
W efekcie do czwartku włącznie rynki operowały w modelu rosnącej awersji do ryzyka, bez jakichś przesadnych wahnięć w nastrojach. Tylko na Wall Street indeksy zanotowały zmiany, które wskazują na redukowanie ryzykownych zakładów i szukanie bezpiecznych przystani w czasie spowolnienia gospodarczego. Ucieczka od ryzyka spowodowała, iż w tygodniu skróconym do czterech sesji Nasdaq Composite spadł o przeszło 1 procent, gdy DJIA wzrósł o 0,6 procent, a szeroki S&P500 oddał 0,1 procent. Inne rynki mniej lub bardziej dokładnie powieliły zachowania Wall Street, a całość sprowadziła się do czekania na to, jaką wymowę będą miały piątkowe dane z rynku pracy w USA i jak zmienią oczekiwania wobec kolejnego posiedzenia FOMC, które będzie miało miejsce właściwie na otwarciu maja, więc jeszcze przed publikacją kolejnych danych z rynku pracy, tym razem za kwiecień. W istocie dane marcowe były ostatnimi do wyceny przed kolejnym komunikatem FOMC.
Dane nie mogły być bardziej neutralne. Z jednej strony wzrost liczby etatów poza rolnictwem o 236 tys. był lepszy od prognoz, gdy z drugiej zatrudnienie wzrosło o sumę najniższą od przeszło dwóch lat. Rynki wyciągnęły jednak z tego wniosek, iż Fed będzie mógł podnieść jeszcze raz stopy procentowe na majowym posiedzeniu FOMC o 25 punktów, czym zakończy cykl. W sumie trudno mówić tu o zaskoczeniu, gdy większość rynku ma świadomość, iż polityka Fed jest teraz zależna od danych makro. Ciekawiej prezentują się oczekiwania rynku – np. mierzone notowaniami Fed Fund Futures – co do przyszłości polityki Fed w fazie redukowania ceny kredytu. Członkowie FOMC i przedstawiciele Fed zdają się mówić, iż po zakończeniu cyklu podwyżek polityka monetarna przejedzie w fazę wait&see i pozostanie w tym położeniu przez miesiące. Fed Fund Futures wskazują jednak, iż rynek oczekuje pierwszej obniżki stóp procentowych już we wrześniu, a więc jeszcze w III kwartale, gdy Fed będzie podnosił stopy jeszcze w II kwartale. Bez wątpienia, jedna strona tego zakładu jest w błędzie. Naprawdę rynek wycenia szybką recesję – już w III kwartale – gdy Fed ciągle widzi ryzyko dalszego wzrostu cen bez złamania cyklu gospodarczego.
Można zakładać, iż do majowego komunikatu FOMC interpretacja każdych danych makro będzie budowana na tym pęknięciu między oczekiwaniami rynku i oczekiwaniami Fed. Wcześniej jednak władzę nad nastrojami przejmie – lub też częściowo odciągnie uwagę od danych makro – sezon publikacji wyników kwartalnych, który zacznie się raportami wielkich banków. Już w bieżącym tygodniu (14 kwietnia) inwestorzy dostaną do przetrawienia wyniki największych banków w USA, ale dla wszystkich oczywistością jest, iż tym razem uwaga będzie również skupiona na sektorze, który był centrum kryzysu zaufania wobec sektora, a więc bankach regionalnych. Nie ma wątpliwości, iż duzi posili się kłopotami małych, gdy mniejsi mają przed sobą pierwszy sezon wyników po okresie radykalnej walki średniaków o przetrwanie, co w praktyce oznaczało zwyczajnie większe koszty i przymus płacenia więcej klientom za depozyty. Warto zatem oczekiwać sezonu wyników kwartalnych, który raczej dołoży rynkom zmienności niż uspokojenia. Nie braknie zapewne niespodzianek i na tym polu szczególnie ciekawie prezentuje się sektor technologiczny, który w ostatnich miesiącach prowadził radykalnie programy oszczędnościowe. Niestety efektów tych działań rynek oczekiwał podnosząc ceny na Nasdaqu o 18 procent w I kwartale roku, więc nie braknie też rozczarowań i realizacji zysków.
