całego produktu Italii. I nie jest to tak odległy scenariusz, bo do końca przyszłego roku zapada blisko jedna czwarta wyemitowanych przez Italię obligacji. Sprostać takim kosztom Włochom będzie bardzo ciężko, bo tegoroczny wzrost gospodarczy nad Tybrem prognozowany jest na zaledwie około 0,9 proc.

To już było

Wzrost kosztów finansowania działa jak samospełniająca się przepowiednia.

— Jeżeli zacznie się ona realizować, to sprawy mogą bardzo szybko przybrać negatywny obrót, nawet jeśli do tej pory rynki uznawały jakiś kraj za wypłacalny. A jeśli źródło finansowania pochodzącego od inwestorów wyschnie, dostęp do rynków zamyka się na dobre — mówi Nicola Marinelli, specjalista Glendevon King Asset Management, firmy zarządzającej aktywami.

O tym, że taki scenariusz nie jest całkowicie nierealny, świadczą zeszłoroczne wydarzenia w Irlandii i Portugalii. Irlandia rozpoczęła rozmowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) w listopadzie ubiegłego roku, równo trzy tygodnie po tym, jak rentowność obligacji przekroczyła 7 proc. Nieco dłużej próbę wytrzymał kraj z Półwyspu Iberyjskiego. Portugalczycy po pomoc zwrócili się po trzech miesiącach.

Jeśli ucieczka od papierów włoskich i hiszpańskich będzie postępowała tak szybko jak obecnie, to już wkrótce te kraje może spotkać podobny los. Zaniepokojenia wzrostem kosztów finansowania nie kryją przedstawiciele władz. Jak przyznał Mario Draghi, zastępujący jesienią na stanowisku szefa Europejskiego Banku Centralnego Jean- -Claude’a Tricheta, kryzys wkroczył w nową fazę.

Wykorzystać szansę

W tej trudnej sytuacji otuchy Włochom i Hiszpanom dodaje fakt, że kondycja ich gospodarek wciąż nie jest tak słaba jak w przypadku trzech krajów, które o pomoc już poprosiły.

— Obie gospodarki są większe i nie straciły na konkurencyjności tak bardzo jak Grecja, Irlandia i Portugalia. To powinno pomóc im uniknąć tego samego losu, choć nie oznacza, że już rozwiązały swoje kłopoty — twierdzi Andrew Bosomworth, specjalista Pimco, firmy zarządzającej aktywami przekraczającymi 1 bln USD.

Również Michael Markovic, strateg rynku obligacji banku Credit Suisse, uważa, że obu krajom pomaga rozmiar ich gospodarek. Hiszpania i Włochy mają duży sektor bankowy, który jest głównym odbiorcą obligacji. Dlatego jedynie mniejsza część papierów rządowych znajduje się w rękach instytucji zagranicznych, co zmniejsza podatność kraju na kryzys zaufania.

To jednak wcale nie musi zabezpieczyć Hiszpanów i Włochów przed tarapatami. Dynamika rozprzestrzeniania się kryzysu może okazać się ponad ich siły. W zeszłym tygodniu przyznał to nawet minister finansów Włoch Giulio Tremonti.

— Nawet pasażerowie podróżujący pierwszą klasą mogą nie zostać uratowani. Podobnie jak na Titanicu — ostrzegał włoskich senatorów Giulio Tremonti.

118,1%

Tyle na koniec 2010 r. wynosił dług Włoch w stosunku do PKB.

0,9%

Taki jest prognozowany wzrost PKB Włoch w tym roku.

8,5%

Tyle PKB kosztowałaby obsługa długu przy oprocentowaniu 7 proc.

Europa spełnia wszystkie warunki powstania efektu domina — ostrzega Simon Johnson, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego, obecnie publicysta m.in. agencji Bloomberg.

1 Psychologia

Natura obdarowała człowieka instynktem stadnym. Tak zachowują się również profesjonalni inwestorzy. W niepewnych sytuacjach tendencja do takich zachowań może się okazać zgubna. W obecnej sytuacji może to się objawiać tym, że szacunki strat na obligacjach są windowane do jeszcze niedawno niewyobrażalnych kwot. Niektórzy analitycy sugerują, że wierzyciele Grecji będą zmuszeni zaakceptować 90-procentową redukcję zadłużenia. Jeszcze niedawno rynek przewidywał, że będzie to "zaledwie" 40 proc.

