Wonder Woman ratuje brytyjską gospodarkę

opublikowano: 31-07-2017, 22:00

Za znaczną część wzrostu PKB na Wyspach, mocno nadszarpniętego brexitem, odpowiadają… filmowcy — uważa Bloomberg. Wyjaśniamy dlaczego.

Od Business Insidera po BBC — ze wszystkich anglojęzycznych mediów dowiadujemy się ostatnio, że „gospodarka wciąż walczy ze skutkami ogłoszenia brexitu”. Liczby potwierdzają tę tezę — ze wstępnych danych opublikowanych w ubiegłym tygodniu przez narodowe brytyjskie biuro statystyczne (Office for National Statistics, ONS) wynika, że w II kwartale tego roku PKB Wielkiej Brytanii ledwie drgnął, rosnąc tylko o 0,3 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału. Wynik jest zgodny z oczekiwaniami ekonomistów, a zarazem niemal najmniejszy od początku 2016 r.

SUPERBOHATERÓW CIĄGNIE NA WYSPY:  W Wielkiej Brytanii kręci się coraz więcej kasowych filmów — jak ten o przygodach amazońskiej księżniczki. Dzięki temu lepiej kręci się też osłabiona brexitem gospodarka.
Zobacz więcej

SUPERBOHATERÓW CIĄGNIE NA WYSPY:  W Wielkiej Brytanii kręci się coraz więcej kasowych filmów — jak ten o przygodach amazońskiej księżniczki. Dzięki temu lepiej kręci się też osłabiona brexitem gospodarka. Fot Warner Bros.

Gorzej było tylko trzy miesiące wcześniej, kiedy gospodarka w ujęciu kwartalnym urosła o 0,2 proc. (dla porównania: w Polsce w tym okresie PKB wzrósł o 1,1 proc.). Analitycy zauważają, że spada produkcja przemysłowa i budowlana, a rolnictwo ma tak mały wkład, że prawie nie wpływa na ogólną kondycję gospodarki. Szybko kręci się tylko przemysł filmowy. Z danych ONS wynika, że znaczący wkład w sektor usług, który ostatnio lekko ciągnie do przodu brytyjską gospodarkę, miały wpływy kasowe z superprodukcji wyświetlanych w kinach. W II kwartale dynamika wzrostu sektora filmowego wyniosła tam 8,2 proc., dodając do PKB 0,07 proc. — podaje Bloomberg.

„Wonder Woman — przynajmniej zgodnie z ostatnią wersją tej historii w kinach — pomogła Brytyjczykom wygrać I Wojnę Światową. Teraz wzięła się za gospodarkę” — czytamy w artykule amerykańskiej agencji prasowej.

Film wyprodukowany przez hollywoodzką wytwórnię Warner Bros. na podstawie legendarnego komiksu z lat 40. w krótkim czasie pokonał „Pięćdziesiąt twarzy Greya” („PB” pisał o tym w czerwcu). W pierwszy weekend po wejściu do kin superbohaterka zarobiła 100 mln USD. Film jest jednak amerykański. Jak więc zarabiają na nim Brytyjczycy? — poprosiliśmy o wyjaśnienia eksperta.

— Dziś nikt w Europie nie może się równać z Brytyjczykami, jeśli chodzi o skuteczność biznesową w branży filmowej, która funkcjonuje w symbiozie z amerykańską. Wiele kasowych, wysokobudżetowych produkcji zza oceanu jest realizowanych w studiach filmowych Wielkiej Brytanii, w przypadku „Wonder Woman” było to Studio Leavesden — mówi Tomasz Dąbrowski, dyrektor Polskiej Komisji Filmowej (PKF).

Podczas gdy w całej UE sektor praktycznie się nie rozwija, w Wielkiej Brytanii w ciągu trzech ostatnich lat aktywność producentów filmowych, mierzona specjalnym wskaźnikiem ONS, wzrosła o 72 proc. Wystarczy wymienić tytuły: „Dziennik Bridget Jones”, „Jak zostać królem”, „Slumdog. Milioner z ulicy” — to przykładowe filmy, które wyszły poza lokalne, brytyjskie podwórko, zdobywając popularność na całym świecie. W tej grupie są też m.in. serie o Harrym Potterze czy Bondzie, za którymi stoi słynne Pinwood Studios (notowane na londyńskiej giełdzie). Zdaniem filmowców, Wyspiarze zawdzięczają nadzwyczajne powodzenie przyjaźnie nastawionym i hojnym dla branży politykom. Wiadomo: filmy kręci się tam, gdzie można oszczędzać na kosztach.

Bloomberg zauważa, że dzięki zachętom finansowym wprowadzonym przez George’a Osborne’a, byłego sekretarza skarbu, wielu zagranicznych producentów przenosi ostatnio plany zdjęciowe z taniej Europy Wschodniej do kraju Windsorów. Niedaleko Londynu częściowo powstał nawet epizod serii zapoczątkowanej przez George’a Lucasa („Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy”). W 2016 i 2017 r. w Wielkiej Brytanii nakręcono 175 filmów (dla porównania w Polsce produkuje się rocznie kilkadziesiąt filmów fabularnych), które korzystały m.in. z ulg podatkowych. Brytyjski budżet kosztowało to 415 mln GBP, czyli prawie czterokrotnie więcej niż dekadę temu, ale — jak mówi Tomasz Dąbrowski — w gospodarce te pieniądze zwracają się z nawiązką.

— Fundusze publiczne są kołem zamachowym rozwoju całej branży — i to jest podstawa sukcesu. Państwo wcale nie traci na wspieraniu filmowców. Skuteczność działania zachęt finansowych jest współmierna do skali przychodów podatkowych, jakie potem wpływają do budżetu państwa w związku z produkcją filmową — twierdzi dyrektor PKF.

Jego zdaniem, gdybyśmy mieli w Polsce takie instrumenty finansowania, jak "Wielka Brytania, Niemcy czy nawet Czechy", też moglibyśmy powalczyć o wielkie produkcje.

— Mamy duże szanse — wskazują na to choćby plany Netfliksa, dotyczące produkcji serialu o Wiedźminie, wspólnie ze słynnym polskim studiem Platige Image. Jednak bez zachęt nasze szanse zdecydowanie maleją. Na razie więc potencjał i doświadczenie wielu polskich cenionych na całym świecie specjalistów z branży filmowej pozostaje niestety niewykorzystane — mówi Tomasz Dąbrowski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala, Bloomberg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu