"To ewidentne naruszenie zasad techniki górniczej" - powiedział podczas środowej konferencji prasowej w Katowicach wiceprezes WUG, Piotr Litwa.
Dodał, że w trakcie prowadzonych w tym rejonie w dniach 17-21 listopada prac czujniki aż 44 razy stwierdziły przekroczenie dopuszczalnych stężeń metanu, z czego 9 razy były to stężenia w granicach wybuchowości. Łączny czas, kiedy przekroczone były stężenia, wynosił w tym okresie 336 minut.
Litwa potwierdził, że czujniki metanometrii w chodniku 1030 metrów pod ziemią były zamontowane tak, aby znajdowały się w prądzie świeżego powietrza. W ten sposób ich wskazania b. zaniżone. Zgodnie z przepisami, gdy stężenie przekracza 2 proc., trzeba przerwać prace. Metan wybucha przy stężeniu od 5 do 15 proc.
Wśród przyczyn katastrofy Litwa wymienił złą organizację robót, złamanie
przepisów w zakresie zwalczania zagrożenia metanowego oraz zupełne zaniechanie
profilaktyki przeciwko wybuchom pyłu węglowego. Komisja ustaliła, że w
"Halembie" 21 listopada najpierw zapalił się metan, potem wybuchł; następnie
wybuchł także pył węglowy. (PAP)