Wyborcza kakofonia

W debacie wyborczej „PB” wokół energetyki padały obietnice odejścia od węgla i rozwoju fotowoltaiki, a do budowy atomu zapraszano Chińczyków. Eksperci sprowadzają polityków na ziemię

Zapraszamy do wyborczego GPS, czyli gospodarczego testu wyborczego.

Temat klimatu i energetyki wysuwa się już na pierwszy plan w pracach
nowej Komisji Europejskiej. W polskiej kampanii wyborczej te tematy też
odgrywają znaczącą rolę. W wyborczej debacie „PB” na pytania energetyczne
odpowiadali: Władysław Teofil Bartoszewski (z lewej, KW Polskie Stronnictwo
Ludowe), Leszek Skiba (KW Prawo i Sprawiedliwość), Dariusz Standerski (KW
Sojusz Lewicy Demokratycznej), Jakub Kulesza (KW Konfederacja Wolność i
Niepodległość) i Izabela Leszczyna (KKW Koalicja Obywatelska PO, .N, iPL i
Zieloni).
Zobacz więcej

WAŻNE KWESTIE:

Temat klimatu i energetyki wysuwa się już na pierwszy plan w pracach nowej Komisji Europejskiej. W polskiej kampanii wyborczej te tematy też odgrywają znaczącą rolę. W wyborczej debacie „PB” na pytania energetyczne odpowiadali: Władysław Teofil Bartoszewski (z lewej, KW Polskie Stronnictwo Ludowe), Leszek Skiba (KW Prawo i Sprawiedliwość), Dariusz Standerski (KW Sojusz Lewicy Demokratycznej), Jakub Kulesza (KW Konfederacja Wolność i Niepodległość) i Izabela Leszczyna (KKW Koalicja Obywatelska PO, .N, iPL i Zieloni). Fot. GK

W ogniu dyskusji politycy mówią często więcej, niż piszą w partyjnych programach. Mówią też czasem co innego, niż napisali. W debacie „Pulsu Biznesu” przedstawiciele pięciu ogólnopolskich komitetów wyborczych przedstawili wizje dla polskiej energetyki, która dziś oparta jest w blisko 80 proc. na produkcji prądu z węgla. Jak ten sektor ma stawić czoła światowym trendom oraz wymogom Unii Europejskiej, domagającej się zwiększania udziału odnawialnych źródeł energii?

PiS na słonecznej fali

Za kontynuowaniem obecnej polityki opowiada się Leszek Skiba, wiceminister finansów i kandydat na posła w okręgu chełmskim, reprezentujący komitet PiS.

— Jest szansa, by wykorzystać w Polsce energię ze słońca. Dlatego Ministerstwo Środowiska i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej inwestują w program Mój prąd, który ma wspierać rozwój czystych źródeł energii w gospodarstwach domowych — podkreślał Leszek Skiba.

Wyliczał, że jeśli wszystkie domy w Polsce będą miały własne instalacje solarne i będą dzięki temu niezależne energetycznie, to pokryta zostanie w ten sposób „jedna czwarta polskiej produkcji energii elektrycznej”. Zdaniem Marcina Ścigana, kierownika ds. OZE w think tanku Forum Energii, potencjał techniczny fotowoltaiki w Polsce rzeczywiście jest w zasadzie nieograniczony.

Zobacz, co o energetyce powiedzieli przedstawiciele sztabów wyborczych podczas gospodarczej debaty wyborczej Pulsu Biznesu: 


Cała debata  

— Cały kraj ma odpowiedni poziom nasłonecznienia, by produkować energię ze słońca, a panele na dachach domów są coraz bardziej popularne. 25-procentowy udział energii słonecznej w produkcji energii elektrycznej jest możliwy w przyszłości, ale musi być wzmocniony zdywersyfikowanym portfolio odnawialnych źródeł w całym systemie elektroenergetycznym oraz zmianą organizacji rynku energii, żeby zintegrować te źródła w systemie — stwierdził Marcin Ścigan.

Aleksander Śniegocki, kierownik projektu energia i klimat w WiseEuropa, przypomina zaś, że gospodarstwa domowe odpowiadają za około 20 proc. zużycia energii elektrycznej w Polsce.

— Nie każde z nich może się jednak uniezależnić energetycznie dzięki fotowoltaice, szczególnie dotyczy to mieszkańców bloków. Panele słoneczne ponadto są też montowane przez przedsiębiorstwa,poza tym funkcjonują farmy fotowoltaiczne oddające energię wprost do systemu energetycznego — tłumaczył Aleksander Śniegocki.

Jego zdaniem głównym ograniczeniem potencjału fotowoltaiki będzie powolny rozwój wielkoskalowego magazynowania energii.

— Wraz z postępem technologii jednak maksymalny udział PV w systemie będzie rósł i może przekroczyć 20 proc. — powiedział Aleksander Śniegocki.

PO wplata temat smogu

Uczucie niedosytu mogły pozostawić wypowiedzi Izabeli Leszczyny, posłanki PO, kandydującej z Częstochowy. Zapytana o wizję miksu energetycznego przypomniała o problemie smogu.

