Krajowi producenci alkoholu wystąpili do głównego negocjatora członkostwa Polski w Unii Europejskiej z wnioskiem o utrzymanie po rozszerzeniu UE przez siedem lat 7-proc. stawki celnej na import trunków. Negocjatorzy nie ukrywają, że postulat nie ma większych szans na akceptację. Na pomoc państwa mają szanse jedynie małe i średnie browary. Zdaniem Jerzego Plewy, wiceministra rolnictwa odpowiedzialnego za negocjacje z UE, istota liberalizacji polega na odchodzeniu od stawek celnych. Można to tłumaczyć tylko w jeden sposób: Bruksela nie zgodzi się na ich zachowanie na dotychczasowym poziomie, i to przez siedem lat. Sprawą do negocjacji jest więc tylko tryb odchodzenia od opłat granicznych, Unia zaś naciska, by go zdecydowanie przyspieszyć. Dlatego wydaje się, że redukcje stawek są nieuniknione.
To z pewnością nie ucieszy krajowych producentów alkoholu. W nieciekawej sytuacji znajdą się przede wszystkim małe i średnie browary, które przygotowały własny wniosek do głównego negocjatora, jednak ze względów technicznych został on dołączony do postulatów branży spirytusowej.
— Obecnie obowiązująca 7-proc. stawka celna na alkohol i tak jest stawką obniżoną, czyli preferencyjną. Dla nas jest to zło konieczne. By rzeczywiście ochronić rynek, a szczególnie małe i średnie browary, stawka powinna wynosić około 20 proc. — podkreśla Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Małych i Średnich Browarów Polskich.
Podkreśla też, że wobec twardego stanowiska UE pewnym sukcesem byłoby, gdyby 7-proc. stawkę udało się zachować do czasu akcesji.
Więcej we wtorkowym Pulsie Biznesu.