Długie, powłóczyste, ale też krótkie spódnice, dopasowane sukienki i metaliczne garnitury, dużo futer i skór, kaszmiru i wełny. To wszystko w kolorystyce bieli i czerni, szarości i zgniłej zieleni. Tłem sceneria księżycowa — tak prezentowała się kolekcja jesienno-zimowa Simple na czerwcowym pokazie w warszawskim ATM Studio. Wyjątkowa, bo jubileuszowa — na 20-lecie firmy — i ostatnia, jaka wyszła spod ręki Lidii Kality.



— Chciałam, by kolekcja była bardziej glamour niż poprzednie. W końcu to podsumowanie mojej 20-letniej twórczości. Zależało mi na podkreśleniu wyjątkowości tego momentu — mówi Lidia Kalita.
Do końca października pracuje nad skompletowaniem kolekcji dla założonego przez siebie Simple, a potem zaczyna nowe projektanckie życie. Bo już nie może być wolnym duchem w odzieżowej spółce, którą siedem lat temu sprzedała giełdowemu Gino Rossi (za sprzedaż udziałów wraz z siostrą Mają Palmą otrzymały 32 mln zł — większość w gotówce, a część w akcjach Gino Rossi).
— Po sprzedaży firmy starałam się pracować z zapałem, wykazując wolę współpracy i cierpliwość, co przekładało się na sukces finansowy. W tym czasie dziewięć razy zmienił się zarząd firmy. Każdy miał inną wizję, ale liczono się z moim zdaniem. Teraz jest inaczej — twierdzi Lidia Kalita.
Wyjaśnia, że wraz z przyjściem kolejnego zarządu (od kwietnia 2012 r.) zmienił się sposób prowadzenia biznesu na bardziej korporacyjny, w którym kolekcji nie firmuje się nazwiskiem projektanta. Ten ma pozostać w cieniu.
— Nie mogłam się na to zgodzić i nigdy nie chciałam pracować w korporacji. Ten sposób prowadzenia biznesu tak bardzo mi nie odpowiada, że przestaje to być firma, którą stworzyłam. Traktowałam ją jak dom mody, a nie sieciówkę, dlatego nie chciałam się już podpisywać pod Simple, w którym rozmijało się moje i zarządu myślenie o produkcie. Pojęcie dyktator mody nie wzięło się z niczego. By ponosić odpowiedzialność za kolekcję, muszę mieć wpływ na wszelkie działania związane z produktem — uważa projektantka.
Winna pasja
Cieszy się na nowe wyzwania, ale żałuje rozstania z ludźmi, z którymi od lat tworzyła Simple. Każdy dzień przynosił niespodzianki, a do działania pchała ich wspólna pasja.
— Na koniec pasja przerodziła się w biznes i przekuła w wyniki finansowe. Nie wierzę w inną drogę do sukcesu — mówi założycielka firmy. Podkreśla, że Simple nigdy nie była sieciówką, czyli firmą z ubraniami dla mas. Jej zdaniem, to też była przyczyna sukcesu i pozyskania 70 tys. lojalnych klientek.
— Z kolejnymi kolekcjami starałam się przenosić kobiety w inne klimaty, by za każdym razem mogły poczuć, że są we właściwym miejscu i czasie. Sądzę, że moda jest sprzedawaniem marzeń o nas samych. W najnowszej kolekcji przenosimy kobietę w męskie klimaty, wojownicze. Kobieta co sezon zmienia swój wizerunek. A moda karmi się zmianami — mówi Lidia Kalita.
Najważniejsza jest dla niej jakość ubrań, dlatego nie wyobraża sobie, że mogłaby przenieść produkcję np. do Azji.
— Rynek zalewają rzeczy z poliestru. Ciuchy tak tanie, że można je kupować na kilogramy. Absolutnie nie chcę iść w tę stronę. W końcu coraz więcej osób zacznie zdawać sobie sprawę, że mniej znaczy lepiej. Uważam, że w Polsce już rośnie zapotrzebowanie na mniej masowy produkt, a projektanci wreszcie zaczynają sobie radzić. I powstaje rynek artystów — mówi założycielka Simple.
Cieszy ją, że pojawiają się kolekcje odzieżowe z prawdziwego zdarzenia.
— Coraz więcej polskich projektantów zaczyna robić kolekcje, przez które rozumie się nie 20-30 ubrań noszonych przez gwiazdy, lecz zmierzenie się z tak dużym wyzwaniem, z jakim ja mierzę się w Simple od 20 lat. To 350 modeli na sezon: od płaszczy przez suknie, bluzki, buty po torebki, paski i biżuterię. I to na każdą okazję — mówi Lidia Kalita.
Od początku
Teraz musi się zmierzyć z jeszcze większym zadaniem. Znów staje na początku drogi.
— Ale tym razem z dorobkiem człowieka i projektanta. Stworzyłam imperium modowe, które — mam nadzieję — będzie kontynuowane z sukcesem. Zostawiam w spadku rozpędzoną machinę, która idzie pełną parą. Będę obserwować rozwój firmy pod kierunkiem nowego zespołu projektantów, ale sama podążę inną drogą. Z pewnością dalej będę projektowała — mówi Lidia Kalita. Od słów przechodzi do czynów. Zakłada firmę odzieżową pod własnym nazwiskiem.
Planuje stworzenie jednej marki, ale dwóch linii: codziennej Kalita i nieco droższej wieczorowej Lidia Kalita.
— Chcę, by moje ubrania nosiły kobiety, które ubierały się w Simple. To aktywne, przebojowe, ciekawe świata osoby — mówi projektantka. Na początek nie zakłada dużej skali działalności.
— Na pewno chcę otworzyć sklepy stacjonarne. Pierwszy może już w 2014 r. Nie ucieknę też od e-handlu — dodaje. Zapewnia, że ekscytuje ją nowe wyzwanie.
— Będzie nim stworzenie kolekcji odbieranej tak dobrze jak poprzednie. Wiem, że muszę stanąć na wysokości zadania, ale z poczuciem, że nie muszę sobie nic udowadniać. Spełniłam się jako projektant dużej firmy odzieżowej, czas na bardziej autorski projekt — mówi Lidia Kalita.
Na razie nie chce powiedzieć, ile zainwestuje w nowe odzieżowe dziecko.
— Dla mnie zawsze najważniejsza była ciekawość twórcza, bo wierzę, że tylko tak można zbudować coś ciekawego. Sukcesu nie da się wpisać w tabelkę Excela — mówi artystka.
Kiedy pojawi się pierwsza kolekcja pod nową marką?
— Będzie, gdy poczuję, że chcę ją stworzyć. Być może już wiosenno-letnia. Ale nie chcę robić nic na siłę. Niemniej mam jasno określoną wizję tego, co chcę stworzyć — podkreśla Lidia Kalita.
Na początek chce spróbować sił w Polsce. I, jak mówi, nawet nie chce wiedzieć, dokąd ją zaprowadzi nowa droga.
— Może powstanie jeden sklep, a może 50. Tak jak nigdy nie planowałam rozwoju Simple, który toczył się w sposób zupełnie naturalny, bo przybywało klientek, a w ślad za tym rozwijała się sieć, tak nie zamierzam planować rozwoju nowej firmy. Jednego jestem pewna — chcę mieć pełną możliwość kontroli nad kolekcją — podkreśla Lidia Kalita.
Ale nowy biznes nie będzie się wiązał tylko z wyzwaniem artystycznym. Projektantka wie, że będzie musiała zmierzyć się ze sprawami czysto biznesowymi. Z tym jednak Lidia Kalita też jest za pan brat. Bo zarządzanie firmą nie ma dla niej tajemnic.
— Przez cały czas spędzony w Simple nie przestałam się zajmować rozbudową sieci i zarządzaniem — przypomina. I dodaje, że trudno powiedzieć, co się zdarzy za pięć lat.
— Woody Allen mawia, że jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to opowiedz mu o swoich planach. Wiem, że świat jest w zasięgu ręki, a ja czuję się na to gotowa — zapowiada Lidia Kalita.
