Wojna walutowa odroczona, indeksy znów rosną

Roman Przasnyski
opublikowano: 26-10-2010, 00:00

Nastroje na większości giełd w dalszym ciągu pozostają lekko bycze. Zakończony szczyt państw grupy G20 nie dostarczył żadnych impulsów. Nie była w stanie niczego zmienić informacja o wzroście zamówień przemysłu w strefie euro aż o 5,3 proc., ponad dwukrotnie wyższym, niż się spodziewano. Z odroczenia walutowej wojny najbardziej ucieszyła się giełda w Chinach, gdzie indeksy wzrosły o 2,5 proc. Nie zmartwili się także inwestorzy na Wall Street, gdzie sesja zaczęła się od zwyżek wskaźników o niemal 1 proc.

Początek poniedziałkowej sesji na warszawskiej giełdzie był korzystny dla posiadaczy akcji. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu ponad 0,7 proc., a WIG rósł o 0,5 proc. Korzyści inwestorów rozkładały się jednak nierównomiernie. WIG20 zawdzięczał zwyżkę przede wszystkim przekraczającemu 3 proc. skokowi notowań KGHM. Powodem były wzrosty na rynku miedzi oraz rekomendacja banku Goldman Sachs, w której cenę docelową wyznaczono na 170 zł. Zmiany cen pozostałych papierów były zdecydowanie mniej spektakularnie nie przekraczały na ogół 0,5 proc. Także indeks małych spółek radził sobie wyraźnie gorzej. Jego wartość aż do południa nie odbiegała zbytnio od poziomu z piątkowego zamknięcia. Optymizmu nie wystarczyło jednak na zbyt długo. Już w pierwszej godzinie handlu skala wzrostu akcji miedziowego kombinatu nieco się zmniejszyła, a dodatkowo pod kreskę spadły papiery PKO, PZU i Telekomunikacji Polskiej. Przez większą część dnia niewiele się działo. Postępującą przecenę dwóch ostatnich spółek, sięgającą po południu 1,6-1,7 proc., z coraz mniejszym powodzeniem rekompen-sował 4,5-procentowy wzrost walorów KGHM. Ostatecznie WIG20 zwiększył swoją wartość o zaledwie 0,01 proc. Wskaźnik najmniejszych spółek wzrósł o 0,02 proc. WIG zyskał 0,28 proc. a mWIG40 skoczył o 1,22 proc. Obroty wyniosły prawie 1,5 mld zł.

Niemal dokładnie w połowie drogi między niedawnym szczytem a dnem korekty utknęły główne indeksy warszawskiej giełdy. Byki i niedźwiedzie znalazły się w kropce i nie bardzo wiedzą chyba, co z tego wyniknie i co w związku z tym robić. Za potwierdzeniem tej tezy przemawiają dobitnie spadające od kilku dni obroty. Tymczasem wskaźniki we Frankfurcie i Londynie konsekwentnie, choć niezbyt dynamicznie, wspinają się na kolejne szczyty, a Wall Street trzyma się wciąż bardzo mocno. Widać więc, że kapitał lubiący ryzyko na nasze akcje się nie rzuca. Na razie woli Ateny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu