Wszyscy tu wracają

Jacek Konikowski
27-07-2007, 00:00

Trudno się tu nudzić. Kaszubi mają własne morze, bory i góry. A także fantazję.

Szwajcaria Kaszubska

Zażywają tabaki. Domy budują do góry nogami, a deski strugają najdłuższe na świecie.

Trudno się tu nudzić. Kaszubi mają własne morze, bory i góry. A także fantazję.

Trudno o bardziej urozmaiconą krainę. Od północy morze i cienka jak parówka Mierzeja Helska, potem kółko raduńskie — 14 połączonych ze sobą jezior, tworzących niezwykle malownicze krajobrazy. Wiedzie przez nie jeden z najpopularniejszych szlaków kajakowych w Polsce. Płynąc nim, widać kaszubski Olimp, czyli Wierzycę, najwyższe wzniesienie na Niżu Środkowoeuropejskim (328,6 m n.p.m.). Ze stojącej na jego szczycie wieży widokowej rozciąga się widok na „kaszubskie morze” (jezioro Wdzydze) i Bory Tucholskie.

Lokalna stolica

Szwajcaria Kaszubska obejmuje obszar od okolic Pucka i Wejherowa, po Chojnice. Z Pucka jedziemy drogą na Gdańsk i na obwodnicy skręcamy na Kartuzy.

Warto zajrzeć do tutejszej kolegiaty, pozostałości klasztornego zakonu kartuzów. Wybudowana w czasach bitwy pod Grunwaldem pozostaje jedynym w kraju kościołem, w którym zachowały się w miejscu przeznaczenia — prezbiterium — obicia ścienne ze złoconego kurdybanu, datowane na 1685 r. W centrum balustrady chóru wisi zegar. Wskazuje czas tylko jedną wskazówką, a jego wahadło zakończone jest figurką anioła śmierci z ruchomą kosą.

Wizyta w pobliskim Muzeum Kaszubskim pozwoli lepiej poznać życie i obyczaje ludzi tych ziem. Na parterze zebrano narzędzia do uprawy ziemi, czółna i narzędzia rybackie. Na piętrze stoją przedmioty związane z obyczajami i dorocznymi obrzędami. Kto poczuje niedosyt, powinien odwiedzić pobliskie Chmielno i tamtejsze Muzeum Ceramiki Kaszubskiej. Muzeum połączone z warsztatem prowadzi potomek rodu Neclów, jednej z rodzin kaszubskich od wieków parających się garncarstwem. Karol Elas Necel, jak go poprosić, chętnie urządzi pokaz ręcznego wyrobu ceramiki.

Nieopodal Chmielna leży wieś Sianowo z uroczym drewnianym kościółkiem. Tu znajduje się świętość Kaszubów: gotycka, drewniana, cudowna figura Matki Boskiej Sianowskiej Królowej Kaszub.

Wracamy do Kartuz, aby stąd ruszyć nad „kaszubskie morze”, mijając po drodze mnóstwo dziwów.

Spacer po suficie

Kto tuż za Łopalicami skręci w las, przekona się, że Kaszuby to również fantazja. Kiedy po kwadransie brnięcia przez bór oczom wędrowca ukaże się zamek zbudowany kilkanaście lat temu z pustaków przez szalonego wytwórcę gdańskich mebli, pojmie, w czym rzecz. Niedokończona budowla przypomina disneyowski pałac albo rezydencję Michaela Jacksona.

Po kilkunastu kilometrach kolejna niespodzianka. Szymbark. Krzywy dom, ale stojący do góry nogami. Można wejść do środka. Jakaż to frajda chodzić po suficie. Jego budowniczy, miejscowy przedsiębiorca budowlany, postawił budynek w tak dziwny sposób nie bez powodu.

„Taki dom na głowie — alegoria współczesnego świata — mógłby stanąć w każdym zakątku ziemi. W Polsce ma to szczególne uzasadnienie…” — głosi napis przy wejściu.

Budowlę wzniesiono na terenie Centrum Edukacji i Promocji Regionu. To bardzo ciekawe i warte odwiedzenia miejsce, choćby za sprawą jednej deski. Za to jakiej — 36,83 m długości. Wpisano ją do Księgi rekordów Guinnessa. To zarazem najdłuższy kawałek daglezji. Kłoda, z której ręcznie wycięto deskę (metodami z przełomu XIX i XX w.), ważyła 9 ton. Deska waży ponad 1100 kg. Przy jej narodzinach pracowało przez 9 kolejnych dni po 16 godzin na dobę około 300 osób, produkując przy tym jakieś 300 kg trocin.

Jeśli komuś nie chce się wspinać kilkaset metrów po stromych schodkach na wieżę stojącą na szczycie pobliskiej Wieżycy, niech jedzie kawałek dalej, do wsi Sikorzyno. Wieś mała, więc bez trudu znajdzie uroczy dworek szlachecki osłonięty malwami — jak w „Panu Tadeuszu” — dworek Wybickich. Ale marne szanse na zobaczenie czegoś prócz malw. Od niedawna to własność prywatna — wstęp wzbroniony. Czyż to nie dziwne? Muzeum Hymnu Polskiego ulokowano kilkanaście kilometrów dalej, w Będominie.

Lecą żurawie

Malownicza droga przez lasy prowadzi z Sikorzyna do wsi Wdzydze Kiszewskie. Warto tu zajrzeć z kilku powodów. Wokół jeziora Wdzydze, największego we Wdzydzkim Parku Kraj-obrazowym, nie dziwi widok lecącego żurawia, bielika czy perkoza albo podgryzającego pień bobra — jest ich tu mnóstwo. Na północnym brzegu jeziora urządzono najstarszy polski skansen. I chyba najbardziej malowniczy. Urzeka urodą starych chat wtopionych w krajobraz tak, jakby stały tu od wieków. Na 30 hektarach zebrano 25 unikatowych obiektów architektury regionalnej z XVIII-XX w., pochodzących z Kaszub i Kociewia. Są tu dworki, chałupy chłopskie i rybackie, a nawet całe zagrody oraz kuźnia, tartak, kościół i dwa wiatraki: koźlak i holender. I 150-letni przeniesiony ze wsi Więckowy budynek szkoły wiejskiej. Wewnątrz znajduje się kompletne wyposażenie pamiętające czasy pruskie. Nikt tu nie zabrania dotykania eksponatów, więc można chwilę posiedzieć w śmiesznej szkolnej ławce z epoki babć i dziadków.

Najstarszy i najcenniejszy obiekt skansenu to drewniany kościół ze Swornehgaci, pod wezwaniem św. Barbary, wybudowany około 1700 r. Etnografowie i historycy architektury twierdzą, że to absolutny unikat.

W drodze powrotnej warto zatrzymać się na chwilę w Kościerzynie, w skansenie kolejowym, albo odbić nieco w prawo i zajrzeć na farmę strusi afrykańskich w Garczynie. A gdy zaburczy w brzuchu, odwiedzić — pod Kartuzami — faceta imieniem John. On już coś poradzi na głód. Ten rodowity Nowozelandczyk wraz z żoną Kaszubką prowadzi mały hotelik i restaurację w Sytnej Górze. Pytajcie go o wszystko, zwłaszcza o wino, tylko nie o to, jakim cudem znalazł się w sercu Kaszub. Ten były korespondent wojenny „Timesa” potrafi gawędzić godzinami, więc szybko z Kania Lodge nie wyjedziecie.

Ale że wrócicie na Kaszuby, to pewne. Wszyscy wracają.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Wszyscy tu wracają