Wojna na torach

opublikowano: 2009-08-03 00:09

Kolej samorządowa znalazła się na kursie kolizyjnym z kolejami państwowymi. Drogi nie zamierza ustępować.

Z kukułczego jaja podrzuconego samorządom wykluł się konkurent PKP. Jeszcze nie rozwinął skrzydeł, a już chcą mu je obciąć.

None
None

Godzina 18.09. Dworzec Warszawa Centralna. Z peronu podjeżdża pociąg InterRegio. W środku jest ciasno, duszno, o klimatyzacji można pomarzyć. Mimo to frekwencja w pociągu do Krakowa jest taka, że konduktor z trudem przeciska się między pasażerami. Dlaczego? Bo InterRegio kosztuje 40 zł, a bilet na wygodny, klimatyzowany pociąg PKP Intercity, który w tę trasę wyruszy za kilkadziesiąt minut, ponad 100 zł.

— Czy kolej w Polsce musi być taka droga? Nie — mówi Tomasz Moraczewski, prezes PKP Przewozy Regionalne (PKP PR), do których należy marka InterRegio.

W zarządzie spółki jest od marca, a szefuje jej od miesiąca. W tym czasie zdążył sporo pozmieniać w Przewozach Regionalnych. I napsuć niemało krwi PKP. Nie tego spodziewał się państwowy moloch, kiedy wypychał z grupy PKP PR, przekazując przewoźnika samorządom wojewódzkim. Spółka była zakałą PKP: miała zdezelowany tabor i 2 mld zł długu. Oddając zgniłe jajo w ręce samorządów, państwowa kolej pozbywała się problemu. Jak się okazało, problemy dla kolejarzy dopiero się zaczęły. Od kilku miesięcy trwa ostra wojna między kolejami państwowymi i samorządowymi, które nie dają sobie dmuchać w kaszę.

Eugeniusz Twaróg

Więcej w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu"