Czytasz dzięki

Wszystkomający wujaszek z Ameryki

opublikowano: 02-09-2020, 22:00

Ford kolejny raz próbuje zarazić Europejczyków swoją wizją kolosalnej motoryzacji. Tym razem jest nieco lepiej przygotowany, ale też ceni się bardziej.

Dla Amerykanów pięciometrowy explorer od Forda jest średniej wielkości przedstawicielem bardzo popularnego u nich segmentu SUV-ów (średniej, bo w amerykańskiej ofercie jest jeszcze większy model expedition). Amerykanie kochają swojego explorera od chwili debiutu w 1990 r. Za co? Za to, że jest rozsądnie wyceniony, do bólu praktyczny, pojemny i zupełnie nie premium. Używa go amerykańska policja, używają służby i oczywiście państwo Smith. Zresztą nie tylko w USA. Explorer jest jednym z bardziej popularnych SUVów prawie na całym świecie. Prawie, bo w Europie nie. Kiedy Ford pokazywał światu ten model po raz pierwszy, pokazał go również Europejczykom, którym jednak się nie spodobał. Złożyło się na to kilka czynników.

Po liczącej blisko 400 km trasie po polskich górach z baku
amerykańskiego giganta ubyło 32 l paliwa. Średnia zatem imponująca. Przypominam
— chodzi o 2,5-tonowe, 5-metrowe, 7-osobowe auto o napędzie na obie osie i
aerodynamice cegłówki.
Zobacz więcej

IMPONUJĄCA ŚREDNIA:

Po liczącej blisko 400 km trasie po polskich górach z baku amerykańskiego giganta ubyło 32 l paliwa. Średnia zatem imponująca. Przypominam — chodzi o 2,5-tonowe, 5-metrowe, 7-osobowe auto o napędzie na obie osie i aerodynamice cegłówki. Dominik Kalamus

Ówczesny boom na oszczędne auta wysokoprężne i rodzący się segment małych SUV-ów to największe gwoździe do trumny tego modelu. Explorer ani nie był mały, ani nie miał diesla. Miał za to paliwożerny czrerolitrowy motor benzynowy i reprezentował starą amerykańską szkołę budowania „terenówek”. Rama i sztywny tylny most. Prowadził się również po amerykańsku. Znaczy preferował spokojną eksplorację dróg i bezdroży, a nie szybkie pokonywanie zakrętów. Dla fanów amerykańskiego stylu jak znalazł, ale tych w Europie najwyraźniej wówczas brakowało. Z początkiem XXI w. explorer — decyzją zarządu Forda — został grzecznie wyproszony z europejskich salonów… Na 20 lat — jak się właśnie okazało.

Co zadecydowało o podjęciu decyzji o powtórnym wydaniu explorerowi paszportu na wycieczkę do europejskich salonów? Kilka czynników. Jak zawsze. Na początku 2019 r. zadebiutowała nowa (szósta już) generacja explorera. Wszystko było w niej nowe. Nadwozie, płyta podłogowa i jednostki napędowe. Mało starej amerykańskiej szkoły, ale bardzo dużo miejsca. To cały czas explorer, ale ze sznytem, który może przyjąć się na Starym Kontynencie, gdzie boom na diesle już minął, elektryfikacja floty trwa, a tempo wzrostu popularności SUV-ów zawstydziło niejedną prognozę, znaczy jej autora. Stąd decyzja Forda — wracamy, ale zupełnie inaczej.

O ile w USA explorer VI dostępny jest z 4— i 6-cylindrowymi benzynowcami lub z klasyczną hybrydą (bez możliwości doładowywania z zewnętrznego źródła), o tyle w Europie nie. Jest tylko potężnej mocy hybryda typu plug-in (silnik elektryczny + benzynowe V6 = 457 KM i 825 Nm). A skoro hybryda plug-in to i bateria. Ta ma 14 kWh. Na jednym ładowaniu można pokonać około 40 km, wykorzystując wyłącznie zgromadzoną w niej energię. Całość można oczywiście doładować z gniazdka lub podczas jazdy, wykorzystując jeden z trybów. Summa summarum, po liczącej blisko 400 km trasie po polskich górach z baku amerykańskiego giganta ubyły 32 l paliwa. Średnia zatem imponująca. Przypominam — mówimy o 2,5-tonowym, ponad 5-metrowym, 7-osobowym samochodzie o napędzie na obie osie i aerodynamice cegłówki. Jeśli dodamy do tego całkiem nieźle (jak na amerykańskie standardy) wykończone wnętrze, wychodzi na to, że nowy explorer to dobra propozycja. Ale dla kogo?

Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
×
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

W USA ceny explorera startują z poziomu 33 tys. USD. To okolice toyoty (highlander) czy kii (telluride). Plasuje się zatem w segmencie aut popularnych, bo np. taki mercedes GLE to nie dość, że jest mniejszy, to także droższy (o blisko ponad 20 tys. USD). Tymczasem polskie ceny explorera każą go porównywać właśnie z tuzami z półki premium. Żeby go mieć, trzeba wyłożyć 372 tys. zł. Dużo? Zależy jak spojrzeć. Spora suma, ale w zamian drogi, ale też wydajny napęd hybrydowy typu plug-in (innego w europejskiej ofercie explorera nie ma) i totalnie wszystko, co można do tego auta wsadzić. Od skóry przez dach panoramiczny po wszelkiej maści asystentów, trójstrefową klimatyzację, 20-calowe koła czy masaż w wentylowanych fotelach.

Ford przewidział na Europę jedną wersję wyposażenia — pełen wypas. Onegdaj wybierając forda T, można było zdecydować się na dowolny kolor, pod warunkiem że będzie czarny. Dziś, decydując się na explorera, wybór jest nieco szerszy. Dwie wersje stylistyczne: bardziej sportowa (ST-Line) i elegancka (Platinum) oraz kilka kolorów nadwozia. Różnice sprowadzają się do drobnych smaczków stylistycznych, podkreślających uwielbienie właściciela dla dizajnu bardziej sportowego lub eleganckiego. Reszta jest identyczna. Wszystko to czyni z explorera auto bez konkurencji — porównywalne cenowo auta z segmentu premium (audi Q8, BMW X5) są gorzej wyposażone, a porównywalne wielkością (BMW X7, mercedes GLS) sporo droższe. W segmencie aut popularnych explorer też nie ma na razie konkurenta. Przynajmniej dopóki nie zadebiutuje na naszym rynku toyota highlander. Ale to dopiero w przyszłym roku. Na razie explorer może przegrać tylko z pogonią za prestiżem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane