10 lutego 2016 r. w sądzie w Dąbrowie Górniczej na licytacji komorniczej będzie można kupić nieruchomość, w której siedzibę ma Cash Flow (CF), notowany na GPW windykator, a właściwie — były windykator. Grzegorz Gniady, prezes i największy akcjonariusz CF, nie poinformował o tym rynku. Zresztą nie tylko o tym. „PB” dowiedział się, że już w październiku 2015 r. warszawski sąd oddalił pozew CF przeciwko Igorowi Kazimierskiemu, byłemu prezesowi spółki, o zapłatę ponad 2,2 mln zł. O tym też Grzegorz Gniady nie zaraportował, choć w 2012 r., kiedy powództwo było wytaczane, odpowiedni komunikat trafił na rynek.

— Jestem na feriach zimowych, informacja o obu tych sprawach jeszcze do mnie nie trafiła. Jak tylko trafi, odpowiednie raporty się pojawią — komentował Grzegorz Gniady.
Opieszałość sądu…
Siedziba CF wyceniona jest na 4,8 mln zł, a wystawiona na sprzedaż za 3,6 mln zł. Czy to oznacza, że obligatariusze CF mogą liczyć na odzyskanie przynajmniej części z utopionych ponad 20 mln zł? Bynajmniej. Z księgi wieczystej nieruchomości wynika, że hipoteka tylko na rzecz Banku Spółdzielczego w Katowicach opiewa na ponad 5,2 mln zł, a kolejni w kolejce są m.in. ZUS i gmina Dąbrowa Górnicza, którym CF od 2013 r. nie płaci należnych danin. CF nie płaci nikomu, bo od ponad dwóch lat praktycznie nie działa. Rok temu katowicki sąd rejonowy oddalił wnioski o upadłość spółki, bo stwierdził, że nie stać jej nawet na bankructwo. W kwietniu 2015 r. ten sam sąd orzekł, że Grzegorz Gniady przez 7 lat nie może prowadzić działalności gospodarczej ani pełnić funkcji członków organów spółek i innych podmiotów. Tym samym potwierdził, że szef CF przez wiele miesięcy (co najmniej od października 2012 r.!) nie złożył wniosku o upadłość spółki, mimo że miał taki obowiązek. I co? I nic — CF wciąż jest notowany na GPW, a Grzegorz Gniady nadal jest jego prezesem. To możliwe, bo decyzje się nie uprawomocniły — katowicki sąd okręgowy do dziś nie znalazł czasu na rozpatrzenie odwołań w obu sprawach!
…KNF…
To nie wszystko. CF ostatni raz opublikował raport okresowy za I kwartał 2014 r. Kolejnych siedmiu nie zdołał. Grzegorz Gniady co kilka miesięcy publikuje jedynie raporty bieżące, w których informuje, że spółka nie ma na to pieniędzy i że szuka inwestorów, którzy… sfinansują przygotowanie sprawozdań finansowych. Mimo tak kuriozalnej sytuacji CF wciąż jest na GPW, a Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) do dziś nie ukarała za to (ani za nic innego) ani spółki, ani jej prezesa. Co jakiś czas występuje jedynie do GPW o zawieszenie notowań CF, giełda to robi, a potem akcje byłego windykatora wracają do notowań. Dlaczego do dziś nadzór nie wykluczył walorów CF z obrotu? Czy nie uważa, że utrzymywanie takiej spółki na głównym parkiecie jest niezrozumiałe i dewastujące dla rynku? Te pytania pozostały bez odpowiedzi.
— W październiku 2015 r. wszczęliśmy postępowanie administracyjne w sprawie CF za brak raportów okresowych, wskazując,że spółce grozi wykluczenie z obrotu — ucina Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
…i prokuratury
Zwraca przy tym uwagę, że jeśli idzie o byłego windykatora, to nadzór nie był całkowicie bierny. Trzykrotnie zawiadamiał prokuraturę o naruszeniu prawa przez CF. Dwie z tych spraw (m.in. dotyczące nieprawidłowości przy emisji obligacji) zostały jednak umorzone, a toczy się tylko jedna, dotycząca podejrzenia wykorzystania informacji poufnych. Chodzi o ujawnione przez „PB” wydarzenia z końca 2013 r. 17 grudnia po sesji CF zaraportował o wniosku o upadłość, złożonym przez Copernicus Capital TFI. Tymczasem przez kilka dni poprzedzających kurs spółki spadł o ponad 60 proc. — z 1,10 zł do 0,42 zł za akcję. I to przy obrotach najwyższych od kilku lat. KNF potwierdziła wtedy „dużą koncentrację po stronie podaży”, która pojawiła się tuż przed publikacją raportu. Za wykorzystanie informacji poufnej grozi grzywna do 5 mln zł i kara więzienia do 5 lat. Na razie jednak nikt w tej sprawie zarzutów nie usłyszał.