Choć państwa, w przeciwieństwie do bankrutującego przedsiębiorstwa, nie można rozwiązać, inwestorzy często o tym zapominają. Panika inwestorów pogrążyła w 1998 r. Rosję i w 2002 r. Argentynę.

2 Powiązania handlowe krajów i współzależność systemów bankowych

Powodują one, że kryzys rozlewa się ponad granicami. W latach 30. depresja wymusiła na wielu rządach zastosowanie metod protekcjonistycznych. Skutkiem było uderzenie w ich partnerów handlowych.

Grecja, Irlandia i Portugalia odpowiadają za niewielką część obrotów handlowych wewnątrz Unii Europejskiej. Jednak ze względu na wyjątkowo silne powiązania systemów bankowych narzucają się podobieństwa do kryzysu w Azji z lat 1997-1998. Wówczas banki oczekiwały znacznych strat w Tajlandii, która zdewaluowała swoją walutę. Na wszelki wypadek przestały jednak pożyczać również w Malezji i Indonezji. To spowodowało wzrost rynkowych stóp procentowych i utrudniło dostęp przedsiębiorstw do kapitału, a w konsekwencji doprowadziło do załamania koniunktury.

3 Nagła zmiana wycen aktywów

Na pewnym etapie pogłębiania kryzysu inwestorzy zaczynają podejrzewać, że kluczowi decydenci mogą zmienić zdanie w kwestii wspierania zagrożonych upadkiem państw i przedsiębiorstw. Skutkiem jest gwałtowne przeszacowanie w dół wartości wielu aktywów. To prawdopodobnie najbardziej niebezpieczny mechanizm rozszerzania się kryzysu. Jak podejrzewa Simon Johnson, właśnie to zjawisko wywołało panikę po upadku banku Lehman Brothers. Dziś może być podobnie.

Niemcy i inne kraje o solidnych finansach widzą, że wspieranie słabszych krajów i banków rodzi przekonanie, że pomoc zawsze zostanie udzielona, a wierzyciele unikną strat. Na pewnym etapie narastania problemów udzielający pomocy może jednak się wycofać. Efektem jest znaczne zwiększenie ryzyka niewypłacalności, które powoduje wzrost rentowności obligacji zagrożonych krajów. Zdaniem Simona Johnsona kryzys będzie się rozszerzał, dopóki najwyżsi decydenci w Unii Europejskiej nie zdecydują, którzy dłużnicy (i na jakich warunkach) zostaną uratowani, a którzy poświęceni.

Niemcy bardziej ryzykowne od USA

Koszt zabezpieczenia przed niewypłacalnością Niemiec wzrósł na początku tygodnia najwyżej od czasu kryzysu finansowego z przełomu 2008 i 2009 r. Subiektywnie oceniane ryzyko inwestowania w papiery niemieckie przewyższyło ryzyko związane z lokowaniem środków w obligacjach USA.

We wtorek po południu ubezpieczenie niemieckiego długu o wartości 10 mln USD kosztowało 61 830 USD rocznie. Za ubezpieczenie tej samej ilości papierów amerykańskich płacono jedynie 54 500 USD. To wotum zaufania dla prezydenta Baracka Obamy, który negocjuje z dwoma głównymi partiami podniesienie limitu zadłużenia. Inwestorzy obawiali się, że brak porozumienia oznaczać będzie niemożność wywiązania się ze zobowiązań przez USA. Jednocześnie rosną obawy, że Niemcy poniosą lwią część kosztów pomocy dla pogrążonych w długach krajów południa Europy.

— Inwestorzy uważają, że większe jest ryzyko zaostrzenia problemów, z którymi boryka się Europa, niż pogorszenie sytuacji w USA. Dlatego ci, którzy nie chcą podejmować ryzyka, lokują pieniądze w Stanach Zjednoczonych — komentuje Joel Naroff, szef firmy doradczej Naroff Financial Advisors.