Już tylko dwa dni zostały kandydatom na prezesa PKO BP na złożenie podania o pracę. Z informacji "PB" wynika, że zainteresowanie jedną z najbardziej prestiżowych posad w kraju jest bardzo duże. Podobnie było przed trzema laty jesienią 2008 r.: o fotel po zdymisjonowanym prezesie Jerzym Pruskim starało się aż czternastu chętnych.
Tym razem duże zainteresowane może jednak nie przełożyć się na liczbę aplikacji.
— Na pytanie, czy przygotowuję aplikację, odpowiadam — nie. Bez poparcia wpływowych osób wygrana jest niemożliwa. Konkurs jest oczywistą fikcją. Na długo zanim się zakończy, wiadomo, kto go wygra — mówi anonimowo osoba potencjalnie zainteresowana konkursem..
Ryzyko, że w fotelu szefa PKO BP zasiądzie przypadkowa osoba, jest jednak mniejsze niż kilka lat temu. Tym razem zanosi się na to, że wybór, niezależnie od politycznych układanek, odbywać się będzie wśród sprawdzonych menedżerów. Na giełdzie pojawiają się nazwiska Sławomira Lachowskiego, Mariusza Grendowicza, Jacka Obłękowskiego. Jak wynika z naszych informacji, żaden z liczących się w grze kandydatów nie podjął jeszcze decyzji o kandydowaniu. W miniony weekend toczyły się natomiast rozmowy polityków z zainteresowanymi posadą w banku. Według naszych informacji, w spotkaniu uczestniczył m.in. jeden z byłych prezesów banku.
Więcej w poniedziałkowym Pulsie Biznesu.