Wojna cenowa wykończyła biura

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2018-11-29 22:00

W tym roku zysk branży turystycznej mógł spaść do zera. Sytuacja największych touroperatorów jest jednak stabilna

Przeczytaj artykuł i dowiedz się: 
  • jak słabsze wyniki tłumaczą touroperatorzy 
  • jakie plany mają na 2019 r.

245 mln zł — takich łącznych zysków spodziewali się w 2018 r. działający w Polsce touroperatorzy. Prognozy jednak się nie sprawdziły.

— Szacuję, że zysk branży wyniósł 0-40 mln zł. W drugiej fazie sprzedaży sezonu marże były ujemne — mówi Andrzej Betlej, prezes Instytutu Turystycznego TravelData.

Mimo słabego sezonu sytuacja biur podróży wciąż jest dość dobra.

— Jeśli założyć wzrost przychodów w trzech kwartałach tego roku o 30,5 proc., a zysk na poziomie 20 mln zł, to zsumowane kapitały własne 30 wiodących touroperatorów wynoszą 705 mln zł — tyle samo, ile rok temu. Ich relacja do przychodów spadnie do 8,1 proc. To poziom z lat 2014-15. Nie zagraża jeszcze stabilności całej branży, choć niektórym podmiotom grozi utrata równowagi — uważa Andrzej Betlej.

Jak nie urok…

Już w ubiegłym roku biura podróży zarobiły 131 mln zł, choć były szanse na 188 mln zł.

Wówczas główną przyczyną były straty na zabezpieczeniu kursu dolara — firmy sądziły, że pójdzie w górę, tymczasem spadł, więc straciły ok. 100 mln zł. Wyniki w 2017 r. nieco poprawiły wysokie marże. Słabszy bieżący rok touroperatorzy tłumaczą kumulacją niekorzystnych wydarzeń.

— Istotne były trzy czynniki — nadpodaż oferty, bardzo dobra pogoda w Polsce i agresywna polityka cenowa konkurencji. Mistrzostwa w piłce też nie pomagały w dwóch kluczowych miesiącach: czerwcu i lipcu. Żaden z tych czynników w pojedynkę nie byłby problemem, ale wszystkie cztery w tym samym czasie musiały spowodować spadek marż i rentowności w całej branży — mówi Grzegorz Baszczyński, prezes Rainbowa.

Uważa, że jego firma na tle rynku poradziła sobie całkiem nieźle — przybyło jej 23 proc. klientów i zanotowała 14 mln zł zysku netto. Słaby sezon miała cała branża w Europie, bo tak ciepłego lata nie było na kontynencie od kilkunastu lat.

— Szeroki wybór ofert, niskie ceny — to był niewątpliwie bardzo dobry rok dla klientów. Obsłużyliśmy ich o 140 tys. więcej niż rok wcześniej, obrót wzrósł o 300 mln zł, a wynik — zgodnie z szacunkowymi danymi, na poziomie ubiegłorocznego — będzie daleki od oczekiwań, ale nie można powiedzieć, że słaby — mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki, która w 2017 r. miała 765 tys. klientów, niemal 2,7 mld zł obrotów i 23,3 mln zł zysku netto.

…to przemarsz wojska

O ile aura i wydarzenia sportowe to czynniki, na które firmy wpływu nie miały, to problemy ze sprzedażą zbyt dużej oferty zgotowały sobie same.

— Mamy za sobą trudny sezon. Większość touroperatorów zanotowała co prawda wzrost liczby obsłużonych klientów, ale przychody nie wzrosły proporcjonalnie. Podstawową przyczyną takiego stanu rzeczy były zbyt ambitne plany sprzedażowe. Po okresie wczesnej rezerwacji, w czasie której wielu organizatorów zanotowało wielkie zwyżki, plany na sezon zostały jeszcze zwiększone. To spowodowało nadpodaż i spadek cen na rynku. Organizatorom zostawały wolne miejsca nawet w szczycie sezonu — mówi Janusz Śmigielski, wiceprezes Grecosa, który w tym roku miał ponad 200 tys. klientów.

Niektórym puściły nerwy. Polski Związek Organizatorów Turystyki, założony w 2011 r. m.in. przez Itakę, Neckermanna, Rainbow i Grecosa, wystosował do zarządu TUI Group i niemieckiego zrzeszenia touroperatorów list, w którym oskarżył TUI o dumpingowe ceny.

— TUI trafnie przewidział efekt 500+ i szybko zareagował na wzrost zainteresowania wyjazdami klientów z tzw. Polski B. To oznaczało nie tylko zmianę w sprzedaży — w mniejszych miastach sprzedaje się głównie przez agentów i salony, a nie online — lecz także w oferowanych kierunkach, na korzyść tańszej Bułgarii, Egiptu i Turcji. Inni touroperatorzy za długo zwlekali ze zmianami — komentuje prezes TravelDaty.

Ostrożne plany

Na lato 2019 touroperatorzy nie zwiększają oferty wcale, a jeśli tak, to tylko o kilka procent.

— Najbliższy sezon to dla nas czas optymalizacji produktu — zwiększyliśmy ofertę kierunków, które cieszą się największym zainteresowaniem, a ograniczyliśmy mniej popularne. Grecos nie zakłada wzrostu na kolejny sezon. Jeśli będzie, to najwyżej kilkuprocentowy — mówi Janusz Śmigielski.

— Założyliśmy program o 7 proc. większy od zeszłorocznego, ale nie wykluczamy jego redukcji do poziomu z tego roku, w zależności od wyników przedsprzedaży. Ta wygląda całkiem nieźle, bo notujemy jedynie minimalnyspadek wolumenowy przy wyraźnym wzroście średniej ceny. To oznacza, że pod względem przychodów jesteśmy na poziomie przedsprzedaży z zeszłego roku — mówi Grzegorz Baszczyński.

Itaka poszerzyła ofertę o kierunki egzotyczne: Nosy Be, Tajlandię, Zanzibar i Wyspy Zielonego Przylądka.

— W zależności od wyników przedsprzedaży na koniec marca 2019 r. podejmiemy decyzję o wielkości oferty na lato 2019. Wstępnie zakładamy kilkuprocentowy wzrost liczby klientów i większy obrót — mówi Piotr Henicz.

To oznacza, że wielkich przecen nie będzie.

— Nie chcemy prowadzić wojen, chcemy natomiast spojrzeć racjonalnie na politykę cenową — naszym głównym celem jest lepsza rentowność branży i stabilizacja rynku — twierdzi wiceprezes Itaki.

— Firm nie stać już na wojnę cenową. Muszą powalczyć o marże — podsumowuje Andrzej Betlej.