Wydajemy więcej, czyli jednak mniej

opublikowano: 15-03-2018, 22:00

Odprawa kadr sił zbrojnych upłynęła pod znakiem demonstracyjnej wręcz jedności między ośrodkiem prezydenckim a MON.

Ato ci pech — wczoraj wkrótce po zakończeniu corocznej odprawy prezydenta z kierownictwem Ministerstwa Obrony Narodowej oraz najwyższymi dowódcami wojskowymi nadeszła z brukselskiej kwatery Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) nieprzyjemna wiadomość. Precyzyjny raport stwierdza, że w 2017 r. tylko cztery sojusznicze państwa (USA, Grecja, Wielka Brytania i Estonia) wydały na obronność co najmniej 2 proc. własnego produktu krajowego brutto. Dzięki wysiłkowi amerykańskiemu całe NATO wydało 2,42 proc. zsumowanego PKB państw członkowskich, ale przecież na szczycie w Newport w 2014 r. wszyscy zobowiązali się do budżetowej solidarności. Pierwszy raz od 2015 r. z grona solidnych członków NATO wypadła Polska, lokująca się tuż pod kreską ze wskaźnikiem 1,99 proc. Paradoks polega na tym, że nasze wydatki rosły, i to realnie, jednak… wolniej od tempa wzrostu PKB.

Mamy cztery okręty podwodne – w tym zbudowanego w 1966 r. „Sępa”, który wkrótce zakończy służbę. O nowych jednostkach MON od dwóch lat tylko mówi…
Zobacz więcej

Mamy cztery okręty podwodne – w tym zbudowanego w 1966 r. „Sępa”, który wkrótce zakończy służbę. O nowych jednostkach MON od dwóch lat tylko mówi… Fot. Łukasz Dejnarowicz

Okoliczność, że gospodarka jako całość radzi sobie lepiej od sektora militarnego, nie jest żadnym powodem do lamentu. Podkopuje jednak doktrynę Prawa i Sprawiedliwości o realnym wzroście wydatków wojskowych właśnie w odniesieniu do PKB. W dokumencie „Koncepcja obronna Rzeczypospolitej Polskiej” znajduje się chwalebny wykres, obrazujący wzrost efektywności bojowej sił zbrojnych wraz ze zwiększaniem się wydatkowego odsetka PKB — od 2,0 proc. w 2017 r., przez 2,2 w 2020 aż do docelowego 2,5 w 2030. Teraz okazało się, że NATO zakwestionowało punkt startowy — niby tylko o 0,1 pkt. proc., jednak wizerunkowo to policzek. MON przypuszczalnie wyprodukuje dementi, że jednak osiągnęliśmy 2,0. Oznaczałoby to, że wszelka Bruksela jest wraża wobec tzw. dobrej zmiany — zarówno Komisja Europejska w dzielnicy unijnej, jak też kwatera NATO położona w zupełnie innej części miasta, koło lotniska.

Wspomniany dokument koncepcyjny ma jedną ogromną wadę — powstał rok temu. Dokonany wówczas tzw. strategiczny przegląd obronny potwierdził istnienie głębokiego konfliktu między ministrem Antonim Macierewiczem a prezydentem Andrzejem Dudą. Nieuznający niczyjej władzy szef MON niemal wyzerował znaczenie i wpływ konstytucyjnego zwierzchnika sił zbrojnych — dlatego przy okazji rekonstrukcji rządu wyleciał. Wczorajsza odprawa pod przewodem ministra Mariusza Błaszczaka upłynęła pod znakiem demonstracyjnej wręcz jedności między ośrodkiem prezydenckim a resortem. Dobrze ma się układać zwłaszcza współpraca nad nowym systemem dowodzenia siłami zbrojnymi. Potwierdziło to niedawne odblokowanie przez Andrzeja Dudę nominacji generalskich, których brak od listopada 2016 r. wywoływał ogromne niezadowolenie wyższej kadry dowódczej. Specjalny prezydencko-ministerialny zespół przygotowuje nowy system. W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego trwają także prace nad założeniami nowej strategii bezpieczeństwa narodowego, które MON powinno potraktować jako element wyjściowy do jej stworzenia. Wszystko to brzmi optymistycznie, tyle że… identyczne deklaracje słychać było oficjalnie od przejęcia w 2015 r. wszechwładzy w Polsce przez obóz PiS. Po zmianie ministra okazało się, że koncepcje Antoniego Macierewicza generalnie poszły do kosza. Naturalne pytanie retoryczne zatem brzmi — na czym realnie polegała tzw. dobra zmiana w siłach zbrojnych?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wydajemy więcej, czyli jednak mniej