Wojna dała hotelarzom mocno w kość

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2023-02-23 20:00

Po agresji Rosji na Ukrainę zapełniły się hotele, ale to nie wystarczyło, by branża wróciła do kondycji sprzed pandemii.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak rok po wybuchu wojny w Ukrainie radzą sobie hotelarze
  • jaki jest popyt na świadczone przez nich usługi
  • do jakich zmian na tym rynku może doprowadzić drożyzna
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Rok po wybuchu wojny na Wschodzie hotelarze wrócili do punktu wyjścia. Liczba rezerwacji dokonywanych przez Ukraińców jest obecnie znikoma, a wśród gości zagranicznych i biznesowych wciąż widać dużą wstrzemięźliwość. Branży mocno doskwierają także rosnące koszty operacyjne.

Krótkotrwała poprawa

Popyt na usługi hotelowe zaczął się odbudowywać po pandemii podczas pierwszych miesięcy wojny.

— Od marca 2022 r. wielu imigrantów zza naszej wschodniej granicy oraz pracowników firm zagranicznych relokowanych z Ukrainy nocowało w hotelach. Z czasem jednak sytuacja zaczęła się zmieniać, a migranci przenosili się do wynajmowanych mieszkań. W większości hoteli główną siłą napędową popytu są więc goście krajowi — mówi Maciej Prończuk, konsultant w firmie Cushman & Wakefield.

Wojna w Ukrainie wciąż odstrasza turystów z innych krajów.

— Hotelarze wyczekują zakończenia działań i powrotu zagranicznych gości na poziomie notowanym przed pandemią — mówi Bartłomiej Zagrodnik, prezes firmy doradczej Walter Herz.

Ceny usług idą w górę:
Ceny usług idą w górę:
Z danych firmy STR wynika, że w 2022 r. wskaźnik przychodu na jeden dostępny pokój (RevPAR) w Polsce wzrósł o około 7 proc. w stosunku do 2019 r., co było spowodowane przede wszystkim wzrostem średniej ceny za pokój (ADR).
Adobe Stock

Nadzieja w biznesie

Hotelarze znaleźli się w trudnej sytuacji.

— Mierzymy się z takimi problemami, jak odwołane rezerwacje grup szkoleniowo-konferencyjnych i brak obłożenia poza wakacjami. Beskid Niski i Bieszczady mocno odczuwają skutki wojny w przeciwieństwie do Rzeszowa, w którym hotele są zapełnione przez wojsko. Turyści uważają, że wyjazd za granicę albo w inne regiony Polski jest bezpieczniejszy, tymczasem na Podkarpaciu jest tak samo bezpiecznie jak w całej Polsce — mówi Ryszard Skotniczny, właściciel hotelu Dwór Kombornia w Komborni pod Krosnem.

Jego zdaniem do czasu zakończenia wojny szansa na poprawę jest niewielka.

Katarzyna Niezgoda, dyrektor sprzedaży sieci Vienna House by Wyndham w Polsce, przyznaje, że tuż po wybuchu wojny napływ gości z Ukrainy był bardzo duży — rezerwacji dokonywali goście indywidualni, agencje rządowe i organizacje pozarządowe.

— Wzrost obłożenia był szczególnie zauważalny w naszych obiektach w Warszawie i Krakowie. Rezerwacje związane z pomocą uchodźcom pojawiają się do dziś, lecz nie wpływają już znacząco na poziom obłożenia. Liczba rezerwacji grupowych z odleglejszych kierunków również jest zdecydowanie niższa niż w latach ubiegłych. Agencje turystyczne czy podróżni powoli przekonują się, że Polska jest bezpiecznym krajem, jednak ten proces jeszcze potrwa. Liczymy na to, że wizyta prezydenta Bidena w Polsce czy umieszczenie naszego kraju na pierwszym miejscu w rankingu CNN najbardziej polecanych destynacji 2023 r. to zmieni — mówi Katarzyna Niezgoda.

Nie wróciło także zapotrzebowanie na międzynarodowe kongresy, które istotnie wpływały na obłożenie hoteli w dużych miastach.

— Podobnie jest ze spotkaniami firmowymi — klienci już tak dużo nie podróżują albo podróżując rezygnują z noclegów. Coraz częściej otrzymujemy natomiast pytania o większe wydarzenia, rezerwowane z wyprzedzeniem nawet na początek 2024 r. Dłuższe okno rezerwacji świadczy o tym, że firmy zaczynają bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość i planują długofalowe działania. Niestety, nie zawsze dostosowują budżety do galopującej inflacji. To jeden z czynników wpływających na tempo odbudowy rynku hotelarskiego w 2023 r. — mówi Katarzyna Niezgoda.

Grad wyzwań

Prawdziwym utrapieniem dla branży są rosnące koszty operacyjne.

— Ceny mediów w niektórych hotelach wzrosły w porównaniu z 2019 r. aż o 35-40 proc. w przeliczeniu na pokój i według prognoz nadal będą rosły — mówi Maciej Prończuk.

Podobne obserwacje ma Bartłomiej Zagrodnik.

— Bieżący rok nie będzie łatwy dla branży ze względu na rosnące koszty mediów, produktów i pracy. Chodzi przede wszystkim o podwyżki cen energii elektrycznej. Biorąc pod uwagę niskie obłożenie hoteli w ostatnich miesiącach, można przypuszczać, że cały rok będzie słabszy od minionego. Wzrost kosztów przekłada się na podwyżkę cen usług hotelowych, które nie należą do podstawowych potrzeb, więc będą ograniczane — uważa Bartłomiej Zagrodnik.

Zdaniem Macieja Prończuka wysokie stopy procentowe mogą skłonić niektórych właścicieli do sprzedaży aktywów, np. w sytuacji, gdy wymagane są znaczne nakłady inwestycyjne, np. w celu spełnienia wymogów ESG.

— Może to doprowadzić do wzrostu liczby hoteli na rynku transakcyjnym. Z drugiej strony możemy też zaobserwować rosnącą liczbę inwestorów zainteresowanych alternatywnymi sposobami inwestowania. W porównaniu z okresem sprzed pandemii COVID-19 coraz więcej podmiotów dokonuje lub rozważa dokonanie zakupu udziałów — mniejszościowych bądź większościowych — w już powstałych obiektach, platformach operacyjnych i inwestycjach lub przedsięwzięciach joint venture — mówi ekspert firmy Cushman & Wakefield.