Wybory krzyżują plany firm drogowych

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2015-06-15 00:00

Biznes prosi drogowców o przyspieszenie inwestycji. Boi się, że zwlekanie z przetargami zakończy się opóźnioną kumulacją zleceń, czyli kłopotami

Niespełna 14 mld zł — tyle sięga wartość już podpisanych kontraktów drogowych z nowej perspektywy unijnej, które mają być wykonane do 2020 r. Kosztorysy inwestora, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), opiewały na kwoty o 4 mld zł wyższe.

Miliardy w poczekalni

GDDKiA jest wśród publicznych zleceniodawców liderem w ogłaszaniu i rozstrzyganiu przetargów, ale przedstawiciele firm budowlanych uważają, że powinna jeszcze bardziej przyśpieszyć.

— 14 mld zł nie jest dużą kwotą, skoro wiele tych inwestycji zapowiedziano dwa lata temu, wpisując do załącznika programu budowy dróg na lata 2011-15 — uważa Barbara Dzieciuchowicz. W czerwcu mijają dwa lata od zaakceptowania przez rząd tzw. załącznika nr 5, w którym zaplanowano projekty za 35,7 mld zł. 5 mld zł miało być już zainwestowane w 2014 r., ale faktyczne wydatki nie przekroczyły 20 proc. tej kwoty. Do rządowego „piątego załącznika” dopisano natomiast kolejne inwestycje oraz opracowano załącznik nr 6, w który wpisano planowane obwodnice. Dzięki temu rząd zgodził się sfinansować inwestycje warte w sumie około 72 mld zł. Na rozstrzygnięcia czekają więc drogowe zlecenia o wartości 54 mld zł (kosztorys). Przedstawiciele firm i organizacji budowlanych liczą, że rząd nie będzie zwlekać z ich rozstrzygnięciem, by chwalić się nimi, kiedy na dobre ruszy kampania wyborcza.

Program wyborczy

Przedsiębiorcy narzekają, że dopiero za kilka miesięcy rząd przyjmie nowy program inwestycyjny, w który zostaną wpisane nie tylko zaplanowane w załącznikach inwestycje, ale także nowe przedsięwzięcia przewidziane do realizacji do 2023 r. W projekcie drogowego programu wpisano zadania warte 93 mld zł. Maria Wasiak, minister infrastruktury, zapowiedziała jego przyjęcie po wakacjach, bo resort chce wykorzystać oszczędności przetargowe i znaleźć dodatkowe źródła finansowania, by wydłużyć listę inwestycji. Musi także przeprowadzić konsultacje społeczne prognozy oddziaływania na środowisko (potrwają do 26 czerwca). Fachowcy z branży drogowej spodziewali się, że rząd zaakceptuje program budowy dróg najdalej w maju tego roku. Nie doczekali się. Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA, informuje, że do czasu zatwierdzenia dokumentu przez Radę Ministrów dyrekcja może rozstrzygać jedynie przetargi zapisane w załącznikach starego programu.

— Wygląda na to, że skoro rząd chce przyjąć program dopiero po wakacjach, to faktycznie wykorzysta go jako narzędzie propagandowe w kampanii wyborczej. Mówienie o nowych źródłach finansowania też może niestety okazać się jedynie wyborczą obietnicą. Dla branży to zła informacja, bo firmy muszą mieć czas, by przygotować się do realizacji inwestycji — uważa Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Lekcja 2012

Barbara Dzieciuchowicz prognozuje, że skoro program zostanie zaakceptowany dopiero za kilka miesięcy, ogłoszenia przetargów można spodziewać się dopiero w przyszłym roku. Ich rozstrzygnięcie zajmie rok lub dwa lata. W efekcie przesunie się prognozowany w branży boom inwestycyjny. Pierwotnie spodziewano się go już w tym roku, jednak Barbara Dzieciuchowicz uważa, że kumulacja zleceń nastąpi w latach 2017-19. Do poprzedniej doszło przed EURO 2012. Skończyła się fatalnie zarówno dla wykonawców, jak i GDDKiA. Pierwsi proponowali w przetargach bardzo niskie ceny, natomiast skumulowanie realizacji zaowocowało znacznym wzrostem cen materiałów. W efekcie kontrakty stały się nierentowne, wielu wykonawców zbankrutowało lub porzuciło place budowy, a drogowa dyrekcja musiała szukać nowych, którzy do tej pory kończą realizację opóźnionych inwestycji.