— Ponad 40 tys. Polaków umiera rocznie z powodu smogu. Polska jest liderem niskiej emisji, trzeba to w końcu zatrzymać — mówiła Izabela Leszczyna.

Tymczasem smog, czyli zjawisko zanieczyszczonego powietrza, ma w Polsce związek głównie ze spalaniem szkodliwych substancji w domowych piecach, a także ze spalinami samochodowymi. Trujące elementy utrzymują się nisko nad ziemią, stąd nazwa niskiej emisji. Wbrew sugestii posłanki PO sektor wytwarzania energii ma ze smogiem związek luźny, a zawodowe ciepłownie i elektrociepłownie wręcz wspierają walkę ze smogiem. Im więcej gospodarstw domowych podłącza się do sieci ciepłowniczej, tym mniejsze są emisje z domowych pieców.

PSL i Lewica przyspieszają

Za najbardziej zieloną i najbardziej ambitną partię w tym obszarze uznał się PSL, którego reprezentował Władysław T. Bartoszewski, jedynka na warszawskiej liście PSL.

— Jesteśmy najbardziej ambitni i chcemy, by do 2030 r. połowa energii pochodziła z odnawialnych źródeł. Najważniejszą rolę do odegrania miałyby morskie farmy wiatrowe, które powinny odpowiadać za 15 proc. zielonej energii w 2035 r. Oprócz tego potrzebna jest fotowoltaika, biogazownie i energetyka prosumencka — powiedział Władysław T. Bartoszewski.

Niewiele za PSL plasują się zielone ambicje Lewicy. Dariusz Standerski, szef jej zespołu programowego, przypomniał, że w zielonym pakcie dla Polski Lewica opowiedziała się za bardzo szybkim wzrostem OZE w miksie energetycznym.

— W perspektywie 10 lat udział odnawialnej energii ma wynieść przynajmniej 40 proc. miksu, a w 2035 r. ma to być już większość — mówił Dariusz Standerski.

Ostrożnie, zwłaszcza do zapowiedzi PSL, podchodzi jednak Marcin Ścigan z Forum Energii.

— 50 proc. udziału OZE w 2030 r. to bardzo ambitne założenie, ale raczej trudne do realizacji. Z jednej strony OZE buduje się szybko, ale z drugiej — w 2017 r. jedynie10,9 proc. naszej energii pochodziło ze źródeł odnawialnych. Jednocześnie cel 15-procentowego udziału OZE w 2020 r. jest zagrożony — stwierdził Marcin Ścigan.

Rezerwę było słychać też u Aleksandra Śniegockiego.

— Wszystkie kluczowe technologie OZE, czyli fotowoltaika, farmy wiatrowe na lądzie i morzu, są szybko skalowalne, ale głównym ograniczeniem jest dostosowanie infrastruktury sieciowej. Osiągnięcie tak wysokiego udziału OZE w perspektywie kilkunastu lat jest więc możliwe, choć nadążenie z rozbudową infrastruktury do 2030 r. będzie bardzo trudne — powiedział Aleksander Śniegocki.

Marcin Ścigan twierdzi jednak, że warto stawiać sobie ambitne cele.

— Transformacja sektora energii jest nieunikniona i w przyszłości to OZE będą dominującym źródłem. Paliwo z wiatru i słońca jest w końcu za darmo i nic nie emituje — tłumaczył Marcin Ścigan.

Konfederacja i chiński atom

Na przeciwnym biegunie plasują się plany Konfederacji, choć także ten komitet nie unikał kwestii czystej wody i powietrza, a także alokacji zasobów rzadkich, czyli węgla czy gazu.

— Te zasoby nie są odnawialne i prędzej czy później się skończą. Ekonomia zmusi nas do zmiany miksu, bo koszt wydobycia gazu, ropy i węgla będą coraz większe — mówił Jakub Kulesza, przewodniczący koła poselskiego Konfederacji Wolność i Niepodległość.

Pieniądze Konfederacja chce kierować nie w kierunku OZE, lecz w kierunku atomu.

— Jestem pewien, że Chińczycy byliby w stanie wybudować w Polsce taką elektrownię w pięć lat. Wystarczy chcieć — podkreślał Jakub Kulesza.

Marcin Ścigan przypominiał jednak, że o ile technologia chińska rozwija się bardzo dynamicznie, o tyle w ostatnich latach tylko jeden blok w Chinach udało się uruchomić w okresie poniżej pięciu lat.

— Średni okres budowy bloku jądrowego na świecie w ostatniej dekadzie wynosi 10 lat. To powinno dawać do myślenia. Jeśli dołożymy do tego fakt, że procedury, koszty pracy czy standardy w Chinach i w Europie są zupełnie inne, okaże się, że nie ma dużo powodów do optymizmu. Co ciekawe, analizując światowy przyrost mocy w sektorze elektroenergetycznym w latach 2009-19, widzimy, że zamykamy więcej starych elektrowni jądrowych niż otwieramy nowych — stwierdził Marcin Ścigan.

— Nie należy porównywać czasu budowy elektrowni jądrowych w Europie i w Chinach ze względu na różnice w otoczeniu regulacyjnym. Ponadto należy uwzględnić czas na formalne przygotowania projektu przed rozpoczęciem budowy — dodał Aleksander Śniegocki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu