Wrzutka zawsze niekonstytucyjna

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2012-12-10 00:00

Nowelizacja ustawy śmieciowej to merytorycznie krok w dobrym kierunku

Forsowana w tempie tzw. dopalaczowym nowelizacja ustawy śmieciowej, której poświęcamy tekst obok, to merytorycznie krok jak najbardziej w dobrym kierunku. Jednak procedura legislacyjna enty raz woła o pomstę do nieba, bo na ziemi szans na to nie ma. Przepisy wrzucane z boku przez Senat w trybie wielokrotnie piętnowanym przez Trybunał Konstytucyjny (TK) zostaną pobłogosławione i wejdą w życie. Filozoficzne pytanie, czy w słusznej sprawie władcy państwa mogą gwałcić zasady dobrej legislacji, jest retoryczne.

Przypomnijmy, że rewolucja systemu odbioru śmieci to produkt poprzedniej kadencji parlamentu.

Pochodzi z 1 lipca 2011 r., a vacatio legis zasadnie było niespotykanie długie — system wchodzi od 1 lipca 2013 r. Było dużo czasu na przygotowania, w tym na uchwały sejmików wojewódzkich, a do końca tego roku kluczowe uchwały podejmują gminy. Wszystko to miałoby sens, gdyby ustawa została naprawdę przemyślana, skonsultowana i stanowiła opokę, dzięki której śmieci przestaną trafiać do lasów. Niestety, tak nie jest! Znalazły się w niej niedorzeczności, od miesięcy punktowane przez gminy i ich mieszkańców. Najgłupsze było wpisanie czterech wariantów naliczania opłaty (czytaj w tekście obok) na sztywnych zasadach alternatywy wykluczającej: albo, albo. Na hurtowo napływające wnioski rząd, a konkretnie resort środowiska, odpowiadał kategorycznie: nie ma mowy o zmianie. A jednak wymiękł…

Alarmowa nowelizacja ma charakterystyczną genezę polityczną. 23 listopada Sejm uchwalił ustawę o odpadach, do której dołączono artykuł nowelizujący gminną ustawę śmieciową, dodający do niej przepisy o sprawozdawczości. W piątek 30 listopada premier Donald Tusk został zbesztany za śmieciowe bzdury przez samorządowców z własnej partii i w strachu, że „nasi wyborcy nam tego nie wybaczą” wydał rozkaz, wykonany przez partyjnych żołnierzy błyskawicznie, mimo weekendu. We wtorek 4 grudnia opanowane przez PO komisje senackie zaproponowały dorzucenie do artykułu nowelizującego ustawę śmieciową kilka potrzebnych gminom, nowych przepisów.

Zapewne już w czwartek 13 grudnia przegłosuje to Senat, a w piątek Sejm w biegu zatwierdzi. Prezydent zadziała niczym podpisowy automat, natychmiastowa publikacja w elektronicznym Dzienniku Ustaw — i już. Ale dla gmin i tak będzie za późno, ponieważ w całym kraju śmieciowe opłaty uchwalane są dosłownie… w tych dniach. Cóż, najwyżej między świętami a sylwestrem przetoczy się przez sesje rad fala powtórkowa.

Niekonstytucyjność wrzutki Senatu polega na tym, że poprawiany element ustawy śmieciowej w ogóle nie wystąpił w wersji, która przyszła z Sejmu.

Proceder takiego dowolnego grzebania przez Senat w ustawach nowelizowanych (bez ograniczeń może tylko w całkiem nowych) w obszarach uprzednio nietkniętych przez Sejm zdyskwalifikowało orzecznictwo TK. Ale cóż, przepisów pożytecznych oczywiście nikt nie zaskarży, a prezydent Bronisław Komorowski co najwyżej w swoim stylu ogólnikowo znowu się zafrasuje: „Coś trzeba będzie z tym zrobić”. I tak się toczy to nasze państwo prawa, aby do następnego razu.