Wyniki finansowe potwierdzają recesję

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-03-10 00:00

Światełko w tunelu niby widać, ale do końca nie wiadomo, czy to już wylot, czy może nadjeżdżający z naprzeciwka pociąg — tak, w największym skrócie, można scharakteryzować wyniki osiągnięte przez spółki giełdowe w 2002 r. Bo niby większość spółek osiągnęła nieco lepsze wyniki niż rok wcześniej, ale rozkład branżowy i dynamika w poszczególnych branżach jednoznacznie potwierdzają rynkową wszechwładzę gospodarczej recesji. Ponadto przychody w dalszym ciągu pozostają na istotnie niższym poziomie niż dwa lata wcześniej, tak więc nie udało się jeszcze wrócić do sytuacji sprzed kryzysu.

Przychody wypracowane w ubiegłym roku przez wszystkie spółki giełdowe, zwane do niedawna elitą polskich przedsiębiorstw (ale bez uwzględnienia banków), są o ponad 2 proc. wyższe niż rok wcześniej. Jeżeli dodamy do tego wyniku bankowe przychody z odsetek, które spadły w sektorze o ponad 26 proc., odnotujemy już spadek prawie o 5 proc. Nieco inaczej wygląda to na poziomie zysku operacyjnego, a przede wszystkim zysku netto, ale nie należy zapominać, że ubiegły rok był pierwszym, w którym sprawozdania finansowe były sporządzane według zasad znowelizowanej ustawy o rachunkowości. Nowe przepisy zwiększają znaczenie zapisów memoriałowych w wyniku finansowym, umożliwiając księgowanie jako zysk wielkości jeszcze nie zrealizowanych.

Podobnie przy kapitałach własnych. Wzrosły one w 2002 r. (bez banków) o ponad 6 proc. Znaczenie może tu mieć, z jednej strony, rozliczenie strat z ubiegłych lat — zmniejszają one kapitały własne (ale nie obciążają rachunku wyników), z drugiej zaś uwzględnienie w księgach rynkowej wartości posiadanych aktywów trwałych. Jeżeli spółka posiada znaczne nieruchomości, i po raz pierwszy dokonuje ich wyceny rynkowej, przestaje dziwić nawet ogromny wzrost kapitałów własnych. Jeżeli dodamy do tego postępowania układowe w wielu spółkach i restrukturyzację należności publicznoprawnych wpływające na istotną poprawę wyników netto (wiele z nich zdecydowało się z tych procedur skorzystać), to mamy w miarę pełny obraz sytuacji.

Reasumując: należy ostrożnie podchodzić do prostych porównań i odniesień pomiędzy tymi latami; gdyby sprawozdania zostały sporządzone według zasad wynikających ze starej ustawy, wyniki, najprawdopodobniej, byłyby istotnie słabsze. A i tak nie są one specjalnie budujące. Branże najwięcej „ważące” w naszym indeksie giełdowym, mające największy wpływ na koniunkturę giełdową, czyli banki i informatyka, stały się największymi ofiarami załamania gospodarczego; co zrozumiałe, nie poradziły sobie z nim spółki budowlane i z sektora przemysłu ciężkiego; jedynie „recesyjne” branże: handlowa, spożywcza i chemiczna (lekarstwa) oparły się załamaniu. A może lepiej, najmniej odczuły jego skutki.

Czy z rocznych wyników spółek giełdowych można wnioskować, że recesja dobiega końca? Tak jak mówił klasyk, że pogłoski o jego śmierci należy traktować jako, co najmniej, przesadzone i przedwczesne, tak i w tym wypadku radziłbym zachować wstrzemięźliwość przy wyciąganiu zbyt daleko idących wniosków. Bo światełko niby rzeczywiście widać, ale jak na wstępie...