Wybory wyborom nie są równe

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-01-04 20:00

Każdego roku w kilkudziesięciu państwach odbywają się wybory władz o bardzo zróżnicowanym poziomie i znaczeniu. 2024 r. pozostaje w statystycznej normie, natomiast wyróżnia się zsumowaną liczbą obywateli państw, w których odbędą się głosowania — to prawie połowa ludzkości. Ćwiartkę populacji stanowią już dwie pozycje — 1,4 mld mieszkańców najludniejszych na świecie Indii oraz około 0,5 mld obywateli Unii Europejskiej.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Oczywiście wybory wyborom nie są równe, nominalna demokracja okazuje się bardzo rozciągliwa. W kategorii powszechne wybory prezydenta mieszczą się zarówno farsy w Azerbejdżanie (7 lutego) czy Rosji (17 marca), jak też autentyczne starcie w Stanach Zjednoczonych Ameryki (5 listopada). 62-letni Ilham Alijew przejął azerski ster z rąk ojca w 2003 r. i nie odda go do końca własnej aktywności biologicznej, a nawet wówczas wyłącznie synowi. 72-letni Władimir Putin, który kremlowskim carem jest nieprzerwanie od 2000 r. (sytuacji nie zmieniło jego taktyczne przejście na stanowisko premiera w czterolatce 2008-2012), ma analogiczny plan, przy czym nie posiada namaszczonego potomka. W USA natomiast dojdzie w pierwszy wtorek listopada do powtórki z 2020 r., czyli konfrontacji dwóch staruszków — 82-letniego Josepha Bidena z 78-letnim Donaldem Trumpem. Abstrahując od wszystkich innych okoliczności, naprawdę szokuje niemożność wygenerowania przez klasę polityczną najpotężniejszego państwa świata kandydatów młodszych. Bez względu na tegoroczny wynik w orszaku prezydenta USA poza oficerem z kodami dostępu do arsenału nuklearnego najważniejszy będzie dyżurny geriatra.

Wybory w USA zajmują w skali globalnej ważności oczywiście pierwsze miejsce. Po drugiej wojnie światowej powstała całkiem zasadna teoria, że wybierany jest prezydent Ziemi, i to realny, a nie symboliczny. W dawnych czasach konsekwentnie odrzucał tę burżuazyjną tezę Związek Radziecki, obecnie zaś robi to Chińska Republika Ludowa, której celem strategicznym jest strącenie USA z najwyższego miejsca na podium. W tym kontekście dość niespodziewanie ważne również dla nas będą 13 stycznia wybory prezydenta nieuznawanej w prawie międzynarodowym tzw. Republiki Chińskiej, czyli po prostu Tajwanu. Głównym tematem kampanii jest prowadzenie przez nowego prezydenta relacji z komunistycznymi Chinami, które nigdy nie odpuszczą idei wchłonięcia wyspy od 1949 r. uznawanej za zbuntowaną prowincję.

Marcowa oczywista reelekcja Władimira Putina będzie miała akcenty nieznane poprzednio. Głosowanie przeprowadzone zostanie nie tylko na Krymie, lecz także na innych terytoriach zagarniętych Ukrainie podczas napastniczej wojny i jednostronnie wchłoniętych przez Federację Rosyjską, czyli w częściach obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego. Car stawia świat przed faktami dokonanymi i wyklucza jakiekolwiek ustępstwa terytorialne. Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, rozumuje identycznie, lecz w odwrotną stronę. Zanosi się zatem na zabetonowanie konfliktu, przynajmniej dopóki prezydentem Rosji będzie Władimir Putin.

Nasze wybory samorządowe odbędą się 7 kwietnia (z drugą turą w części miast/gmin 21 kwietnia), ale ten tekst ich nie dotyczy. Nie można natomiast pominąć powszechnych wyborów do Parlamentu Europejskiego (PE), które w 27 państwach unijnych odbędą się w przedłużony weekend 6-9 czerwca. Większość, w tym Polska, przeprowadzi je w ostatnim z podanych dni, czyli tradycyjnie w niedzielę. W nowej kadencji PE będzie liczył 720 europosłów (obecnie jest ich 705), zaś w Polsce wyłonionych zostanie 53. Od wyniku wyborów mogą zależeć różne unijne polityki — dotyczące np. wojny w Ukrainie, sankcji nakładanych na Rosję, imigracji, zmian klimatu czy praworządności. Nowy PE zdecyduje w lipcu, czy zatwierdzi przewodniczącego Komisji Europejskiej wyłanianego i zgłaszanego przez inny organ — szczyt Rady Europejskiej, czyli 27 prezydentów/premierów.

Spośród innych wyborów na pewno znaczenie globalne będzie miał nowy skład parlamentu Indii. Premier Narendra Modi liczy na trzecią kadencję, podczas której zamierza umacniać pozycję ogromnego państwa, zwłaszcza w grupie G20, oraz właśnie rozbudowanej o nowych członków antyamerykańskiej i generalnie antyzachodniej grupie BRICS. Ciekawe, że nie przystąpiło do niej najbardziej ludne państwo muzułmańskie — Indonezja, w której także odbędą się wybory, zarówno prezydenckie, jak też parlamentarne. Uprawnionych do głosowania jest tam prawie 205 mln osób…

Na naszym kontynencie nie zabraknie emocji poza samym wyłonieniem ponadnarodowego PE. Prezydentów wybiorą m.in. Słowacy, Finowie i Rumuni. W tych państwach panują ustroje parlamentarno-gabinetowe, ich głowy mają zróżnicowaną możliwość aktywnego wpływu na politykę, ale np. w Rumunii jest ona dosyć duża. W końcu roku odbędą się również wybory prezydenta Chorwacji. Myśli o powrocie do władzy nie wyzbyła się Kolinda Grabar-Kitarović. Gdyby się jej udało, mógłby ponownie ożywić się polsko-chorwacki most inwestycyjny znany pod nazwą Inicjatywy Trójmorza.