Wymiana ciosów

Adam Sofuł
opublikowano: 11-05-2007, 00:00

Taką mamy w Polsce nową świecką tradycję, że zanim przejdzie się do meritum sprawy, najpierw trzeba się trochę poboksować. Nie inaczej jest z rozprawą w sprawie ustawy lustracyjnej przed Trybunałem Konstytucyjnym. Dyskusja o tym, co się komu w tej ustawie podoba, a co nie, zaczęła się półtora dnia po rozpoczęciu postępowania. Wcześniej mieliśmy dwa wnioski o odroczenie rozprawy, jeden o wykluczenie z niej czterech sędziów, ekspresową lustrację dwóch innych członków trybunału, zakończoną ich wyłączeniem. Przez półtora dnia dyskusja nie toczyła się wokół ustawy, lecz wokół tego, czy, kiedy i pod jakimi warunkami trybunał może rozpocząć pracę.

Strona sejmowa reprezentowana przed trybunałem przez posła Arkadiusza Mularczyka nie złamała prawa — każda strona w postępowaniu sądowym może składać takie wnioski, jakie w ostatnich dwóch dniach zostały złożone. To, że intencje złożenie tych wniosków budzą niesmak — bo chodziło jedynie o przedłużenie postępowania poza magiczną datę 15 maja — to już całkiem inna sprawa. Trybunał — jak dotychczas — wyszedł z tych zawirowań obronną ręką — decyzja przewodniczącego Jerzego Stępnia, który wykluczył z postępowania dwóch sędziów, co do których pojawiły się wątpliwości — była jedyną możliwą reakcją. Dość dociekliwe pytania trybunału, jakie stawiano reprezentującemu skarżących posłowi Ryszardowi Kaliszowi świadczą o tym, że ostateczny werdykt nie musi być bynajmniej przesądzony.

Godna pochwały jest też determinacja, by werdykt zapadł jednak przed 15 maja. Jeżeli trybunał uzna, że ustawa jest sprzeczna z konstytucją, to lepiej nie stosować złego prawa, jeśli uzna, że jest zgodna — zwolennicy obecnej ustawy zyskają potężny i ostateczny argument w dyskusji z przeciwnikami lustracji. Kolejne wnioski posła Mularczyka wskazują, że PiS jednak w ten drugi scenariusz nie wierzy, i to niekoniecznie ze względu na wiarygodność sędziów trybunału.

Polityczno-lustracyjny boks przed trybunałem przyniósł jednak mniej lub bardziej wymierne szkody. Bo spór o lustrację niepostrzeżenie przemienił się w spór o Trybunał Konstytucyjny. Pojawiły się głosy, że sędziowie powinni się najpierw zlustrować, zanim zaczną orzekać, że trybunał staje na drodze lustracji. Prowadzi to do prostego wniosku, że sąd konstytucyjny staje się zawalidrogą, bo ośmiela się oceniać ustawy, których intencje są przecież tak szlachetne jak ustawy lustracyjnej. To niebezpieczny wniosek. Trybunał ma po prostu ocenić jakość stanowionego prawa. Tylko tyle i aż tyle. Lustracja nie jest — jak twierdzą przeciwnicy — tragedią narodową porównywalną ze szwedzkim potopem, ani — jak myślą zwolennicy — strzelistym aktem oczyszczenia życia publicznego. To trudny i często bolesny proces. Dobrze więc, by regulowało go dobre prawo. I o to właśnie ma zadbać Trybunał Konstytucyjny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu