Wtedy wszystko się zaczęło

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-06-03 19:20

Trudno uwierzyć, że od legendarnej wyborczej niedzieli 4 czerwca 1989 r. upłynęło już 35 lat.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Niezależnie od licznika kalendarzowego liczba 35 ma symboliczną wartość dodaną, jako że w kontrakcie tzw. okrągłego stołu ustalono, że właśnie 35 proc. mandatów do Sejmu PRL, czyli 161 z 460, zostanie rzuconych na wolny rynek, natomiast 65 proc. zajmie według sztywnego algorytmu PZPR wraz z satelitami. I jeszcze jeden arytmetyczny symbol — 35 najważniejszych towarzyszy z centralnego aparatu PRL umieszczonych zostało na tzw. liście krajowej do Sejmu, której odrzucenie (poza dwoma wyjątkami) przez Polaków stało się znakiem upadku ustroju. W każdym razie zdumiewające zwycięstwo odniosła, obejmując 99 miejsc w 100-osobowym Senacie oraz komplet 161 mandatów wolnorynkowych w Sejmie, drużyna Lecha Wałęsy — czarno-białe zdjęcie z legendą Solidarności dawało mandat.

W następstwie kontraktowych wyborów nie tylko upadła Polska Rzeczpospolita Ludowa. Staliśmy się pierwszą kostką domina, która od lata 1989 r. uruchomiła przewracanie się kolejnych i podczas tzw. jesieni ludów szybko rozsypał się cały obóz moskiewski. A zatem — zapożyczając frazę od Jana Pawła II — 4 czerwca 1989 r. „wszystko się zaczęło”. To niekwestionowana data powtórnego odzyskania niepodległości, powojenny odpowiednik równie symbolicznego 11 listopada 1918 r. Trudno pojąć, dlaczego tak przełomowy dzień do tej pory nie uzyskał ustawowo statusu święta państwowego. Absolutnie nie chodzi o kolejny dzień wolny od pracy, w Polsce laby już wystarczy. Pozostając dniami roboczymi, ustawową rangę świąt mają np. Narodowy Dzień Zwycięstwa 8 maja, Narodowy Dzień Pamięci Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego 27 grudnia czy Narodowy Dzień Powstań Śląskich 20 czerwca. Niestety, 4 czerwca jedynie bardzo niską prawnie uchwałą Sejmu uhonorowany został w 2013 r. jako Dzień Wolności i Praw Obywatelskich. Wtedy wszystkie karty w grze trzymali Donald Tusk z Bronisławem Komorowskim i nie da się wytłumaczyć nieprzeprowadzenia tak prostej ustawy. Tym bardziej że panowała ogólna zgoda i uchwałowy produkt zastępczy przeszedł w Sejmie stosunkiem 405:0 przy 25 wstrzymujących się posłach SLD oraz 30 nieobecnych. Notabene w minionej epoce rządów PiS kultowa data 4 czerwca 1989 r. była demonstracyjnie lekceważona i wręcz poniżana — w perspektywie rozkręcającej się kampanii wyborczej rok temu machina propagandowa władców sztucznie nagłaśniała i czciła… upadek wyjątkowo nieskutecznego rządu Jana Olszewskiego, który nastąpił również 4 czerwca, tyle że w 1992 r.

Wybory sprzed 35 lat miały gigantyczne znaczenie dla gospodarczych dziejów Polski. Już od 1 stycznia 1989 r. obowiązywała ustawa o działalności gospodarczej autorstwa ministra Mieczysława Wilczka, będąca rzutem na taśmę ostatniego rządu PRL, czyli premiera Mieczysława Rakowskiego. Wspominana z nostalgią do dzisiaj przez biznes ustawa na początku była jednak martwa, dopiero po 4 czerwca powszechne poczucie ponownego odzyskania wolności spowodowało eksplozję narodowej przedsiębiorczości. W pierwszych latach było bardzo ciężko, szokująca terapia finansowa wicepremiera Leszka Balcerowicza od 1 stycznia 1990 r. rzuciła na głęboką wodę bez kół ratunkowych całe branże i grupy społeczne, które nie umiały pływać. PKB na kilka lat spadł nawet poniżej poziomu z kryzysowej końcówki PRL. Gospodarczego dna sięgnęliśmy podczas krótkich rządów premiera Jana Olszewskiego, który nie był w stanie nawet wnieść do Sejmu projektu budżetu państwa na rok 1992. Jedyny raz po wojnie uchwalono wtedy prowizorium na pierwszy kwartał, a dopiero po upadku fatalnego rządu udało się przegłosować całoroczny budżet'92. Na szczęście nie zapukaliśmy jednak w dno od spodu — od 1993 r. rozpoczęło się bardzo powolne i stopniowe odbijanie się. Naprawdę jednak właśnie 4 czerwca 1989 r. wszystko się zaczęło…