Wspólny klient banków i pożyczkodawców

opublikowano: 09-06-2019, 22:00

11 mld zł pożyczek, 148 mln zł zysku — tak wygląda biznes 444 firm pożyczkowych. Nie jest on szczególnie dochodowy, jest natomiast ryzykowny. Nie tylko dla nich

Europejski Kongres Finansowy od początku różnił się od pozostałych imprez tego typu homogenicznością publiczności i tematyki przeznaczonej dla branży bankowej. Z czasem swoją obecność na forum zaczęła zaznaczać siostrzana branża pożyczkowa. W tym roku doczekała się dość wyczerpującego raportu, opisującego wielkość rynku, przychody, wyniki, źródła finansowania, profil klienta oraz relacje z pozostałymi uczestnikami rynku. Raport powstał w trójmiejskim Centrum Myśli Strategicznej (CMS). Sektor pożyczkowy na pozór wygląda jak ubogi krewnym sektora bankowego.

Na rynku zarejestrowane są aż 444 firmy pożyczkowe, a suma ich bilansów wynosi 11,3 mld zł (na koniec 2017 r.). To więcej niż wszystkie SKOK razem wzięte (10 mld zł), ale zaledwie 0,5 proc. aktywów bankowych. Kiedy jednak głębiej zajrzeć do portfela, widać, że w produktach konsumpcyjnych, na które konkurują ze sobą banki i firmy pozyczkowe, różnice nie są już tak drastyczne. W 2018 r. klienci zaciągnęli 7,2 mld zł pożyczek i 70,7 mld zł kredytów gotówkowych. Słowem, co dziesiąty produkt finansowy dla detalu pochodzi z rynku pozabankowego. Według danych CMS działalność pożyczkowa nie jest szczególnie dochodowym biznesem, choć przynosi większe profity niż we wspomnianych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Wskaźnik rentowności wynosi około 3,4 proc., podczas gdy w SKOK to 3 proc. W 2017 r. przychody pożyczkodawców wyniosły 4 mld zł, a zysk — 148 mln zł. Gross tej kwoty przypada na największego gracza w branży — Providenta, który od lata notuje zyski na poziomie małego banku, aczkolwiek z dynamiką zniżkową.

Pozycja wieloletniego lidera rynku wciąż jest mocna, jednak mniejsi konkurenci rosną w siłę. W 2016 r. 31,7 proc. pożyczek zostało zaciągniętych on line, rok później już 35,3 proc. Wbrew dość często spotykanej narracji o nowoczesnym, internetowym rynku, na którym klient obsługuje się sam kilkoma stuknięciami w telefon, fakty są takie, że nadal dominuje tradycyjna forma dystrybucji pożyczek, czyli albo w modelu door2door, w domu klienta, co stanowi DNA Providenta, albo poprzez sieciowych, stacjonarnych pośredników, z czego korzysta większość branży, w tym marki jednoznacznie kojarzone ze sprzedażą on line.

Klient poniżej standardu

W jakimś stopniu outsourcing sił sprzedażowych przekłada się na jakość portfela firm pożyczkowych, który jest znacząco gorszy niż w bankach, choć nie odbiegaszczególnie mocno od spłacalności kredytów w SKOK. CMS podaje, że na koniec III kwartału 2018 r. opóźnienie powyżej 90 dni wykazywało 23 proc. pożyczek, 13,5 proc. bankowych kredytów gotówkowych i 19 proc. pożyczek w SKOK. Szkodowość w największym chyba stopniu jest funkcją klienta, jaki trafia na ten rynek. Profil pożyczkobiorcy jest mocno niejednoznaczny, zróżnicowany i niespójny z większością kolportowanych o nim opinii. Można spotkać się bowiem z tezą, że są to osoby nieubankowione, które nie mają szans na finansowanie w banku. Przeciwstawna teza jest taka, że to klienci banków, którym odpowiada szybkość i wygoda obsługi w firmach pożyczkowych przy porównywalnych kosztach.

Jeszcze inni twierdzą, że po pożyczki sięgają młodzi, którzy kierując się impulsem, potrzebują szybko pieniędzy na realizację nagłej potrzeby zakupowej — słynny już casus milenialsa, który zobaczył iPhone’a i chce go mieć. Być może w całej populacji pożyczkobiorców mieszczą się reprezentanci wszystkich kategorii, niemniej ogólna konstatacja jest taka, że w Polsce klientami firm pożyczkowych są takie same osoby jak w każdym kraju na świecie, gdzie funkcjonuje taki rynek. To konsumenci z kategorii underbanked — ludzie, którzy co do zasady mają problem z zaciągnięciem nowego zobowiązania finansowego w banku. Najlepszym dowodem na to jest scoring w Biurze Informacji Kredytowej dla całej populacji klientów firm pożyczkowych i klientów banków. W pierwszym przypadku mediana wynosi 447 punktów w drugim — 591. Ocena wiarygodności klienta pożyczkowego jest więc prawie o jedną piątą niższa niż w bankach.

Spirala zadłużenia

447 to nie jest bardzo zły wynik, zresztą istota rynku pożyczkowego polega na obsłudze bardziej ryzykownego klienta, który nie ma modelowego dla banku profilu, opartego na stałym źródle utrzymania itp. Pożyczkodawcy finansują biznes nie z depozytów, ale ze środków własnych lub pozyskanych z zewnątrz, zatem ryzyko klienta nie przekłada się na ryzyko całego rynku. Analiza statystyk wskazuje jednak na pewne niepokojące zjawiska występujące w tym sektorze. W raporcie czytamy, że w ciągu ostatnich 24 miesięcy średnio na jednego klienta branży pożyczkowej przypadało 5,35 umowy na kwotę do 10 tys. zł. W sektorze bankowym jeden klient zaciągnął 1,68 kredytu w ciągu ostatnich dwóch lat. Tak duża dysproporcja może wynikać z prostego faktu, że pożyczka jest produktem o krótkiej żywotności i zapada często po 6 miesiącach, zatem duża liczba umów to efekt zaciągania nowego zobowiązania po wygaśnięciu poprzedniego. W bankach średni czas spłacania kredytu gotówkowego wynosi 45 miesięcy.

I jeszcze jedno: średnie zadłużenie pożyczkobiorcy na koniec 2018 r. wynosiło 8,8 tys. zł, podczas gdy kredytobiorcy — 25,6 tys. zł. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ogromna większość klientów firm pożyczkowych jest równocześnie klientami banków. 78 proc. pożyczkobiorców ma również zobowiązania w bankach. Co trzeba podkreślić, posiadacze pożyczek spłacają w bankach kredyty gotówkowe, a więc najdroższe produkty finansowe. Dość zasadne jest pytanie, jak i czym spłacają. BIK od kilku kwartałów alarmuje, że na rynku mamy do czynienia ze zjawiskiem przekredytowania, kiedy jedne zobowiązania są spłacane kolejnymi, zaciąganymi w innej instytucji. Ostatni raz zostało ono zidentyfikowane w 2010 r., kiedy okazało się, że banki mają tych samych klientów, a kolejne udzielone im kredyty tylko wpędzały ich w spiralę zadłużenia. Według BIK podobne zjawisko może wystąpić obecnie — z tym że zadłużenie bankowe spłacane jest z szybkich, krótkich i drogich pożyczek. Na rynku pożyczkowym 36 proc. osób ma 3-5 aktywnych umów, a 29 proc. — więcej niż pięć. Są to umowy pożyczki i kredytu, gdyż tylko 1,2 proc. klientów firm pożyczkowych ma pięć umów wyłącznie pożyczkowych. Dla porównania rzut okiem na sektor bankowy. Tu więcej niż pięć aktywnych umów ma 3,6 proc. klientów. 49 proc. ma tylko jeden kredyt.

Pożyczkodawca — dobry klient

Sektor pożyczkowy, choć rozdrobniony, stanowi niemałą siłę. Liczba klientów, których obsługiwał na koniec 2018 r., przekraczała pół miliona. W całym sektorze pracuje aż 20 tys. osób, z tego 5,5 tys. na umowę o pracę. Pozostali mają umowy czasowe i, jak można podejrzewać, to mobilni sprzedawcy Providenta i kilku mniejszych, naśladujących go graczy. Branża jest istotnym klientem dla rynku reklamowego. Provident i Vivus zaliczają się do hojnych reklamodawców, nawet w zestawieniu z bankami. W 2017 r. szacunkowe wydatki na reklamę całej branży wyniosły 130-170 mln zł. Profity z działalności pożyczkodawców czerpią też banki oraz instytucje finansowe jako dostawcy finansowania dla nich. Kredyty i pożyczki to drugie pod względem udziału źródło finansowania (32 proc.) po kapitale własnym pożyczkodawców. Stosunkowo niewielki jest udział branży w rynku obligacji, a samych obligacji — w bilansach pożyczkodawców. CMS szacuje wartość zobowiązań z tego tytułu na około 380 mln zł na koniec 2018 r. W ciągu ostatnich trzech lat pożyczkodawcy uplasowali na rynku obligacje za 50 mln zł. W 2017 r. obligacje stanowiły 3,6 proc. ich bilansu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu