Wszystkie chwyty są dozwolone

opublikowano: 21-10-2019, 22:00

Powyborcza walka PiS o przejęcie większości w Senacie przybiera najróżniejsze formy.

Prezydent Andrzej Duda zrealizował zapotrzebowanie matki partii i zwołał pierwsze posiedzenia Sejmu i Senatu w najpóźniejszym możliwym terminie 12 listopada. Inaugurację kadencji mógł oczywiście wyznaczyć nawet w październiku albo zaraz po dniu Wszystkich Świętych. Maksymalne przedłużenie okresu niepewności ma zwiększyć szanse PiS na kupienie dwóch/trzech senatorów opozycyjnych. Zgodnie z Konstytucją RP kadencja parlamentu trwa cztery lata, ale jej twórcy od początku ustalili wykładnię, że to długość instrukcyjna, zawsze doprecyzowywana co do dnia postanowieniem prezydenta. Cztery lata temu Andrzej Duda, wyznaczając start kadencji 2015-19 na 12 listopada, zaskakująco… dołożył cztery dni do kończącej się 2011-15, albowiem tamta zaczęła się 8 listopada. Czterodniowej różnicy nawet nikt nie zauważył, dlatego obecne tłumaczenia z kancelarii prezydenta, że 12 listopada jest powtórzeniem takiej samej daty z 2015 r. zgodnie z nakazem konstytucyjnym — wręcz ociekają hipokryzją.

Stanisław Gawłowski zdobył mandat senatora wyjątkowo szczęśliwie, z czym PiS nie chce się pogodzić.
Zobacz więcej

Stanisław Gawłowski zdobył mandat senatora wyjątkowo szczęśliwie, z czym PiS nie chce się pogodzić. Fot. Grzegorz Krzyżewski / FOTONEWS FORUM

Poszukiwanie najsłabszych ogniw w łańcuchu opozycji oraz zagrywka terminowa to kroki spodziewane od pierwszych godzin po wyborach. Natomiast chwyt zastosowany przez PiS w poniedziałek przypomina już pływanie rozpaczliwcem. Oto komitet wyborczy partii złożył do Sądu Najwyższego (SN) protesty wyborcze dotyczące wyników już w sześciu okręgach do Senatu. Wnosi o ponowne przeliczenie głosów w zakwestionowanych okręgach, czyli we wszystkich tamtejszych komisjach obwodowych. Jedynym uzasadnieniem jest… niewielka różnica głosów między kandydatami, oczywiście na niekorzyść tych wystawionych przez PiS, mniejsza niż liczba głosów nieważnych. Protest opiera się na art. 82 kodeksu wyborczego, a konkretnie chodzi o hipotetyczne „naruszenie przepisów kodeksu dotyczących głosowania, ustalenia wyników głosowania lub wyników wyborów, mające wpływ na wynik wyborów”.

Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN na analizę protestów ma trzy miesiące. Ale ich fundamentem muszą być jakieś nieprawidłowości stwierdzone na poziomie obwodowych komisji wyborczych, i to w wielkiej liczbie. Termin wnoszenia protestów upływa we wtorek, dotychczas nie ma żadnych sygnałów o jakichkolwiek zarzutach wyborców czy mężów zaufania z oprotestowanych okręgów. Protokoły z obwodów na portalu Państwowej Komisji Wyborczej są oczywiste, chociaż rzeczywiście nie zawierają skanów końcowych stron, na których wpisywane są ewentualne zarzuty. A zatem jedyną podstawą protestów jest rozżalenie tzw. dobrej zmiany wynikami i niezdobyciem przez PiS mandatów.

Niestety dla wszechrządzącej dotychczas partii — suweren okazał się niewdzięczny. Chociaż jeśli chodzi o okręg nr 100 w Koszalinie, to wyniki faktycznie okazały się zdumiewające — głosy rozłożyły się na trzy niemal równe kupki, zwycięzca zebrał 33,67 proc., a pokonani — 33,43 i 32,90 proc. Jednak była to arytmetyczna wypadkowa, w mieście Koszalin wygrał inny kandydat niż w ziemskich powiatach. Poza zrozumiałym rozżaleniem PiS i ten wniosek, i pozostałe nie mają jakichkolwiek podstaw. Władcy kraju muszą przyjąć do wiadomości, że po prostu taki klimat mamy. Polityczny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu